Nie trzeba wydawać tysięcy złotych, by mieć biurko rodem z Instagrama

Nie trzeba wydawać tysięcy złotych, by mieć biurko rodem z Instagrama

Nie trzeba wydawać tysięcy złotych, by mieć biurko rodem z Instagrama

Kto ma konto na Instagramie, z pewnością je widział – onieśmielające, wprawiające w zachwyt i zakłopotanie jednocześnie miejsca pracy innych ludzi. Zazwyczaj kosztujące fortunę.

To taka moja mała, prywatna obsesja: bardzo lubię podglądać cudze biurka. Stąd i owąd podpatrzyć jakieś dobre praktyki, ciekawe rozwiązania. Lubię wiedzieć, jak pracują inni, bo to pozwala mi się czegoś nauczyć i zoptymalizować własny tryb pracy.

Jednak to, co najczęściej widzę na Instagramie pod hasztagami pokroju #mysetup #desksetup lub na profilach skupionych wokół prezentacji komputerowych stanowisk, zwyczajnie mnie onieśmiela. Gdzie nie spojrzeć – designerskie biurka, a na nich najnowszy iMac/MacBook, obowiązkowy numer ekskluzywnego pisma modowego/projektowego, czasem akcesoria kosztujące niewiele mniej od stojącego na biurka komputera.

Potem wyłączam Instagram i patrzę na moje biurko, które nagle wydaje się być… nie na miejscu. I wiem, że jest wiele osób, które ma podobny problem: chciałoby mieć stanowisko pracy rodem z Instagramowych polecanek, ale powstrzymuje je myśl o konieczności wydania ogromnych pieniędzy na jego dostosowanie.

Spieszę zatem z zapewnieniem: nie trzeba dziesiątków tysięcy złotych, by mieć biurko rodem z Instagrama.

Nie potrzeba biurka z pracowni rzemieślniczej, lampki od designera z Włoch ani najnowszego MacBooka, by cieszyć się estetycznym i (co ważniejsze) funkcjonalnym stanowiskiem pracy, które przy okazji dobrze wygląda na zdjęciach.

Jak się do tego zabrać?

Krok pierwszy – pracuj z tym, co już masz.

Poważnie, nie musisz mieć najnowszego i najdroższego komputera, by czuć się dobrze w swoim miejscu pracy. W odpowiednim otoczeniu każdy laptop może wyglądać dobrze. Lenovo IdeaPad 320s, którego widzicie na zdjęciach, kosztuje w sensownej konfiguracji ok 2,5 tys. zł, a nie można odmówić mu urody. Szczególnie w alternatywnych wersjach kolorystycznych, jak nasza czerwona. W zalewie identycznie wyglądających szarych lub czarnych laptopów taki kolorowy akcent na klapie to prawdziwy powiew świeżości.

W absolutnie każdej sytuacji pierwszym krokiem do tego, by pracowało się nam przyjemniej jest… posprzątanie biurka. Zgarnij z blatu niepotrzebne rzeczy. Wszystko, czego nie używasz regularnie, powinno znaleźć się poza zasięgiem wzroku, w jakiejś szufladzie. Zapanuj nad kablami (o tym za chwilę). Doprowadź biurko do stanu wyjściowego, aż zostanie na nim tylko laptop i ewentualnie niezbędne peryferia. Od razu lepiej.

Teraz rozejrzyj się po mieszkaniu. Może już posiadasz coś, co nada biurku charakteru i je uładni? To może być pięknie wydana książka, elegancka ramka z ulubionym zdjęciem, czy nawet figurka ulubionego superbohatera. Czasem tyle wystarczy, żeby biurko odzyskało urok.

Załóżmy jednak, że jedynym, co posiadasz, jest laptop. Nadal można stworzyć wokół niego ładne stanowisko pracy, nie wydając fortuny.

Krok drugi – drożej nie zawsze znaczy lepiej.

Doświadczenie z częstą zmianą biurek nauczyło mnie, że w zasadzie wszystkie konstrukcje poniżej pewnego pułapu wytrzymują tyle samo czasu. Dopiero solidniejsze biurka, za które trzeba zazwyczaj zapłacić minimum kilkaset złotych, są zdatne przetrwać próbę czasu.

Jeśli dysponujesz ograniczonym budżetem i nie przeszkadza ci, że po roku/dwóch biurko prawdopodobnie trzeba będzie wymienić, najlepszym miejscem, by je nabyć, jest Ikea. Znajdziemy tam wiele rozsądnie wycenionych blatów.

Jaki model wybrać? Jeśli zależy nam na urodzie zestawu, najlepiej… biały. To uniwersalna barwa, do której możemy dobrać peryferia w dowolnym kolorze. Reszta to już kwestia rozmiaru i wyboru konkretnego modelu.

Osobiście postawiłem na zestaw blat LINMON z nogami ADLIS, który w Ikei kosztuje… 80 zł. Mam go już w domu od kilku miesięcy i służy mi za drugie biurko, i nie licząc nieco dziwnej w dotyku powierzchni trudno mi cokolwiek temu meblowi zarzucić. A że kosztował tak niewiele, nie zaboli mnie konieczność jego wymiany za rok czy dwa.

Krok trzeci – nie przesadzaj z akcesoriami.

Jeśli przyjrzeć się tym wszystkim pięknym zestawom na Instagramie, mają one jedną wspólną cechę: prostotę. Najładniejsze biurka to niemalże puste, minimalistyczne biurka. Zazwyczaj stoi tam laptop, jakaś lampka i może roślinka dla ożywienia scenerii. I na taki zestaw zdecydowałem się przygotowując ten materiał.

Lampka kosztowała mnie 45 zł. Nie pamiętam nazwy modelu, ale nabyłem ją w OBI i wybrałem z dwóch powodów – po pierwsze, była czarno-biała, czyli pasująca do biało-szarej estetyki mojego salonu. Po drugie, łatwo było dostosować jej pozycję i rzucała sporo światła dzięki dużemu kloszowi. Po trzecie, mogłem ją wykorzystać w jeszcze jednym celu (o tym za chwilę).

Na roślinkach kompletnie się nie znam. Nawet kaktus pod moją opieką usycha, więc nie chciałem inwestować dużych pieniędzy. Moją uwagę przykuł bliżej niezidentyfikowany kawałek zieleni w Lidlu. Kosztował mnie 15 zł + 12 zł za szarą oprawkę, pasującą kolorystycznie do szarej ściany. Melduję, że kwiatek jeszcze żyje, a stali czytelnicy z pewnością już kilka razy zauważyli go na zdjęciach w moich artykułach.

Kwestia doboru pozostałych akcesoriów i ozdób jest już wysoce indywidualna.

W moim zestawie brakuje mi na przykład jakiegoś obrazu lub plakatu na ścianie. Gdybym dziś miał przygotować podobne miejsce pracy, postawiłbym na wydrukowanie dwóch czarno-białych plakatów tekstowych w formacie A4 (można je pobrać ze stocków graficznych, o ile są opatrzone odpowiednią licencją) i włożenie ich w proste antyramy z czarną obwódką. Koszt takiej antyramy w Ikei to niecałe 10 zł.

Indywidualna jest też kwestia doboru peryferiów. Osobiście korzystam z bardzo drogiej myszki, bo siedzę przy komputerze długie godziny i jest to moje narzędzie pracy. I o ile zachęcam do wydania większych pieniędzy na gryzonia (bo to najczęściej używane akcesorium do pracy), tak do okazjonalnego klikania w zupełności wystarczy niedroga myszka.

Lenovo ma na przykład w swojej ofercie myszki bezprzewodowe kosztujące ok. 60-70 zł, które możemy dopasować kolorem do barwy klapy laptopa.

A co z dźwiękiem?

Jak widzicie, na pokazowym biurku nie ma głośników, są za to słuchawki. Postawiłem na takie rozwiązanie z dwóch powodów – do okazjonalnego słuchania muzyki wbudowane głośniki Lenovo Ideapad 320s są więcej niż wystarczające (i wcale nie gorsze od niedrogich zestawów 2.0), a dwa, że z doświadczenia wiem, że o ile nie mamy wydzielonego pomieszczenia do pracy, słuchawki spisują się po prostu lepiej, bo słuchając muzyki nie przeszkadzamy innym domownikom.

Na potrzeby tego zestawu postawiłem na słuchawki Plantronics BackBeat 500, których recenzję znajdziecie na Spider’s Web. Kosztują tylko 299 zł, więc są bardzo niedrogie jak na słuchawki Bluetooth, a oferują satysfakcjonującą jakość dźwięku i wygodę. Do tego możemy je nabyć w różnych wersjach kolorystycznych, więc nie ma problemu z dopasowaniem ich do zestawu.

Oczywiście możemy też znacznie taniej kupić słuchawki przewodowe, ale zależało mi na tym, by na „instagramowym biurku” było jak najmniej kabli, z którymi trzeba by potem walczyć.

Skoro mamy już słuchawki, to warto też znaleźć na nie miejsce. Nie licząc pozowanego układania do zdjęć, nie polecam po prostu kłaść słuchawek na blacie biurka. Zamiast tego dobrym rozwiązaniem będzie nabycie dedykowanego stojaka słuchawkowego. A te wcale nie muszą być drogie – spójrzcie tylko, jakie stojaki robi Krzysztof Jurkowski, o którym ostatnio pisałem na łamach Spider’s Web:

Taki stojak zajmuje jednak sporo miejsca i nie zawsze będzie pasował do niewielkich słuchawek. W takiej sytuacji możemy znaleźć dla nich miejsce… na ramieniu lampki. Celowo wybrałem ten konkretny model, gdyż wiedziałem, że mogę lampkę ustawić tak, by powiesić na niej słuchawki. Takie rozwiązanie pozwala zaoszczędzić i miejsce, i pieniądze, a do tego prezentuje się całkiem elegancko.

Zostaje już tylko zrobić zdjęcie!

I tu znowuż – żeby zrobić ładne zdjęcie swojego biurka na Instagram, które zgarnie nam tonę serduszek, wcale nie trzeba mieć drogiego aparatu. Wystarczy telefon i odrobina kreatywności w doborze kadru.

Obecnie popularne na Instagramie są robione nieco z boku, pokazujące całe biurko:

Niemniejszą popularnością cieszą się też proste kadry, idealnie na wprost zestawu:

Czasem do urozmaicenia zdjęcia potrzeba naprawdę niewiele. Można pokazać komputer z innej strony:

Albo inaczej poukładać peryferia:

Dużo zmienia też… element ludzki. Popularne zdjęcia na Instagramie robione są często z pozycji ptasiej, znad głowy osoby siedzącej przy biurku, z dłońmi na klawiaturze. Taki kadr od razu wygląda ciekawiej, gdy pojawia się w nim człowiek:

Nic nie stoi też na przeszkodzie, by zamiast całego miejsca pracy skupić się tylko na detalach:

Do uzyskania takich kadrów naprawdę nie potrzeba sprzętu za grube tysiące. Większość ujęć można uzyskać po prostu smartfonem. Dobrą praktyką, jeśli chodzi o robienie zdjęć na Instagrama, jest fotografowanie pionowo – takie ujęcie łatwiej jest potem przyciąć do kwadratu, który nadal jest najbardziej popularnym formatem zdjęcia na Instagramie (choć od dawna możemy też dodawać fotografie o proporcjach 16:9):

Potem zostaje już tylko drobna edycja w ulubionej aplikacji (polecam VSCO, Snapseeda, lub… wbudowane narzędzia Instagrama):

Dodanie hasztagów i oznaczenie osób lub miejsc, dzięki którym nasze zdjęcie trafi przed odpowiednie gałki oczne:

A potem publikacja i obserwowanie, jak przybywa serduszek. Proste.

Jeśli nie liczylibyśmy kosztu laptopa, wszystko co widzicie na zdjęciach kosztowało mniej niż 500 zł. Najdroższe były kosztujące 299 zł słuchawki, więc bez nich stworzenie sobie przyjemnego miejsca pracy może być jeszcze tańsze.

Na koniec mam też dla was pewną tajemnicę poliszynela. Bo wiecie… założę się, że te wszystkie drogie biurka z Instagrama wcale nie wyglądają tak pięknie pięć minut przed i pięć minut po zrobieniu zdjęcia. Na Instagramie widać tylko to, co autor zdjęcia chciał pokazać. To, że na zdjęciu widać piękne, czyste biurko, nie znaczy, że chwilę wcześniej nie leżała na nim tona papierów, kubek po kawie z przedwczoraj, czy inne pozostałości.

Nie ma się więc co przejmować tym, „jak ładnie mają inni”. Oni mogą dokładnie to samo powiedzieć o waszym biurku, wyczyszczonym i przygotowanym specjalnie do tego jednego zdjęcia, które później wrzucicie na Instagram.

Ostatecznie… to biurko. Ma nie tylko ładnie wyglądać. Ma przede wszystkim być funkcjonalne. Na szczęście, jak się okazuje, nie trzeba wydawać fortuny, by prostym sposobem osiągnąć i jedno, i drugie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement