Facebook chce walczyć z fake newsami koszmarną ankietą. Zależą od niej losy wydawców

Facebook/Social media 24.01.2018
Facebook chce walczyć z fake newsami koszmarną ankietą. Zależą od niej losy wydawców

Facebook chce walczyć z fake newsami koszmarną ankietą. Zależą od niej losy wydawców

Mark Zuckerberg od dawna podkreśla, że jednym z priorytetów Facebooka jest walka z fake newsami. O tym, jak poważnie założyciel platformy traktuje sprawę, świadczy między innymi jego postanowienie noworoczne. Nie nauczy się w tym roku mandaryńskiego ani nie zbuduje supersamochodu, ale naprawi za to Facebooka. 

Zuckerberg jest w tym biznesie na tyle długo, że zdaje sobie sprawę z siły mediów społecznościowych w ogóle, a swojej platformy w szczególności. W ostatnich latach Facebook zmaga się z oskarżeniami o to, że przez opieszałość w walce z fake newsami, pomógł wygrać wybory Trumpowi, zagroził elekcji Emmanuela Macrona i przyczynił się do Brexitu. A to jedynie przykłady z politycznego podwórka. W czasach, gdy jednym kliknięciem można rozprzestrzenić informację o tym, że szczepionki zmieniają ludzi w cyborgi, a smalec jest źródłem białka, powinniśmy być ostrożni.

Facebook posłuchał krytyków i wziął na siebie odpowiedzialność za ograniczenie publikacji fake newsów. Ich wydawców będzie karał zmniejszeniem zasięgu.

Mądrość ludowa

Właściciele platformy z zaskakującą skromnością orzekli, że nie czują się komfortowo, narzucając swoją perspektywę i nie będą samodzielnie oceniać, którzy wydawcy parają się publikowaniem nieprawdziwych informacji. Nie mają też zamiaru zatrudniać do tego ekspertów, którzy narzucaliby swoje opinie i jeszcze pewnie brali za to pieniądze. Facebook postanowił oddać głos w ręce ludzi i na podstawie ankiety wypełnionej przez samych użytkowników zdecydować o tym, który wydawca działa w imieniu prawdy, a który fake newsa.

Już u samego założenia pobrzmiewa więc niepokojące przekonanie, że to, czy coś jest prawdą, może zostać rozstrzygnięte demokratycznie. Taka metoda sprawdziłaby się, gdyby w bzdury i fake newsy wierzyli tylko nieliczni. Wystarczy zastanowić się nad ciągnącą się od lat dyskusją wokół szczepionek i antyszczepionkowców albo wokół tego, która gazeta czy telewizja przedstawia prawdziwe informacje, a która jest narzędziem propagandowym tej czy innej frakcji politycznej. Podziwiam wiarę Zuckerberga w wiedzę większości i naprawdę chciałabym ją podzielać.

Firma Zuckerberga zdecydowała, że zbierze opinie użytkowników na temat wiarygodności źródeł, korzystając z ankiety. Ta metoda ma niewątpliwie swoje zalety — można objąć badaniem dużą liczbę osób, przeprowadzić je szybko i niemal natychmiast przeanalizować. Przy samych pytaniach zamkniętych, wstępne opracowanie jej wyników jest wręcz banalnie proste. To świetna metoda, jeśli dysponujemy niewielkim budżetem, zależy nam przede wszystkim na skali i chcemy mieć tylko bardzo ogólny pogląd na jakiś temat. Jasne, nie ma doskonałych metod badawczych, ale są narzędzia dopasowane do analizowania pewnych zagadnień lepiej i gorzej. W tym wypadku mamy raczej do czynienia z gorzej.

Ankieta Facebooka jest koszmarna

Użytkownik, który zetknie się ze stroną otrzyma dwa krótkie pytania.

Czy rozpoznajesz następujące strony?

  • Tak
  • Nie

Jak bardzo ufasz każdej z tych stron?

  • Całkowicie
  • Bardzo
  • Trochę
  • Niewiele
  • Wcale

Tak, to wszystko. Kształt ankiety został potwierdzony przez rzecznika Facebooka. Nie ma jej drugiej wersji, to wersja końcowa na podstawie której zdecydują się losy tysięcy wydawców i to, co będą czytać 2 mld ludzi, korzystających z Facebooka. Problemów z nią jest tak dużo, że trudno uwierzyć, żeby jakakolwiek firma traktowała wyniki poważnie. Ewidentnie priorytetowo potraktowano dobry zwyczaj ograniczania długości ankiety i przejrzystość pytań. Pierwszy element został spełniony na piątkę. Drugi no cóż…

Żeby nie być gołosłowną, posłużę się przykładem. Jedną z podstawowych zasad tworzenia tego typu ankiet jest zadawanie możliwie jak najbardziej konkretnych pytań uzupełnionych wyczerpującym zestawem odpowiedzi. Już pytanie pierwsze nie spełnia tych wymogów.

Czy znam daną stronę? Mogę zaznaczyć „tak”, jeśli znam ją tylko ze słyszenia, ale także, gdy przeczytałam tam jeden artykuł. Mogę dojść do wniosku, że, żeby znać stronę, muszę mieć jako taki pogląd o tym, jakie na ogół publikuje artykuły i jakiej są one jakości i odpowiedzieć „nie”, nawet jeśli nie przeczytałam w ostatnim miesiącu minimum pięciu tekstów. Obiektywnie, takie same warunki prowadzą w ten sposób do różnych odpowiedzi, sprawiając, że równie dobrze pytania mogłoby nie być.

Do tej pory miałam pytania odnośnie tego, jak będzie wyglądał dobór losowej próby, która ma wziąć udział w badaniu. Teraz już pytań nie mam. Jeśli za resztę metodologii odpowiadają te same osoby, które formułowały ankietę, to ja po prostu nie chcę znać odpowiedzi.

Być może powinniśmy zrobić dwa kroki do tyłu i zastanowić się, czy w ogóle chcemy, żeby platforma Zuckerberga rozwiązywała na własną rękę problem fake newsów. Powrót do sprawdzonych informacji i wartościowych treści brzmi jak obietnica powrotu do świata niewinnego dzieciństwa. Może warto się zastanowić, czy nie jest przypadkiem tak samo niemożliwa.

Dołącz do dyskusji