Spotify idzie na giełdę, ale nie po kasę. Skąd taka decyzja?

Artykuł/Biznes 04.01.2018
Spotify idzie na giełdę, ale nie po kasę. Skąd taka decyzja?

Spotify idzie na giełdę, ale nie po kasę. Skąd taka decyzja?

Szwedzki startup streamingu muzyki Spotify złożył dokumenty przed Amerykańską Komisją Papierów Wartościowych (SEC) w celu dopuszczenia akcji do obrotu na nowojorskiej giełdzie – piszą dziś amerykańskie media.

Co nietypowe w tym wniosku to fakt, iż Spotify nie zamierza przeprowadzić IPO, czyli oferty publicznej, lecz zadebiutuje w formie listingu bezpośredniego.

Czym różnią się obie formy giełdowego debiutu?

Dzień przed IPO, firmy sprzedają udziały swoim udziałowcom i inwestorom za ustaloną wcześniej z nimi cenę. W zdecydowanej większości głośnych startupów z branży tech, mimo iż te ceny są absurdalnie wysokie, to i tak podczas debiutu publicznego rosną do niebotycznych wartości, pozwalając zarobić wielkie pieniądze udziałowcom.

To właśnie na podstawie tego manewru założyciele spółek w jeden dzień stają się miliarderami, mimo iż – jak choćby w przypadku debiutu Snapa w zeszłym roku – ich spółki nie zarobiły ani centa w swojej historii. Mało to etyczne, prawda? Przy IPO zarabiają także wielkie banki inwestycyjne, które gwarantują IPO, czyli stabilizują ceny akcji w pierwszych dniach po debiucie.

Debiutanta kosztuje to krocie, ale przy takim procederze nie ma podmiotu, który byłby przesadnie przejęty tym, że sprzedaje się spółkę nierentowną i/lub bez wyraźnego planu na osiągnięcie rentowności. Każdy bowiem zarabia…

Przy bezpośrednim listingu sytuacja jest inna – akcje firmy debiutującej na giełdzie są bezpośrednio sprzedawane inwestorom giełdowym. Taki rodzaj debiutu uważany jest za ryzykowny zarówno dla oferentów, jak i inwestorów giełdowych. Nie ma bowiem pieniędzy zbieranych bezpośrednio przed debiutem, nie ma także banków, które dbałyby, by kurs akcji nie ulegał potężnym wahaniom.

Miliardów (na papierze) nie zarabiają więc założyciele i inwestorzy w debiutującej spółce, przynajmniej na pewniaka i przed debiutem. W rezultacie nie sprzedają oni najczęściej swoich akcji, chcąc utrzymać wysoki udział, licząc na to, że spółka będzie rosnąć w miesiącach i latach po debiucie. A tu już wymagania rynkowe są bezwzględne – kurs akcji spółki będzie rosnąć, gdy firma będzie dbała o odpowiednie wyniki finansowe, raportowane co kwartał.

Dlaczego więc Spotify wybiera trudniejszy rodzaj debiutu giełdowego?

Prawdę znają zapewne szefowie firmy, my tylko możemy pospekulować. Oczywiście bardzo chcielibyśmy uważać, że po prostu zwycięża w nich poczucie etyki biznesowej.

– Wielki szacun za to, że Spotify nie stawia na łatwą kasę z giełdy. Że nie chce się nachapać. Że wciąż stara się dostosowywać swój model biznesowy, by w końcu zaskoczył. – pisaliśmy na łamach Spider’s Web w kwietniu 2017 r., gdy po raz pierwszy pojawiały się medialne spekulacje nt. formy giełdowego debiutu Spotify.

W praktyce może jednak chodzić o coś bardziej prozaicznego – Spotify po prostu nie ma pieniędzy na gwarantów IPO (banki i domy inwestycyjne), bo od dawna jest nierentowne.

Prześledźmy wyniki Spotify na przestrzeni lat:

– 2010 r.: przychody 98 mln dol., strata 38 mln dol.
– 2011 r.: przychody 243 mln dol., strata 59 mln dol.
– 2012 r.: przychody 575 mln dol., strata 78 mln dol.
– 2013 r.: przychody 746,9 mln euro, strata 93,1 mln euro
– 2014 r.: przychody 1,08 mld euro, strata 162 mln euro
– 2015 r.: przychody 1,95 mld euro, strata 234 mln euro
– 2016 r.: przychody 2,93 mld euro, strata 539 mln euro

Z raportów finansowych wynika, że wzrost straty jest powiązany prawie wyłącznie z wyższymi kosztami finansowymi. Chodzi więc o wzrost tantiem wypłacanych posiadaczom praw do utworów muzycznych dostępnych w bibliotece Spotify.

Jest coś fundamentalnie złego w modelu biznesowym Spotify, w którym wyższe przychody i wyższa liczba użytkowników oznacza jednocześnie wyższe koszty, i jednocześnie wyższą stratę.

Firma nie chce więc ryzykować kolejnych długów, więc po prostu wybiera inny rodzaj debiutu giełdowego.

Tym bardziej, że… Spotify jest dziś wyceniane na 20 mld dol., a to oznacza, że przy takiej wycenie będzie to i tak jeden z największych debiutów spółki technologicznej na giełdzie w historii.

Jeśli więc debiut się uda i kurs akcji nie spadnie na starcie, spółka i tak będzie miała kupę gotówki, którą będzie można operacyjnie obracać.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement