Czy warto kupić laptopa za 44 tys. zł? Korzystałem z takiego, więc odpowiem

Felieton/Technologie 16.01.2018
Czy warto kupić laptopa za 44 tys. zł? Korzystałem z takiego, więc odpowiem

Czy warto kupić laptopa za 44 tys. zł? Korzystałem z takiego, więc odpowiem

Acer Predator 21 X jest najdroższym laptopem na świecie – kosztuje 44000 zł. Pod moim tekstem z unboxingiem tego wyjątkowego komputera czytelnik Forest napisał, że za tę kwotę wolałby kupić MacBooka Pro za 8000 zł, dwa 24-calowe monitory Della za 2000 zł, konsolę Nintendo Switch za 1500 zł, konsolę PlayStation 4 Pro za 1500 zł oraz iPhone’a 7 64 GB za 3000 zł. Natomiast za pozostałe 28000 zł pojechałby na wycieczkę do ciepłych krajów i zrobił remont mieszkania. I to jest dobry trop w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy warto kupić Acera Predator 21 X.

Najdroższego laptopa na świecie być może nie powinno się rozważać pod kątem tego, czy warto go kupić. Z Acerem Predator 21 X jest trochę jak z supereksluzywnym samochodem, wysadzanym diamentami zegarkiem albo domem w najdroższej dzielnicy miasta.

Supersamochód zawiezie nas w te same miejsca, co najtańsze auto. Najdroższy zegarek pokaże tę samą godzinę, co taki, za którego zapłacimy kilka złotych. Zaś w tanim mieszkaniu możemy wyspać się równie wygodnie, co w najdroższym domu w najbardziej prestiżowej dzielnicy.

Ludzie, którzy kupują produkty ekskluzywne lub z górnej półki, nie kierują się jednak wyłącznie cechami użytkowymi tych rzeczy. Zwracają sporą uwagę na – być może – mniej znaczące elementy oraz uczucia, które towarzyszą takim zakupom oraz korzystaniu z urządzeń premium.

Dlatego odpowiedź na pytanie, czy warto kupić Acera Predator 21 X może brzmieć: tak. Jeśli tylko masz wystarczająco dużo pieniędzy, podoba ci się ten komputer, chcesz go mieć i masz szaloną ochotę z niego korzystać, to sobie go kup.

Jednak warto zastanowić się nad jednym – dla kogo jest ten komputer?

Predator 21 X nie jest najpotężniejszym komputerem na rynku. Nie jest też najdroższym komputerem. Jest jednak najpotężniejszym i najdroższym laptopem. A po co powstały laptopy? Żeby były mobilne.

No właśnie. Mobilność Acera Predator 21 X jest bardzo umowna. Oczywiście możemy włożyć go do specjalnej walizki, do której spakujemy też dodatkowe akcesoria, w tym dwa zasilacze. Możemy poprosić kogoś, żeby pomógł nam znieść tę 28-kilogramową skrzynię po schodach, a następnie postawić ją na ziemi, wysunąć rączkę i ciągnąć za sobą tak, jak bagaż na lotnisku. Możemy tak przemieszczać się, wsiąść do (odpowiednio pakownej) taksówki, pójść do kawiarni i tam oddać się rozrywce.

Takie rozwiązanie ma jednak kilka problemów, ponieważ laptop jest tak duży, że będziemy do jego obsługi potrzebować dwóch stolików – na jedym stanie komputer, a na drugim podkładka z myszką oraz nasza podwójna, migdałowa latte na sojowym.

Jako że laptop ten wymaga do pracy na pełnych obrotach dwóch zasilaczy, to będziemy musieli zająć stolik(i) blisko kontaktu i modlić się o to, aby był on podwójny. Lub wyciągnąć z plecaka złodziejkę.

Brzmi absurdalnie?

I prawidłowo, bo Predator 21 X jest absurdalny.

Ma absurdalne rozmiary, absurdalną wagę, absurdalną cenę, absurdalnie wygięty ekran, absurdalną klawiaturę mechaniczną, absurdalne dwa zasilacze i podczas pracy generuje absurdalnie dużo ciepła.

Absurdalna jest też jego mobilność. Przenoszenie tak drogiej maszyny bez specjalnej torby to proszenie się o kłopoty. Wygięty ekran można łatwo uszkodzić, więc odpada noszenie laptopa pod pachą lub w plecaku. Zaś specjalna torba jest absurdalnie duża, ciężka i nieporęczna.

Spędziłem z tym komputerem kilka tygodni. Zrobił na mnie wielkie wrażenie, ale nie potrafię powiedzieć, żeby między nami była chemia.

Predator 21 X imponuje specyfikacją techniczną – ma procesor Intel Core i7-7820HK, 64 GB RAM-u, napęd SSD 1 TB, HDD 1 TB oraz dwie karty graficzne NVIDIA GeForce GTX 1080 SLI. Dodajmy do tego matowy, zakrzywiony ekran o przekątnej 21” oraz innowacyjne wykorzystanie śledzenia wzroku użytkownika w grach i otrzymujemy naprawdę zjawiskową maszynę.

Predator 21 X niestety nie tylko imponuje, ale też przeraża. Totalnie niewygodnym korzystaniem, gdy trzymamy go na kolanach oraz ekstremalnie niewygodnym przenoszeniem i transportowaniem – skrzynia z komputerem wypełnia bagażnik większości samochodów osobowych, a do wielu zapewne wcale się nie zmieści.

Skoro laptop ten praktycznie zupełnie pozbawiony jest cech laptopa, to dlaczego ktoś miałby go kupić? Przecież w tej cenie można dostać bardzo dobry komputer do gier oraz znacznie większy ekran. Na dobrą sprawę, jeszcze trochę pieniędzy zostanie.

Próbując znaleźć grupę docelową dla tego sprzętu potrafiłem sobie wyobrazić gracza e-sportowego, który podróżuje po świecie, lata w różne jego zakątki, aby brać udział w turniejach. Taka osoba może chcieć mieć swój ulubiony komputer do gier zawsze przy sobie. Chociaż to dość naciągana teoria.

Sztuka dla sztuki?

Być może. Bardziej pasuje mi tu jednak stwierdzenie: pokaz siły.

Acer poważnie myśli o rynku e-sportowym. Zarówno o graczach jak i fanach. Dlatego mógł stworzyć najpotężniejszego laptopa na świecie, aby zaznaczyć swoją pozycję w branży.

Mógł stworzyć prawdziwego potwora, wpakować do niego wszystko, co się na daną chwilę dało i powiedzieć głośno: patrzcie, zrobiliśmy to.

I świat patrzy. O Predatorze 21 X jest głośno w mediach od długich miesięcy. Najpierw były zapowiedzi, potem premiery i pokazy, a teraz kilka egzemplarzy robi objazd po dziennikarzach, blogerach i youtuberach.

Acer zatem dopiął swego. I w tym kontekście nie jest ważne, czy Predator 21 X sprzeda się dobrze, czy też nie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement