Ta gra jest tak słaba, że aż dobra. Godzilla na PS4 – recenzja

Recenzja/Gry 19.01.2018
Ta gra jest tak słaba, że aż dobra. Godzilla na PS4 – recenzja

Ta gra jest tak słaba, że aż dobra. Godzilla na PS4 – recenzja

Kiedy przyznałem znajomym, że miałem na dysku ponad 80 GB filmów z facetem w gumowym kostiumie, barowa rozmowa dziwnym trafem od razu umarła. Nic jednak nie poradzę na to, że Godzilla to jedna z najdziwniejszych franczyz, do której od zawsze miałem słabość. Zwłaszcza w erze wypożyczalni filmów i kaset VHS.

To był obowiązkowy punkt każdego powrotu ze szkoły podstawowej. Wchodziłem do wypożyczalni filmów leżącej między budynkiem oświaty a moim domem. Z wielką fascynacją oglądałem tam plastikowe opakowania kaset VHS. Godzilla dostała własną mini-sekcję, a ja nie mogłem uwierzyć, że wielki potwór pojawił się w aż tylu filmach. Miałem oczy jak spodki, widząc nadrukowane zdjęcia z trójgłowym królem Ghidorah albo Mechagodzillą. Jako dzieciak byłem po prostu oczarowany.

Słabość do wielkiej bestii osłabła, ale przetrwała do dzisiaj. Nawet Godzilla od Netfliksa nie mogła mi przejść obok nosa.

To właśnie animacja na Netfliksie była bezpośrednim impulsem dla uruchomienia Godzilli na PS4. Gra znajdowała się w mojej cyfrowej bibliotece od dłuższego czasu. Widząc jednak jej fatalne oceny w zachodnich mediach, nie spieszyłem się z testowaniem. Teraz jednak znalazłem w sobie odwagę. Po wielu godzinach osobliwego doświadczenia mogę potwierdzić – ten tytuł jest fatalny. Paskudny. Tak zły, że w tej swojej tandetności aż dobry. Dokładnie jak filmy z Godzillą.

Wiem, że zabrzmi to dziwacznie, ale… słaba kondycja tej gry to w oczach fana japońskiego potwora jednocześnie wada, jak również zaleta. No bo nie oszukujmy się, azjatyckie filmy z Kaiju nigdy nie były wybitne. Biorąc pod uwagę samo aktorskie rzemiosło, nie były nawet dobre. Fatalna gra, monotonna akcja, przesadnie rozciągnięte sceny, naiwny scenariusz, dramatycznie złe dialogi – trzeba naprawdę lubić Godzillę, aby przeboleć bolączki wielu azjatyckich filmów z tym potworem. Gra w niczym się tutaj nie różni.

Interaktywna Godzilla jest równie powolna, powtarzalna, głupiutka i sztuczna, co kinowe produkcje.

Sednem rozgrywki jest niszczenie wszystkiego, co stanie graczowi na drodze. Wcielając się w wielkiego gada, musimy palić, łamać, wyrywać, rozrywać i tak dalej. Każda misja kampanii polega na destrukcji reaktora ze specjalną energią, którą karmi się Godzilla. Im więcej zniszczenia, tym szybciej rozwija się potwór. Bestia rośnie w oczach, zdobywając kolejne centymetry wraz z każdym zniszczonym czołgiem, helikopterem, hangarem czy wieżowcem. Zaczynamy jako 50-metrowa jaszczurka, kończymy w skórze 120-metrowego giganta.

Co ciekawe, przez cały ten czas jesteśmy praktycznie niezniszczalni. Godzilla jawi się tutaj jako siła nie do powstrzymania. Pociski artylerii, futurystyczne lasery czy torpedy myśliwców – nie ma siły, która sprawiłaby, że wielki gad zawróci w kierunku brzegu wody. Czasami zachwieje się pod naporem ciosów, ale to tyle. Ciekawiej robi się dopiero wtedy, gdy na horyzoncie pojawi się inny Kaiju. Jednak nawet wtedy Godzilla pozostaje niezniszczalna.

Interaktywna produkcja nie wymaga od gracza żadnego większego zainteresowania. Niemalże zamienia go w biernego widza, który wyłącza mózg i wymachuje wielkimi łapami w kierunku wszystkiego, co znajdzie się na drodze. Uderzenie, zamach ogonem, od czasu do czasu ognisty dech z paszczy – te czynności powtarza się do momentu, aż na arenie nie pozostanie nic wyrastającego ponad poziom kostek Godzilli. Misja wykonana, można rozpocząć następną.

Gra jest jak banalny reduktor stresu, przy którym nawet nie trzeba się starać.

Kampania w zasadzie przechodzi się sama. Potem możemy rozegrać ją ponownie, ale sterując innymi potworami. Co ciekawe, każdego z nich jesteśmy w stanie rozwinąć i nauczyć nowych sztuczek. Trochę jak hodowla Pokemonów, tylko nieco większych i bardziej masywnych. Do tego dochodzi tryb pojedynków Kaiju; ze znajomym lub fanatykami Godzilli z Internetu. Nie spodziewajcie się jednak zaawansowanego modelu walki. Ten jest tak grubo ciosany, że drewna starczyłoby na drugiego Gidorah.

Największe zalety:

  • Niska cena
  • Bezrefleksyjny reduktor stresu
  • Wiele dodatków dla fanów Kaiju

Największe wady:

  • Wszystko pozostałe

Pomimo fatalnej grafiki, kiepskich animacji i monotonnej rozgrywki lubię wracać do tego tytułu. Ot, na jedną misję, zdemolować sobie miasto. Interaktywna Godzilla jest tak idiotycznie głupia, że aż przyjemna. Dokładnie jak filmy kinowe. Nikomu nie jestem w stanie na trzeźwo polecić tej gry, ale jedno muszę oddać twórcom. Od ich potworka bije miłość do japońskich Kaiju. Naprawdę. Szkoda tylko, że wielka pasja producentów nie szła w parze z wielkimi umiejętnościami.

Dołącz do dyskusji

Advertisement