Polacy symulują rzeczywistość dla strażaków i architektów. Rynek symulatorów jest wart miliardy dolarów

Artykuł/Biznes 20.01.2018
Polacy symulują rzeczywistość dla strażaków i architektów. Rynek symulatorów jest wart miliardy dolarów

Polacy symulują rzeczywistość dla strażaków i architektów. Rynek symulatorów jest wart miliardy dolarów

Simteract to polska spółka specjalizująca się w tworzeniu treningowych systemów symulacyjnych. Chociaż brzmi skomplikowanie, w istocie chodzi tu o inteligentne biblioteki (rozszerzenia do gier i symulatorów), które mogą być wykorzystane do szkolenia strażaków przed akcją czy wspomagania architektów i planistów miejskich.

Na swoje działania Simteract pozyskał na koniec 2017 roku 2 mln zł. 40 proc. wyłożył PARP (na projekt Inteligentnego Systemu Ruchu Drogowego), a resztę Leonardo Fund (współpracujący z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu BRidge Alfa) oraz Blite Fund, specjalizujący się w branży gier wideo.

Spółka zainteresowała mnie rynkiem symulatorów, które nieczęsto trafiają na medialne łamy. Okazuje się jednak, że jest to naprawdę poważny biznes. Oto kilka informacji, by nie pozostać gołosłownym:

Za Simteract stoją Grzesiek Ociepka i Marcin Jaśkiewicz. Pierwszy ma wieloletnie doświadczenie w tworzeniu efektów wizualnych i jest współtwórcą międzynarodowych produkcji, m.in. Platige Image czy Alvernia Studios (jak Arbitraż). Drugi doświadczenie w branży technologiczno – rozrywkowej zdobywał w Webshake.tv czy ISTV Media. Postawiłem porozmawiać z nim o symulatorach rzeczywistości, ich biznesowym wykorzystaniu i planach na stworzenie gry.

Zrzut ekranu z systemów symulacyjnych.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Do czego można wykorzystać bibliotekę, nad którą pracujecie?

Marcin Jaśkiewicz, CEO Simteract: Pracujemy nad biblioteką Inteligentnego Systemu Ruchu Drogowego – TrafficAI. Bez problemu można ją zaimplementować w grach komputerowych jak i symulatorach treningowych (np. do szkolenia kierowców karetek, policjantów, strażaków itp.). Ruch będzie w nich odzwierciedlony na tyle realnie, że biblioteki będzie można użyć także w trakcie planowania struktur ulic, remontów, badania wpływu reorganizacji świateł na przepływ ruchu drogowego i korki czy nawet estymacji poziomu zanieczyszczenia powietrza spowodowanego przez samochody.

Czyli można powiedzieć, że skupiacie się na systemach symulujących rzeczywistość?

Tak, jeśli chodzi o kwestie symulacji treningowych, zasada jest taka, że im realniejsza symulacja, tym efektywniejsze szkolenie.

Dlatego zależy nam na tym, żeby jak najwierniej oddać otaczającą rzeczywistość, jednocześnie zachowując efektywność pracy. Mamy w planach kolejne takie systemy, które weryfikujemy technologicznie. Jednym z nich jest automatyczny generator miast, który na podstawie danych wejściowych dostępnych online, pozwala na szybkie stworzenie realne miasta, które od razu można użyć w swojej grze lub symulatorze.

To znaczy, że bierzecie mapę Google albo Binga, analizujecie ją i już za chwilę można ją zaimportować do Sim City?

Tak to można ująć. Akurat Google, ani Bing nie udostępniają danych w takich ilościach i formie, jakbyśmy tego potrzebowali, ale co innego OpenStreetMap. Sporo firm posiada też takie dane we własnym zakresie.

Zazwyczaj jest też dodatkowa praca dla naszych algorytmów, które uzupełniają luki (np. nie wszystkie budynki mają podaną liczbę piąter) ucząc się z czasem jak to robić najlepiej. Tak wygenerowane miasto możemy użyć bezpośrednie w grze, symulatorze albo dopracować je pod kątem indywidualnych potrzeb.

Czy podczas szkoleń, o których wspominasz już teraz korzysta się z takich symulacji czy to jeszcze pieśń przyszłości? Czy faktycznie jest już tak, że strażacy albo policjanci szkolą się na symulatorach?

Tak, zdecydowanie. W USA są firmy, które posiadają dedykowane symulatory jazdy wozem dla strażaków (nawet z takimi specjalizacjami jak straż pożarna lotniskowa) czy policjantów – głównie pod kątem zarządzania strategicznego w razie sytuacji kryzysowej, gdzie policjant musi zapanować nad kilkoma aspektami sytuacji (zabezpieczeniem miejsca, wezwaniem wsparcia, zajęciem się ludźmi czy uniknięciem paniki). W Krakowie nad podobnym projektem pracuje zaprzyjaźnione Nano Games (tworzą symulator katastrof zbiorowych).

Zrzut ekranu z systemów symulacyjnych.

Takich służb w każdym kraju jest dość dużo. Domyślam się, że rośnie nam ogromny rynek.

Rynek na symulatory rzeczywistości już teraz jest ogromny. Wiele branż już w tym momencie nie wyobraża sobie szkolenia pracowników bez symulatorów (np. branża lotnicza, militarna, kolejowa czy energetyczna). Mówimy tutaj o topowych branżach przemysłowych, gdzie np. jeden dzień przestoju platformy wiertniczej, może kosztować nawet 5 mln dol. (opracowanie “Business Value of 3D Virtual Planning, Simulation and Training in the Energy Industry”). W związku z tym inwestycje w symulatory zwracają się, często z nawiązką.

Jak wyglądają prace nad taką biblioteką? To badania terenowe?

W głównej mierze to praca nad algorytmami sztucznej inteligencji, z wykorzystaniem przede wszystkim otwartych danych dostępnych online. Musimy nauczyć samochody odpowiedniego zachowania na drogach – przyspieszania, zwalniania, zachowana na skrzyżowaniach, respektowania zasad ruchu drogowego. Ale wdrażamy też możliwość łamania tych przepisów (tak jak w realnym świecie) i tworzenia scenariuszy konkretnych zdarzeń drogowych.

Na ten moment tworzymy technologię, którą później także sami będziemy chcieli wdrażać już w dedykowanych aplikacjach np. producentom symulatorów czy planistom miejskim. Mamy wstępne deklarację od kilku tego typu firm na świecie (m.in. USA, Kanada, Niemcy), że chcą przetestować nasze rozwiązania. Traffic AI będzie też wykorzystany w grze, którą aktualnie tworzymy.

Możesz nieco o niej opowiedzieć?

Prace rozpoczęliśmy 1 grudnia 2017. Wcześniej kilka miesięcy zajmowaliśmy się kwestiami preprodukcyjnymi. Szukaliśmy sposobów połączenia naszego doświadczenia w tworzeniu systemów symulacji rzeczywistości z możliwością opowiedzenia ciekawej historii. Powstał interesujący koncept, który opowiada o ludzkości w niedalekiej przyszłości, kiedy coś nie do końca poszło tak, jak powinno. Tworzymy grę strategiczną, w której wykorzystujemy własne biblioteki, ale także tworzymy całkiem nowe, dedykowane systemy. Jest to dla nas bardzo kreatywny okres – pierwsze efekty prac planujemy zaprezentować w okolicach połowy roku.

Rozumiem, zapytam w takim razie o finanse. Jaki jest model biznesowy oparty o produkt jakim jest biblioteka?

Model biznesowy w przypadku biblioteki to przede wszystkim opłata początkowa za licencję, a następnie opłata roczna za wsparcie techniczne, tzw. maintenance (aktualizacje, pomoc w integracji itp.). W podobny sposób producenci symulatorów rozliczają się ze swoimi klientami, więc pracujemy na sprawdzonym i nieźle funkcjonującym modelu rynkowym.

Zrzut ekranu z systemów symulacyjnych.

Korzystacie z pomocy funduszy publicznych – PARP i Bridge Alpha – a także inwestorów prywatnych. Z kim współpracuje się lepiej i czy oba typy współpracy można porównywać?

Są to zupełnie dwa różne typy współpracy, które łączy jeden mianownik – wszystkim bardzo zależy, żeby projekty które realizujemy tworzyć w jak najlepszy sposób i doprowadzić je w terminach do końca. Jak to w przypadku bezpośredniej współpracy z agencjami rządowymi zajmującymi się Funduszami Europejskimi (jak PARP) biurokracja jest nieco większa, ale czuć też doświadczenie osób tam pracujących i chęć otwartej współpracy z beneficjentami.

Bridge Alpha ma już nieco inny charakter, choć to program NCBR.

Zdecydowanie. NCBR zaprosił do współpracy doświadczonych inwestorów (w naszym przypadku Leonardo Fund) i to z nimi pracujemy bezpośrednio, więc tutaj w pakiecie dostajemy dodatkowo wiedzę i kontakty z branży. Bardzo dobrze współpracuje się również z Blite Fund, zupełnie prywatnym funduszem z niesamowitą wiedzą dotyczącą rynku gier wideo (a nawet doświadczeniem w ich tworzeniu), i jednocześnie mającym spore zaufanie do naszego zespołu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement