Nie pamiętam już, kiedy czekałem na premierę foto tak, jak na nowego Nikona

Felieton/Foto 17.01.2018
Nie pamiętam już, kiedy czekałem na premierę foto tak, jak na nowego Nikona

Nie pamiętam już, kiedy czekałem na premierę foto tak, jak na nowego Nikona

Pierwszy pełnoklatkowy bezlusterkowiec Nikona nadchodzi, a właśnie pojawiła się kluczowa informacja na jego temat. Aparat nie będzie kompatybilny z dotychczasowymi obiektywami Nikona, ale wbrew pozorom to dobra wiadomość.

Z każdym miesiącem pojawiają się kolejne informacje o nowym systemie fotograficznym Nikona. Ma być on alternatywą dla lustrzanek, a w jego skład mają wejść pełnoklatkowe bezlusterkowce. Takie aparaty produkują obecnie tylko dwie firmy: Sony i Leica. To właśnie dzięki nim Sony wyprzedziło Nikona w sprzedaży aparatów pełnoklatkowych na ogromnym rynku amerykańskim.

Pełnoklatkowy bezlusterkowiec Nikona to bardzo ważny ruch, który może rzutować na całą przyszłość firmy. Tak właśnie było w przypadku Sony, które postanowiło zaryzykować i przesunąć akcent z lustrzanek na nowe aparaty bez luster. W efekcie w ostatnich latach obserwujemy niebywały rozwój tego nowego segmentu. U Japończyków odbywa się to kosztem lustrzanek, które w ofercie Sony są w odwrocie.

Tak może wyglądać pełnoklatkowy bezlusterkowiec Nikona.

O tych śmiałych planach Nikona słyszeliśmy wielokrotnie na przestrzeni ubiegłego roku. W listopadzie plotki skomentował prezes Nikona, który niczego nie powiedział wprost, ale potwierdził, że przyszłością firmy są bezlusterkowce z pełną klatką.

Najważniejszym pytaniem odnośnie nowego bezlusterkowca było to, czy dotychczasowe obiektywy Nikona będą z nim kompatybilne.

To decyzja, która definiuje całą budowę aparatu, w tym także jego rozmiary.

Odległość bagnet-matryca w lustrzance i bezlusterkowcu.

Możliwości są tylko dwie. Pierwsza: Nikon stworzy nowy bagnet, dzięki czemu aparat będzie mógł mieć znacznie mniejsze wymiary od lustrzanek, ale cały system obiektywów trzeba będzie stworzyć od nowa. Taką drogą poszło Sony, tworząc swoje bezlusterkowce. Początkowo powodowało to ogromne braki w systemowych obiektywach, ale po kilku latach udało się je skutecznie załatać.

Możliwość druga: Nikon zachowa mocowanie F znane z lustrzanek, dzięki czemu wszystkie dotychczasowe obiektywy będą kompatybilne z aparatem, ale jego rozmiar, pomimo usunięcia lustra, będzie bardzo zbliżony do lustrzanki. Taką drogą poszedł Pentax w swoim nieco zapomnianym modelu K–01. Kompatybilność imponowała, ale projekt okazał się niewypałem, a sam aparat był wizualnym koszmarkiem.

Cały problem sprowadza się do braku lustra.

Bezlusterkowce, jak sama nazwa wskazuje, działają bez lustra znanego z lustrzanek. Usunięcie ruchomych, mechanicznych części pozwala nie tylko zmniejszyć masę i awaryjność konstrukcji, ale także jej rozmiary. Odległość między matrycą a bagnetem w przypadku lustrzanek to ok. 45 – 50 mm, a w bezlusterkowcach to najczęściej poniżej 20 mm. Dzięki temu bezlusterkowce mogą być dwukrotnie cieńsze od lustrzanek, mimo że mają tak samo duże matryce.

Niestety generuje to problem z obiektywami. Jako konstrukcje optyczne, są one projektowane do pracy na konkretnej odległości matryca-bagnet. Jakakolwiek odchyłka może uniemożliwić poprawne ustawienie ostrości, przez co obiektyw stanie się bezużyteczny.

Teraz poznaliśmy kluczową informację na temat nowego aparatu Nikona. Będzie on korzystał z nowego mocowania Z-Mount, a więc trzeba będzie kompletować obiektywy od nowa.

Do takiej informacji dotarł serwis Nikon Rumors, który wielokrotnie wykazywał się wiarygodnymi źródłami. Osoba z Nikona miała przemycić informacje o dokładnych parametrach nowego bagnetu. Średnica mocowania ma wynosić 49 mm, a odległość od bagnetu ma wynieść tylko 16 mm.

Dla porównania, w bagnecie Nikon F znanym z lustrzanek, ta odległość wynosi 46,50 mm. W przypadku bezlusterkowców Sony E jest to 18 mm.

Informator Nikon Rumors zastrzega, że mocowanie „Z” może nie być oficjalną nazwą, ale wymiary są prawidłowe.

Wiele osób narzeka na to, że trzeba będzie od nowa kompletować obiektywy. Ja uważam to za trudną, ale bardzo dobrą decyzję Nikona.

Po części rozumiem narzekania osób, które uważają decyzję Nikona za skok na kasę klientów. Logika jest prosta: skoro raz płaciłem za obiektywy i skompletowałem wymarzony system szkieł, dlaczego mam to robić od nowa? Zwłaszcza w obrębie jednego producenta?

Z drugiej strony, nie da się zbudować przyszłościowego systemu bezlusterkowców, bazując na ograniczeniach rodem z 1959 roku, bo właśnie wtedy powstał bagnet Nikon F. Nie widzę sensu w bezlusterkowcu o rozmiarach lustrzanki.

Aby stworzyć system przyszłości, trzeba myśleć przyszłościowo. Owszem, trudno jest zbudować nowy system szkieł od zera, ale przykład serii Sony A7 pokazuje, że jest to możliwe. Wystarczyły 4 lata, by stworzyć naprawdę bogate portfolio nowych obiektywów, a do tego zachęcić firmy trzecie do tworzenia własnych szkieł.

Obiektywy projektowane pod bezlusterkowce mają też sporo zalet. Mogą być mniejsze od lustrzankowych odpowiedników. Mogą też być ostrzejsze, ponieważ to nowe konstrukcje, powstające z myślą o współpracy z wysokimi rozdzielczościami matryc.

Niestety są też wady, z których największą jest cena. Nowe, jasne i ostre obiektywy są w dzisiejszych czasach piekielnie drogie, szczególnie jeśli dodatkowo są wyposażone w stabilizację. Nie jest to jednak wada samych bezlusterkowców, bo horendalne ceny dotyczą też rynku lustrzanek. Wadą jest natomiast młodość systemu. Do lustrzanek możemy podpiąć starsze szkła, które są znacznie tańsze. Bezlusterkowce Nikona wystartują natomiast od zera.

Na początku z pomocą najpewniej przyjdzie adapter.

adaptery do bezlusterkowców

Początki zawsze są trudne. Można się spodziewać, że razem z nowym aparatem zadebiutują 2–3 podstawowe zoomy i tyle samo stałek pokrywających najbardziej typowe ogniskowe. W ofercie początkowo na pewno zabraknie bardziej wyspecjalizowanych obiektywów, czyli np. ultraszerokokątnych i telezoomów.

Jestem przekonany, że Nikon – podobnie jak zrobiło to Sony – w tym trudnym okresie przejściowym zaproponuje klientom adapter do dotychczasowych obiektywów. Takie akcesorium mocno powiększy rozmiar zestawu, ale zapewni kompatybilność z obecnymi szkłami. To rozwiązanie kompromisowe i raczej tymczasowe. Nawet jeśli autofocus na adapterze będzie wolniejszy, a ergonomia zestawu będzie kulała, to możliwości powinny wynagrodzić bóle związane z rodzącym się systemem.

Nie pamiętam, kiedy czekałem na premierę foto tak bardzo, jak na nowy aparat Nikona.

Czekam na nowy system Nikona z niecierpliwością i mocno trzymam za niego kciuki. Nowy system byłby wielkim i bardzo potrzebnym powiewem świeżości. W ostatnich latach kilkukrotnie pisałem, że Nikon trochę się zasiedział na rynku lustrzanek, a firmie przydałoby się odważniejsze wejście w przyszłość. Jeżeli informacje Nikon Rumors się potwierdzą, nowy aparat będzie nie krokiem, a wielkim skokiem w przyszłość.

Dołącz do dyskusji

Advertisement