Restauracje nie muszą już zatrudniać kierowców. Polska firma dowiezie jedzenie do klienta

Artykuł/Biznes 17.01.2018
Restauracje nie muszą już zatrudniać kierowców. Polska firma dowiezie jedzenie do klienta

Restauracje nie muszą już zatrudniać kierowców. Polska firma dowiezie jedzenie do klienta

Zamawianie jedzenia staje się w Polsce coraz popularniejsze. Klienci pragną wygody, a ta uzależniona jest od możliwości dostosowania dowozów do własnych potrzeb. Dla restauracji to kolejny front rywalizacji, np. na szybkość dostarczenia posiłku. Ciekawym sprzymierzeńcem w tym starciu może być polska franczyza – Stava.

Stava oferuje restauracjom usługę transportu posiłków, dzięki której nie muszą inwestować we własnych kurierów. Firma zajmuje się posiłkiem od momentu odebrania go z restauracji do dostarczenia  klientowi.

Firma działa na rynku od 2014 roku i cały czas doskonali swój model biznesowy. O kontraktach z restauracjami i polskim rynku jedzenia online (wartym 1,5 mld zł) rozmawiałem z Grzegorzem Aksamitem, wiceprezesem i dyrektorem rozwoju Stavy.

stava
Grzegorz Aksamit i Paweł Aksamit zarządzający Stava.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Niby smartfony podbiły nasze życia i nie możemy się z nimi rozstać, ale nie potwierdzają tego dane z rynku zamawiania jedzenia. Tam wciąż 60 proc. zamówień składanych jest w trakcie rozmowy telefonicznej. To zaskoczenie, czy po prostu nie widzimy całego obrazu?

Grzegorz Aksamit, wiceprezes Stava: Z jednej strony zaskakujące, a z drugiej mamy tendencję w startupowym środowisku do kiszenia się w swojej niszy new-tech. A tymczasem często rynek jest zupełnie gdzieś indziej. Jak podaje brytyjski Just-Eat, nawet na tak rozwiniętych rynkach jak Wielka Brytania, wciąż 50 proc. zamówień jedzenia na dowóz składane jest przez telefon. Z pozostałych 50 proc. aż ćwierć ma Just Eat, prawie 16 proc. Dominos (jedna sieć!) i dopiero część z pozostałych (poniżej 10 proc.) rynku to platformy jak Deliveroo.

Brytyjski rynek jedzenia online.

Ale w takiej Holandii większość zamówień jest nie tylko online, ale i mobile.

To na razie wyjątek, ale tak będzie też na rynkach wschodzących, gdzie ludzie zwyczajnie przeskoczyli etap desktopów i często jedyne urządzenie jakie mają to smartfon.

Być może jakiś związek z popularnością tego typu zamówień miał fakt, że to właśnie w Holandii powstała grupa Takeaway, czyli polskie Pyszne.pl. Wy na tym rynku wnosicie wartość w innym miejscu – zajmujecie się integracją dostaw. Dlaczego restauracje decydują się na wasze usługi zamiast zainwestować we własny zespół dostawców?

Są generalnie dwa powody, dla których restauracje chętnie korzystają z naszych usług. Po pierwsze usługa Stava jest atrakcyjna cenowo. Po drugie zdejmujemy im z głowy wszystkie kłopoty organizacyjne.

Atrakcyjna cenowo? Możesz rozwinąć?

Obniżamy restauratorom koszty, poprawiając jednocześnie jakość usług dla klientów. Realizujemy to dzięki wysokiej efektywności logistycznej którą daje nam zautomatyzowany system logistyczny i autorskie algorytmy. Praktycznie wszystkie konkurencyjne firmy, które znam ręcznie zarządzają zleceniami, mają dyspozytora – jak w taxi – który “ręcznie” decyduje o tym który kurier będzie realizował zlecenie i w jakiej kolejności. Dzięki temu, że u nas zlecenia rozdzielane są w pełni automatycznie potrzebujemy mniejszej liczby kierowców, żeby rozwieźć tę samą liczbę dostaw, a jednocześnie skracamy czasy oczekiwania klientów i rzadziej spóźniamy się do restauracji.

Od czego zaczynacie współpracę z restauracją? Jak próbujecie ją przekonać, że razem z wami zaoszczędzi?

Punktem wyjścia jest alternatywny koszt, jaki ponosiłaby restauracja zatrudniając własnych kierowców. Zanim złożymy ofertę restauracji, która już realizuje dowozy, przeprowadzamy w niej bezpłatny audyt. Taki audyt trwa wraz z przetworzeniem danych i przygotowaniem raportu około 3-4 tygodni. Następnie przygotowujemy dla restauracji skrojoną pod nią ofertę, bo każda restauracja jest inna.

I jak rozliczacie się z restauracjami?

Restauracje płacą tylko od zrealizowanej dostawy. Nie interesuje nas to czy wieziemy zamówienie za 20 czy za 200 zł. My zajmujemy się tylko logistyką, więc prowizja od kwoty zamówienia byłyby nieuzasadniona. To, co najbardziej wpływa na wysokość opłaty, to dzienna liczba dowozów, strefa dowozów (jaki procent dostaw znajduje się w promieniu do 2 czy 3 km itd.) oraz czasy dostaw, do jakich przyzwyczaili swoich klientów.

Czy ustalacie sobie jakiś górny limit czasu dostawy. Na przykład dowieziemy pizzę w pół godziny albo będzie darmowa?

Nasze oprogramowanie pozwala różnicować czas dostaw dla poszczególnych restauracji. System logistyczny sam pilnuje takich czasów dostaw na jakie umówiliśmy się z restauracjami, bo to tak naprawdę jest decyzja restauratora jak szybkie chce mieć dostawy.

Ale za szybsze dostawy płaci się pewnie więcej.

Dokładnie – bardzo szybkie dostawy podnoszą koszt usługi. To restaurator decyduje czy bardziej zależy mu na obniżeniu kosztów czy na bardzo szybkich dostawach.

Muszę przyznać, że macie ciekawy model, bardzo elastyczny. Jak jest z kurierami? Wiem, że oni również są dość elastyczni, tzn. jednego dnia pracują tu, drugiego tam.

To są bardzo często osoby pracujące w niepełnym wymiarze, czasami np. tylko w weekendy, czasami tylko popołudniami. Trzeba mieć takich osób sporo, żeby ułożyć grafik. My mamy ich kilkaset w czterech miastach.

Na koniec może jakaś predykcja. Jak twoim zdaniem będzie się rozwijał rynek zamawiania jedzenia w Polsce i dowozów?

Wiem, jak będzie rozwijała się Stava. W tym roku planujemy otworzyć 10 nowych oddziałów, czyli w sumie mieć ich kilkanaście. To ambitny, ale możliwy do zrealizowania plan. Rok dopiero się zaczął, a już mamy trzy kolejne oddziały w trakcie organizacji. Dwa z nich wystartują jeszcze w tym kwartale.

Zamierzamy otworzyć oddziały we wszystkich miastach powyżej 50 tys. mieszkańców w Polsce, co z pewnością wpłynie na to, jak wygląda dzisiaj rynek dowozów. Przy rozbudowanej sieci oddziałów staniemy się też atrakcyjnym partnerem dla sieci gastronomicznych które szukają jednego rozwiązania logistyki na cały kraj. Dzisiaj zmuszone są korzystać w każdym mieście z innej firmy – często lokalnej i mało profesjonalnej.

Sam rynek dowozu jedzenia rośnie też w tempie kilkunastu procent rocznie. Na ten segment stawiają na najbliższe lata największe sieci gastronomiczne w Polsce.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement