Windows 10 na ARM nie jest kaprysem. To odpowiedź na erę post-PC

Felieton/Sprzęt 06.12.2017
Windows 10 na ARM nie jest kaprysem. To odpowiedź na erę post-PC

Windows 10 na ARM nie jest kaprysem. To odpowiedź na erę post-PC

Niezależnie od tego, czy notebooki z procesorami ARM znajdą swoją klientelę, czy też szybko odejdą w zapomnienie, powstały z konieczności. To odpowiedź na zmieniający się wokół nas świat. Czy udana, to już osobna kwestia.

Bardzo chcę wierzyć w sukces notebooków z procesorami ARM na pokładzie. Jestem zbyt przywiązany do pecetowej formy urządzenia elektronicznego i do wygody jaką zapewnia Windows. Stąd mój rosnący niepokój na temat licznych doniesień sugerujących, że PC w formie jaką znamy może odejść do lamusa.

Zdaję sobie jednak sprawę, że – abstrahując od tego, że te doniesienia uważam za ciut histeryczne i przesadzone – wynika to po części z przyzwyczajeń starego dinozaura, któremu prawdopodobnie nie chce się uczyć nowych sztuczek – regres rynku PC dzieje się nie bez przyczyny.

Firmy zajmujące się oprogramowaniem mobilnym – takie jak Apple i Google – oraz te zajmujące się sprzętem – takie jak Qualcomm – nie przełamały dominacji Microsoftu i Intela jakimiś nieczystymi sztuczkami. Zaoferowały dla wielu konsumentów rozwiązania praktyczniejsze, lepsze i lepiej odpowiadające na ich potrzeby.

Co mamy zawsze przy sobie? Komputer PC z Intelem? Nie. Zawsze mamy przy sobie urządzenie, które jest zawsze włączone, zawsze połączone z Siecią, zawsze gotowe. To urządzenie nie posiada Windowsa ani procesora Intela. Bo do tej pory nie było urządzeń z Windowsem 10, które spełniałyby powyższe kryteria.

Windows 10 na ARM nie jest więc kaprysem. Po co powstał? Z konieczności.

Użytkownicy oczekują urządzeń małych, lekkich i bezproblemowych. Do tej pory klasyczne komputery PC nie oferowały tych cech, co jest jednym z głównych powodów utrzymującego się spadku ich popularności. PC są staroświeckie, duże, relatywnie skomplikowane w obsłudze, zazwyczaj też muszą być w zasięgu sieci Wi-Fi by móc na nich pracować. Normalnie, jak w epoce kamienia łupanego.

Apple i Microsoft do tej pory ratowały się jak mogły. System macOS otrzymuje coraz więcej cech do tej pory zarezerwowanych dla iOS-a. Microsoft wprowadził do Windows obsługę interfejsu dotykowego i rysika. Jednak mimo tych starań rynek PC nieustannie się kurczy. Twórcy Windows wybrali więc bardziej radykalną drogę. Bo zaczęli sobie zdawać sprawę, że w zasadzie to już nie mają za wiele do stracenia.

Zaczęło się od Windows 10 S.

A więc systemu, który zrywa z problematyczną przeszłością od strony programowej. Windows 10 S jest tak zbudowany, by działać dokładnie tak samo niezależnie od tego co na nim instalujemy i jak wiele. Dokładnie jak telefon czy tablet, urządzenie z Windows 10 S jest bezproblemowe, bezawaryjne. Nie trzeba go pielęgnować, dbać o nie, sprzątać śmieci po źle napisanych aplikacjach. Ono po prostu działa.

Potem nadeszła inicjatywa Always Connected PC. A więc ścisła współpraca Microsoftu z Intelem, AMD, Qualcommem i resztą, efektem której są komputery PC, które – podobnie jak tablety i telefony – są zawsze podłączone do Sieci, nawet gdy są uśpione. Urządzenia te synchronizują dane z Siecią przy minimalnym zużyciu energii, a więc działają dokładnie tak samo, jak te które nosimy w kieszeniach.

A teraz mamy ostatni element układanki. Komputery z procesorami Snapdragon i Windows 10 na pokładzie.

Są to więc nie tylko bezawaryjne i bezobsługowe urządzenia, nie tylko zapewniają atuty techniki Always Connected PC, to na dodatek oferują resztę zalet zarezerwowanych do tej pory przez produkty konkurencji. A więc czas pracy na akumulatorze sięgający w praktyce wiele dni, błyskawiczne wybudzanie i jeszcze bardziej kompaktowe wymiary.

Zalety te mają przyćmić oczywistą wadę takiego rozwiązania – niższą wydajność układów ARM od procesorów Core czy Ryzen. Microsoft i Qualcomm uważają jednak, że Snapdragon 835, Snapdragon 845 i przyszłe układy zapewnią dostateczną moc obliczeniową dla większości z użytkowników. Nie są to komputery dla graczy, entuzjastów czy osób potrzebujących wydajnych stacji roboczych. To urządzenia dla Kowalskich, do domu i do typowej pracy biurowej.

Windows 10 na ARM po co

Wystarczy jednak by te urządzenia wywiązały się z obietnic ich twórców, by postrzeganie komputerów PC zmieniło się diametralnie. Nie będziemy musieli już zawsze pamiętać o noszeniu przy sobie ładowarki do laptopa. Nasz komputer będzie od razu gotowy do pracy, bez konieczności szukania sieci Wi-Fi czy podpinania modemu. Będą wybudzać się w ułamkach sekund.

Wyjmujesz, otwierasz, działa. Gdziekolwiek się nie znajdujesz.

Obawiam się, że to ostatnia nadzieja dla komputerów PC jako urządzeń mainstreamowych.

Trendy jasno wskazują, że PC służy nam już dziś głównie do zaawansowanych gier i do zaawansowanej pracy. Gdyby nie powyższy zestaw inicjatyw, przyszłość mobilnych komputerów prawdopodobnie należałaby do urządzeń pokroju iPad Pro czy Chromebooków z obsługą androidowego środowiska. Teraz Windows ma jeszcze jedną, prawdopodobnie ostatnią już szansę na zmianę postrzegania komputera PC przez typowego Kowalskiego.

Teraz pecety zapewnią nam dokładnie taki sam komfort i wygodę jak te ultramobilne urządzenia. Pozwalają Microsoftowi i ich producentom na pozostanie w grze, przejmując zalety oferowane przez rozwiązania konkurencji i zachowując te dotychczas posiadane.

Czy ten plan się uda? Czas pokaże. Ciężko mi jednak wyobrazić sobie jakąś inną drogę, którą mógłby podążać PC z Windows by pozostać produktem mainstreamowym. Smartbooki od Qualcommu, Microsoftu i jego partnerów nie są jednak kaprysem pokroju hybryd z Windows RT. To konieczny krok i walka o przetrwanie. Jeżeli to zawiedzie, to obawiam się, że PC z Windows czeka podobny los, co komputery w formie desktopa ATX. A więc bycie zepchniętymi do relatywnie wąskiej niszy dla profesjonalistów i entuzjastów, podczas gdy reszta świata będzie funkcjonować w świecie, w którym dla Windows nie ma już miejsca.

Dołącz do dyskusji

Advertisement