Netflix powoli acz konsekwentnie odsyła kina do lamusa

Felieton/Media 23.01.2018
Netflix powoli acz konsekwentnie odsyła kina do lamusa

Netflix powoli acz konsekwentnie odsyła kina do lamusa

Lubię wracać do swojej prognozy z początku 2017 r., gdy pisałem, że sukces Netfliksa oznacza początek końca ery kin.

Zaledwie rok później mamy sytuację następującą: 110,6 mln ludzi opłaca miesięczny abonament Netfliksa, sieć ma zakontraktowanych 17,7 mld dol. w produkcję treści wideo.

Szokujące, prawda? Prawda jest taka, że rewolucja na rynku rozrywki filmowej dokonuje się jeszcze szybciej, niż mogliby tego oczekiwać najwięksi entuzjaści nowych mediów, na czele ze mną.

Netflix jest tym dla rynku filmowo-serialowego, czym Spotify dla rynku muzycznego – wywraca go do góry nogami, siejąc spustoszenie wśród tradycyjnych podmiotów. Różnica pomiędzy dwoma rynkowymi innowatorami jest jednak zasadnicza – w swojej wywrotowej misji Netflix zarabia, a Spotify traci wielkie pieniądze.

33 proc. wzrost przychodów kwartalnych do 3,29 mld dol. przy zysku netto w wysokości 185,5 mln dol. (rok wcześniej 66,7 mln dol.) Netfliksa robi wrażenie, ale ktoś mógłby powiedzieć, że to zasługa czwartego kwartału roku, który zwyczajowo jest najlepszy dla serwisów rozrywkowych. Otóż w całym 2017 r. Netflix wypracował 11,7 mld dol. przychodów, co oznacza wzrost o 1/3 w stosunku do roku wcześniej. Netflix zarobił też 446,8 mln dol. na czysto.

Prawie pół miliarda dolarów zarobku dla firmy, która inwestuje 7 – 8 mld dol., czyli 75 proc. wartości swoich rocznych przychodów w nowe treści rocznie? Tak właśnie wygląda zdrowy biznes. Jakże to różna sytuacja w stosunku do tego, jak działają hitowe startupy na rynku tech: Uber, Twitter, Snap, czy wspomniane wcześniej Spotify.

8,3 mln nowych klientów opłacających abonament – tylu udało się zdobyć Netfliksowi w ostatnich trzech miesiącach 2017 r., z czego 6,36 mln to nowi klienci spoza macierzystych Stanów Zjednoczonych. To najwyższy kwartalny wynik w historii filmy, a przypomnijmy, że w ostatnim czasie nastąpiła podwyżka abonamentu dla amerykańskich klientów. Łącznie Netfliksowi płaci już dzisiaj 110,6 mln ludzi, co jest zdecydowanie największą bazą klientów usług streamingu premium wideo na świecie. Nic dziwnego, że kapitalizacja firmy na giełdzie przekroczyła wartość 100 mld dol.

Sukces Netfliksa bezpowrotnie zmienia rynek wideo.

Już wszyscy najwięksi inwestują w podobne usługi: Amazon, Apple, nawet Google ze swoim YouTube’em, czy Facebook z planami wejścia na rynek sportowych transmisji. Nie oszukujmy się – największa transakcja w historii rynku rozrywkowego, czyli kupno 21st Century Fox przez Disneya za absolutnie rekordowe 52,4 mld dol. – również podyktowana jest tym, co Netflix rozpoczął.

Rynek bezpowrotnie zmierza w kierunku odejścia od sal kinowych w kierunku konsumowania filmów i seriali w zaciszu domowych pieleszy. Oczywiście nie jest tak, że kina nagle przestaną istnieć, bądź też wydawcy przestaną inwestować w premiery kinowe. Nie, tak jak dziś wciąż artyści muzyczni sprzedają płyty CD, niektórzy wręcz na czasową wyłączność, to jednak dziś większym rynkiem pod względem wolumenowym (zarówno ilościowo, jak i wartościowo) jest rynek streamingu muzyki

Jest pewne, że większym rynkiem dla treści filmowych i serialowych będzie streaming wideo. Na dziś Netflix wydaje się być nie tylko jego twórcą, ale także bezapelacyjnym liderem.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement