Pierwsze włączenie miecza świetlnego zostanie w mojej pamięci na długo. Star Wars: Jedi Challenges – recenzja

Recenzja/Gry 24.01.2018
Pierwsze włączenie miecza świetlnego zostanie w mojej pamięci na długo. Star Wars: Jedi Challenges – recenzja

Pierwsze włączenie miecza świetlnego zostanie w mojej pamięci na długo. Star Wars: Jedi Challenges – recenzja

Są takie momenty, kiedy wychodzi z ciebie wewnętrzny dzieciak. Kiedy nie możesz powstrzymać uśmiechu, bo właśnie wydarzyło się coś niesamowitego. Miałem tak podczas pierwszego włączenia miecza świetlnego w Star Wars: Jedi Challenges. Moment, w którym błękitne, szumiące ostrze pojawiło się na wprost moich oczu, zapamiętam na długo.

Star Wars: Jedi Challenges to specjalny zestaw od Lenovo, na który składa się hełm AR z kieszenią dla smartfonu, replika miecza świetlnego oraz jarzący się światłem lokalizator. Do tego dochodzi oczywiście niezbędne okablowanie, za pomocą którego naładujemy broń rycerza Jedi oraz same gogle. Wszystko to zamknięte w wielkim i solidnym kartonie kosztuje razem 999 złotych. W niezbędny do działania zestawu smartfon trzeba zaopatrzyć się samemu.

Star Wars: Jedi Challenges to jeden z tych gadżetów, którymi świetnie się bawi, ale na myśl o kupnie odzywa się wąż w portfelu.

Zestaw działa w następujący sposób: smartfon, miecz świetlny oraz lokalizator tworzą środowisko połączone za pomocą bezprzewodowej technologii. Na ekranie smartfonu wsadzonego w gogle AR wyświetla się obraz. Ten jest przekształcany przez optykę gogli, aby nakładał się na świat rzeczywisty niczym hologramy z Gwiezdnych wojen. Miecz świetlny działa na zasadzie kontrolera, którym nawigujemy podczas gier. Lokalizator jest z kolei punktem odniesienia dla wirtualnych obiektów. Dlatego trzeba postawić go na podłodze.

Pierwsze pozytywne zaskoczenie po naładowaniu i sparowaniu zestawu to jakość hologramów. Te są zaskakująco ostre. Bez problemu można przeczytać pojawiające się napisy. Dostrzec szczegóły. Przyjrzeć się detalom. Nie jest to wcale takie oczywiste. Dla przykładu, hełm PSVR wyświetlający wirtualną rzeczywistość ma wielkie problemy z ostrością czcionki czy wygładzaniem krawędzi. W przypadku hełmu Lenovo Mirage ten problem nie występuje. Musimy jednak pamiętać, że mówimy teraz o znacznie mniej zasobożernej technologii AR, nie VR.

W środowisku hologramów z Gwiezdnych wojen możemy rozegrać trzy podstawowe gry, wchodzące w skład aplikacji Jedi Challenges.

Pierwsza z nich to popularne, kilkukrotnie widoczne w filmach kinowych Holoszachy. To połączenie bitewnej gry karcianej z warcabami. Każda figura jest świetnie zaanimowaną jednostką o unikalnych umiejętnościach oraz słabych i mocnych stronach. Pierwsze doświadczenie jest bardzo sympatyczne, ale po chwili zacząłem wiercić się w miejscu. Nie po to trzymam miecz świetlny, aby przemieszać figurki na szachowym polu! Na szczęście druga gra była nieco bardziej dynamiczna.

Walka strategiczna wrzuca gracza w buty generała, który kontroluje pole bitwy z lotu ptaka. Nie spodziewajcie się jednak epickich starć, w których biorą udział tysiące jednostek. Strategicznym pojedynkom bliżej do dotykowych gier z Google Play oraz App Store. Ot, kilka(naście) jednostek po jednej i drugiej stronie, które rzuca się na środek areny. Nie powaliło mnie, chociaż muszę przyznać, że widok AT-AT kroczącego po stole w salonie był naprawdę rozbrajający. Szczerzyłem się od ucha do ucha.

Trzecia z gier pochłonęła mnie na znacznie, znacznie dłużej. To pojedynki na miecze świetlne. Tryb, w którym stajemy oko w oko z przeciwnikiem po ciemnej stronie Mocy. Poza kultowymi postaciami z trzech trylogii takimi jak Darth Vader, Darth Maul i Kylo Ren pojawiają się również złoczyńcy z komiksów i seriali animowawanych. Lenovo zadbało także o aktualizację z okazji premiery Ostatniego Jedi, która umożliwia pojedynek z dwoma czerwonymi Preatorianami jednocześnie.

To właśnie szermierka na miecze świetlne jest głównym motorem napędowym Star Wars: Jedi Challenges.

Zgodność i synchronizacja między trzymaną w dłoni rękojeścią, a widocznym w goglach promieniem miecza świetlnego jest na zadowalającym poziomie. Nie istniał ruch, z którym system nie był w stanie sobie poradzić. Mogę wykonywać zamach z każdej strony i pod każdym kątem. Gdy obniżę miecz, zaczynają się pojawiać iskry od przypalanej podłogi. Jeśli przybliżę go do twarzy, naśladując tę pozycję bojową, o wiele głośniej słyszę buczenie promienia. Twórcy pomyśleli o wszystkim. Poczułem autentyczną swobodę.

Niestety, swoboda nieco znika, gdy dochodzi do konfrontacji. Chociaż mamy dowolność w ruchach, nasz przeciwnik opiera się na powtarzalnych schematach. System podpowiada, jak należy ułożyć miecz świetlny, aby blokować jego ciosy. Na dalszych poziomach postępowanie według powtarzalnego planu jest kluczowe, aby nie dać się pokonać. Wymyślne piruety ustępują prostym, zachowawczym, pragmatycznym ruchom w stylu Darth Vadera. Stara Trylogia na całego.

Nie zrozumcie mnie źle – to wciąż jest frajda. Do walki na miecze powracałem wielokrotnie, za każdym razem z wielką przyjemnością. System postępów działa w ten sposób, że syndrom jeszcze tylko jednego starcia błyskawicznie wchodzi w krwiobieg. Sądzę jednak, że przy użyciu współczesnej technologii jesteśmy w stanie stworzyć jeszcze lepszy system szermierki AR/VR. Musi jednak siąść do niego prawdziwy wizjoner branży gier, nie producenci uproszczonych mobilnych aplikacji.

Dziwnie to zabrzmi, ale chociaż ze Star Wars: Jedi Challenges bawiłem się świetnie, nikomu nie polecę kupna zestawu.

Chociaż miecz świetlny jest naprawdę wysokiej jakości, a wirtualne hologramy zadziwiająco ostre i czytelne, wciąż mówimy o produkcie za 999 złotych. To bardzo dużo. Więcej, niż konsola do gier wideo. Przy takim pułapie cenowym Star Wars: Jedi Challenges jest produktem adresowanym wyłącznie do największych fanów Gwiezdnych wojen. Bogatych kolekcjonerów, którzy muszą mieć wszystkie komiksy, książki, figurki i repliki.

Z punktu widzenia przeciętnego gracza, zwłaszcza mobilnego, Star Wars: Jedi Challenges jest wydatkiem nieproporcjonalnym do otrzymanej zawartości. Niezależnie jak efektownie by nie wyglądał ten zestaw, wciąż mówimy o trzech mini-grach, które nie zadziałają bez dodatkowego smartfonu. Lenovo wypuściło bardzo ciekawy sprzęt, ale wolałbym się z nim bawić określony czas w salonie z grami, niżeli płacić za niego pełną wartość, a następnie ścierać z niego kurz po kilku tygodniach zabawy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement