Nawet zakończenie Titanica nie wzruszyło mnie tak, jak aplikacja Die With Me

Felieton/Technologie 24.01.2018
Nawet zakończenie Titanica nie wzruszyło mnie tak, jak aplikacja Die With Me

Nawet zakończenie Titanica nie wzruszyło mnie tak, jak aplikacja Die With Me

Po raz pierwszy oglądałem Titanica jakoś w 2012 roku i spodziewałem się rozczarowania wokół rozdmuchanego do granic przyzwoitości romansidła. Ale nie. 

Titanic to był naprawdę kawał dobrego filmu, gdzie historia przeplatała się z niezłym aktorstwem, ciekawym rozwojem akcji i wielką widowiskowością. Ale nawet zakończenie Titanica nie wzruszyło mnie aż tak, jak wzrusza mnie Die With Me.

Die With Me

Die With Me to aplikacja dostępna w sklepie Google Play oraz App Store (co ciekawe, w App Store jest tańsza – zazwyczaj wygląda to zgoła odmiennie), która w ostatnim czasie zdobyła serca użytkowników serwisu Reddit. Wycisnęła też kilka moich łez, choć na co dzień przynajmniej próbuję być cyniczny i gruboskórny.

Otóż jest ona adresowana do osób, którym zostało mniej, niż 5 proc. baterii. To elitarny klub dla ludzi, którym telefon zaraz padnie. To intrygujące, bo mój HTC 10 (ten po przejściach, który wpadł do kib… akwenu wodnego o znikomym znaczeniu strategicznym) mając 5 proc., zdążyłby umrzeć zanim napisałbym „no siemanko”. Ale z kolei na iPhone X, który jest stosunkowo świeży, a jego akumulator to bestia, wystarczyłby zapewne na nawiązanie znajomości i może nawet umówienie się na kawę.

Wybaczcie, stare nawyki z Tindera. W Die With Me nie chodzi o nawiązywanie znajomości tylko o czysto ludzkie poczucie bliskości w ostatnich minutach egzystencji naszego małego, smartfonowego świata. Jak na wspomnianym Titanicu, tylko tutaj finał jest bez happy endu, na końcu toną wszyscy i to nawet bez takich nielogiczności, że na wielkiej kłodzie ewakuowałoby się pół statku, ale nie chcą przeszkadzać Kate Winslet.

Czy taka aplikacja ma sens? Oczywiście, że nie ma. Jakiś czas temu szperałem w internecie i zdaniem ekspertów nie powinno się dziś rozładowywać naszych telefonów do zera – to popularny mit z czasów, gdy akumulatory były produkowane w zupełnie innej technologii. Pomysł zabawny, ale pamiętajcie, że zbiorowe samobójstwa jeszcze nigdy do niczego dobrego nie doprowadziły.

Dołącz do dyskusji

Advertisement