Sennheiser CX 6.00 BT to moja nowa odpowiedź na pytanie „jakie słuchawki Bluetooth do 500 zł?”

Recenzja/RTV 19.01.2018
Sennheiser CX 6.00 BT to moja nowa odpowiedź na pytanie „jakie słuchawki Bluetooth do 500 zł?”

Sennheiser CX 6.00 BT to moja nowa odpowiedź na pytanie „jakie słuchawki Bluetooth do 500 zł?”

Jestem zdumiony. Zazwyczaj jeśli produkt w portfolio marki jest dwukrotnie tańszy, to jest też znacznie gorszy od swojego droższego odpowiednika. Tymczasem nowe słuchawki Sennheiser CX 6.00 BT nie tylko nie są gorsze, co wręcz grożą skanibalizowaniem teoretycznie lepszych urządzeń.

Po tych słuchawkach nie spodziewałem się wiele. Ot, kolejne niewyróżniające się niczym bezprzewodowe pchełki. Jakże się myliłem! Zaprezentowane dopiero co na targach CES 2018 Sennheisery CX 6.00 BT w dwa tygodnie, które z nimi spędziłem, stały się moimi ulubionymi słuchawkami w swojej kategorii.

Sennheiser CX 6.00 BT wyglądają znajomo? Nic dziwnego.

Uważni czytelnicy zauważą pewnie, że niemal identyczne z wyglądu słuchawki (tyle że w czerwonej obudowie) gościły stosunkowo niedawno na łamach Spider’s Web. Testowany ostatnio model Sennheiser Momentum Free nie należał jednak do konstrukcji budżetowych. Wprost przeciwnie.

Momentum Free to słuchawki kosztujące blisko 900 zł. nowe CX 6.00 BT kosztują… niespełna połowę tej kwoty. A wcale nie różnią się tak wiele od droższej wersji.

W obydwu przypadkach mamy do czynienia z bezprzewodową konstrukcją, w której obydwie słuchawki łączy pojedynczy przewód, którym możemy zawiesić słuchawki na szyi. Od strony jakości wykonania obydwa modele niewiele się różnią – wykonanie jest równie dobre w CX 6.00 BT, co w Momentum Free.

Brakuje tylko magnetycznych pokrywek na słuchawkach, którymi można było ze sobą złączyć obydwa elementy. W zestawie z CX 6.00 BT nie znajdziemy też etui, choć dostajemy plastikowe opakowanie, które od biedy może pełnić rolę futerału.

Muszę też w tym miejscu obdarzyć firmę pochwałą za oszczędne i skrupulatne pakowanie. W przeciwieństwie do Momentum Free, CX 6.00 BT trafiają do konsumentów w malutkim opakowaniu, a wszystkie akcesoria są zgrabnie umieszczone w wytłoczonym specjalnie plastiku.

Wracając do różnic między tańszymi CX 6.00 BT a Momentum Free – oprócz wyżej wymienionych drobiazgów różnic praktycznie nie ma. Obydwa modele pracują równie długo na jednym ładowaniu (około 6-7 godzin), obydwa potrafią łączyć się jednocześnie z dwoma urządzeniami, obydwa naprawdę wygodnie leżą w uszach i na szyi, choć tutaj lekką przewagę oddałbym CX 6.00 BT – mają znacznie lepiej pasujące do uszu obudowy słuchawek.

Co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że między tymi dwoma modelami nie ma aż tak ogromnej różnicy w brzmieniu, jak oczekiwałem.

Sennheiser CX 6.00 BT w niektórych obszarach brzmią wręcz lepiej od droższych Momentum Free!

W swojej recenzji nazwałem Momentum Free „słuchawkami dla tych, którzy nie lubią basu”. Tam bowiem niskich częstotliwości praktycznie nie było. Było za to sporo szczegółowości, szeroka scena i śpiewne góry. I zgadnijcie co – CX 6.00 BT również brzmią bardzo szczegółowo, również oferują śpiewne góry, i nie rozczarowują szerokością sceny. Z tą różnicą, że… potrafią też zaskoczyć basem!

Niezależnie od słuchanego przeze mnie gatunku muzyki, bas był zawsze słyszalny i selektywny. Nie wstrząsał kośćmi, jak niektóre urządzenia audio, ale pozwalał cieszyć się pełnym spektrum częstotliwości w każdym z utworów.

Sennheisery CX 6.00 BT mają bardzo specyficzną charakterystykę brzmienia. Z jednej strony jest wyraźnie zaznaczony bas, ale z drugiej mamy mocny, niewycofany środek pasma i bardzo jasne góry.

To ostatnie dla niektórych może być wadą; sprawia bowiem, że niektóre utwory zdają się brzmieć sucho i nieprzyjemnie. Kiedy jednak uszy przywykną do tego podbicia wysokich częstotliwości, zaczynamy doceniać wyraźnie wybrzmiewające wokale, sekcje smyczkowe, czy doskonale odseparowane talerze perkusji. Zaznaczę jednak, że to “faworyzowanie góry” może zniechęcić miłośników muzyki rockowo-metalowej, gdzie dźwięk faktycznie bywa zbyt sterylnie i sucho. Odczułem to zwłaszcza słuchając nowego albumu Avenged Sevenfold, któremu po prostu brakuje głębi na tych słuchawkach.

CX 6.00 BT nie są aż tak selektywne i szczegółowe jak Momentum Free, ale naprawdę niewiele im brakuje. Z pewnością nie brzmią dwukrotnie gorzej, choć są dwukrotnie tańsze.

Łapię się na tym, że nie potrafię tym słuchawkom nic konkretnego zarzucić.

Spędziłem z nimi dwa tygodnie i przez ten czas nie rzuciły mi się w uszy żadne zauważalne wady. Wprost przeciwnie – cały czas odkrywam ich kolejne zalety.

Ogromnie zaskoczyła mnie wspomniana już na początku wygoda. Nadal trochę przeszkadzają mi dwa plastikowe elementy „dyndające” przy twarzy, ale CX 6.00 BT w pełni rekompensują to tym, jak wygodnie leżą u uszach. Osobom aktywnym może brakować jakichkolwiek gumowych zaczepów, które zakotwiczyłyby słuchawki w uszach na wypadek gwałtownych ruchów, ale i bez tego sylikonowe wkłady świetnie trzymają się w kanale słuchowym.

Zaskakująca jest też pasywna izolacja hałasu w tych słuchawkach. Na aktywną redukcję szumu nie ma co liczyć, ale pasywne tłumienie jest naprawdę, naprawdę kapitalne. Mało tego, z CX 6.00 BT dźwięk też praktycznie nie ucieka, więc możemy spokojnie słuchać głośnej muzyki w komunikacji miejskiej czy w miejscach publicznych, nikomu nie przeszkadzając.

Nie zauważyłem też najmniejszych problemów z łącznością Bluetooth. Mieszkam w bloku, gdzie zakłócenia sygnału są tak potężne, że sygnał Wi-Fi w pomieszczeniu, gdzie nie ma routera, jest o połowę słabszy, niż w tym, gdzie router jest. Mimo tego mogłem spokojnie przemieszczać się po całym mieszkaniu nie tracąc połączenia z telefonem.

Nie mogę też złego słowa powiedzieć na jakość rozmów w trybie głośnomówiącym. Nasz głos brzmi po drugiej stronie czysto i wyraźnie, podobnie jak głos rozmówcy w słuchawkach.

Recenzencki obowiązek nakazuje mi jednak się do czegoś przyczepić, więc proszę bardzo: czepiam się.

Czepiam się, że Sennheisery CX 6.00 BT nie są wodoszczelne, przez co nie polecam ich używać w deszczu, bo może się to dla urządzenia źle skończyć. Czepiam się też, że w zestawie nie ma porządnego etui na słuchawki. Wiem, że to budżetowa konstrukcja, ale wielu producentów dorzuca futerały do jeszcze tańszych słuchawek.

I na tym koniec wad.

Słuchawki Sennheiser CX 6.00 BT niniejszym trafiają na szczyt mojej czołówki polecanych słuchawek Bluetooth do 500 zł. Swoim brzmieniem, jakością wykonania i komfortem przebijają większość konstrukcji w swojej klasie, a też dorównują wielu droższym słuchawkom – chociażby bliźniaczym Momentum Free.

I tylko zastanawiam się, co na to wszystko Sennheiser. Ciekawe, czy w firmie już wiedzą, że wypuścili na rynek budżetowe słuchawki, które mogą im kompletnie skanibalizować sprzedaż tych z linii Momentum. Bo naprawdę… po blisko dwóch tygodniach z CX 6.00 BT nie widzę absolutnie żadnego powodu, by komukolwiek polecić dwukrotnie droższe Momentum Free, zamiast najnowszego produktu firmy.

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement