Nie polecam, nie kupujcie. Twórcy iA Writer potraktowali windowsiarzy jak klientów drugiej kategorii

Artykuł/Technologie 10.01.2018
Nie polecam, nie kupujcie. Twórcy iA Writer potraktowali windowsiarzy jak klientów drugiej kategorii

Nie polecam, nie kupujcie. Twórcy iA Writer potraktowali windowsiarzy jak klientów drugiej kategorii

Na debiut tego programu czekałem rok – od momentu, w którym porzuciłem MacBooka na rzecz całkowitej przesiadki na Windows 10. Tylko jego mi brakowało, bym nie tęsknił za komputerami Apple’a. Ale teraz, kiedy iA Writer w końcu ma trafić na Windows 10, na usta cisną mi się wyłącznie przekleństwa.

Co to ma !@#$% być? – to była moja pierwsza reakcja po zobaczeniu kickstarterowej kampanii iA Writer for Windows. Twórcy najlepszej aplikacji do pisania na Maca zbierają środki na uruchomienie windowsowej bety w serwisie crowdfundingowym, robiąc przy okazji z odbiorców idiotów.

iA Writer na Windows powstanie. Ale najpewniej będzie marną karykaturą wersji na macOS.

Przyjrzyjmy się zbiórce na aplikację. Twórcy muszą uzbierać 20 tys. dol., by wypuścić produkt w świat. Jeśli uda się przekroczyć ten próg, wspierający, którzy zapłacili minimum 40 dol. (ok. 140 zł według dzisiejszego kursu), otrzymają dostęp do testowej wersji programu już w lutym.

Wszystko pięknie, tylko że nie jest powiedziane, że będzie to ta sama wersja, której używają Apple’owcy.

Otóż jeśli twórcy uzbierają 20 tys. dol… użytkownicy dostaną program ogołocony ze wszystkich funkcji. Wszystkich. Dostaną iA Writera w formie, jaką Apple’owcy widzieli lata temu, gdy program dopiero powstawał, a nie był po prostu przenoszony z jednej platformy na drugą.

Ale twórcy mogą uzbierać więcej pieniędzy! – powiecie. Owszem, mogą. I lepiej dla nich, żeby to zrobili. I uzbierali odpowiednio więcej. Przyjrzyjmy się bonusowym progom zbiórki.

  • Pierwsza istotna dla nas funkcja, czyli eksport PDF-ów, wymaga przekroczenia progu 35 tys. dol.
  • Automatyczne aktualizacje programu pojawią się w iA Writer na Windows dopiero wtedy, gdy twórcy zbiorą 45 tys. dol.
  • Pliki .docx z Worda zaimportujemy dopiero po przekroczeniu progu 55 tys. dol. Ale – uwaga – wcale nie jest powiedziane, że będziemy mogli je potem zapisać!
  • Aby EKSPORTOWAĆ pliki .docx w iA Writer na Windows, musimy trzymać kciuki za zebranie 65 tys. dol.
  • I w końcu, dopiero po dobiciu do 100 tys. dol. program będzie zawierał wbudowaną przeglądarkę plików.

Nadmienię, że każdą z wyżej wymienionych funkcji na Macu dostaniemy w standardzie. Na Macu pisarze cieszą się już piątą, dopieszczoną iteracją programu. Windowsiarze dostają biedną, ubogą wersję 1.0 w fazie mocnej bety. A na dobrą sprawę nie wiadomo, co dostają.

Przyznaję, nie jestem programistą i nie rozumiem pewnych zawiłości. Jednak mój redakcyjny kolega, Hubert Taler, programistą jest i on także nie widzi powodu, dlaczego dodanie tak podstawowej funkcjonalności, jak eksport do .docx, wymagało takiego nakładu finasowego:

Moim zdaniem nic nie uzasadnia umieszczania eksportu do otwartych formatów w kolejnych celach zbiórki. Taka funkcja jest podstawowa dla programu będącego edytorem tekstu – przecież nie na pliku markdown nam zależy, lecz na pliku wynikowym. Tym bardziej, że tego typu eksport można zrealizować prosto, nawet nie pisząc własnych konwerterów – tak jak np. Typora używa otwartej biblioteki Pandoc.

Czujecie absurd tej sytuacji?

Wpłacamy 40 dol. i bierzemy udział w wielkiej loterii. Możemy dostać – w najlepszym przypadku – w pełni funkcjonalny program. W najgorszym – program totalnie ogołocony z funkcji. W najbardziej kuriozalnym – program, który potrafi otworzyć plik .docx, ale nie potrafi go zapisać. A jeśli program ujrzy światło dziennie w “wersji bieda”, to nie wiadomo, kiedy doczeka się aktualizacji o nowe funkcje. To może potrwać nawet lata!

Jakby tego było mało, twórcy mają czelność napisać wprost, że ich program w wersji na Windowsa to aplikacja dla odważnych i że „każdy gdzieś zaczynał, ale z czasem sięgał gwiazd”. Przepraszam, ale jeśli to miało być śmieszne, to ten kickstarter właśnie zdobył tytuł suchara roku. I pewnie przez 2018 nikt go nie zdetronizuje.

Moich pieniędzy nie zobaczą.

Gdy tylko zobaczyłem informację o tym, że zbiórka ruszyła, radośnie (serio!) sięgnąłem po portfel, wyciągnąłem kartę i szukałem pola, żeby wpisać cyferki. A potem przeczytałem dokładnie opis kampanii i mina rzedła mi coraz bardziej i bardziej.

Wiem, że posiadacze komputerów z Windowsem są traktowani przez wielu programistów jak klienci drugiej kategorii (delikatnie mówiąc), ale sytuacja z iA Writer to już zwyczajnie kur!@#$0 najwyższej próby.

Byłem w stanie przeboleć fakt, że iA Writer na Windowsa nie ma.

Trudno. Zdarza się. Wielu fenomenalnych programów z macOS nie znajdziemy na platformie Microsoftu. Ale nie przełknę tego, że ktoś rzuca mi ochłap, każe za niego zapłacić pełną kwotę i obiecuje, że „kiedyś będzie lepiej”.

Dlatego moich pieniędzy twórcy iA Writer na Windowsa nie zobaczą. Nie teraz. Rozważę wpłatę, jeśli zbiórka dobije do 100 tys. dol., ale wcale nie jest przesądzone, że kupię ten program. Choć naprawdę go uwielbiałem na Macu!

40 dol. za półprodukt? Namiastkę? To ja już serio – za poradą większości kolegów z redakcji – wolę kupić Maca. A jeszcze bardziej wolę przeznaczyć te pieniądze na kosztującego niewiele więcej (45 dol.) a potrafiącego nieskończenie więcej Scrivenera.

Przepraszam, czy ktoś mógłby przestać traktować windowsiarzy jak zwierzęta?

Jest 2018 rok, a – jak widać – nadal są programiści, którzy mają jakieś śmieszne przeświadczenie, że posiadacze komputerów z Windowsem nie mają siły nabywczej. Fakt, nie jesteśmy przyzwyczajeni do płacenia 20 dol. za aplikację do pogody, jak Macowcy, ale na miłość boską… dawno już minęły czasy, kiedy Maki były rzeczywiście bardziej „premium” od maszyn z Windowsem.

Dziś wiele jest maszyn z Windowsem, które są nie tylko lepsze, ale i droższe od MacBooków. A jednak wciąż pokutuje przekonanie, że windowsiarzy nie stać na dobre aplikacje i tylko użytkownicy macOS są godni otrzymania pełnoprawnego produktu. Bieda z Windowsem przyzwyczajona jest przecież do niedoróbek.

Wybaczcie silnie emocjonalny charakter tego tekstu, ale dawno nic mnie w świecie technologii tak nie rozsierdziło.

iA Writer na Windowsa to potwarz. Robienie k!@#$ z logiki. Siarczysty policzek zwieńczony splunięciem w twarz, wymierzony w ludzi, którzy autentycznie od lat czekali na pojawienie się iA Writera na platformie Microsoftu.

Nie polecam, nie kupujcie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement