Jak produkuje się scyzoryki Victorinox? Byliśmy w szwajcarskiej fabryce

Relacja/Biznes 09.12.2017
Jak produkuje się scyzoryki Victorinox? Byliśmy w szwajcarskiej fabryce

Jak produkuje się scyzoryki Victorinox? Byliśmy w szwajcarskiej fabryce

Victorinox to największy wytwórca noży w Europie, którego historia sięga 1884 roku. Wtedy to Karl Elsener postanowił stworzyć scyzoryk dla armiii Szwajcarii. Dziś wielonarodowym dziedzictwem zarządza jego prawnuk – Carl Elsener IV. Wybrałem się do Szwajcarii, aby sprawdzić jak powstają legendarne scyzoryki Victorinoxa.

Historia firmy rozpoczęła się właśnie w tym domu w Ibach, w szwajcarskim kantonie Schwyz. Karl Elsener, syn lokalnego kapelusznika, założył niewielki, rodzinny warsztat produkujący noże. Już w 1891 roku dostarczył on pierwsze noże żołnierskie Armii Szwajcarskiej.

 

Sześć lat później „Nóż oficerski” został opatentowany. Oprócz dużego i małego ostrza posiadał także śrubokręt, otwieracz do puszek, korkociąg oraz szydło. Z biegiem lat do funkcji tych dołączały coraz to nowe narzędzia. Dziś największy seryjnie produkowany model – „Swiss Champ” – składa się z 64 części i posiada 33 funkcje ważąc 85 g. Nie jest to już zwykły scyzoryk, lecz wielofunkcyjny zestaw narzędzi.

 

Pierwszym, ważnym punktem w rozwoju firmy była I wojna światowa, która spowodowała zwiększenie popytu na scyzoryki zarówno wśród cywili jak i armii. Niedługo po wojnie wynaleziono też stal nierdzewną, której międzynarodowym symbolem było słowo Inox. Posłużyło ono do ukucia nazwy Victorinox. Jej pierwsza część pochodzi o imienia matki Elsenera – Victorii.

Na zdjęciu obok Carl Elsener IV, CEO Victorinox.

 

Zanim jednak scyzoryk trafi w ręce klientów trzeba go zbudować – od zera. Najważniejszym surowcem używanym do produkcji jest stal (Victorinox importuje ją z Niemiec i Francji). Przed dopuszczeniem do produkcji sprawdza się jej jakość z użyciem maszyn takich jak ta obok. Wynikiem jej analizy jest informacja o składzie stali, czyli procentowym udziale domieszek. Przy najtwardszych ostrzach jest to np. 13 proc. chromu.

 

Stal przywozi się w belach zwiniętych z cienkich arkuszy blachy o grubości zaledwie 3 mm. Maszyna na zdjęciu obok zajmuje się wycinaniem z nich ostrzy. Naciska na pasek stali z siłą 4 ton.

 

Ostrze wygląda wtedy jakby prawie było gotowe, ale w rzeczywistości to sam początek jego drogi.

 

Bezpośrednio po wybiciu brakuje mu jeszcze gładkości. Pracuje nad nią maszyna wypełniona sztucznymi, ceramicznymi kamykami. Wrzuca się między nie ostrza, które przez ciągłe ocieranie się o siebie nabierają szlifu. Ten proces może potrwać nawet kilka godzin.

 

Kolej na obróbkę termiczną. Ostrza lądują na taśmie, która biegnie do pieca o temperaturze 1050 st. C. Dzięki temu narzędzia nabierają twardości.

 

Choć tu noże wykłada człowiek to fabryki Victorinoxa opierają się już głównie na maszynach. 55 proc. scyzoryków wytwarzanych jest w zautomatyzowanym procesie bez udziału człowieka.

 

Noże trzeba jeszcze oszlifować. Aby obniżyć temperaturę i nie rozhartować stali polewa się ją wodą.

 

Pierwszą część mamy już gotową, ale przecież scyzoryki nie służą tylko do krojenia.

 

Każda z jego część potrzebuje nieco innej stali. Ostrze musi być jak najtwardsze, ale już rdzeń śrubokręta bardziej miękki. W przeciwnym razie szybko by się połamał. Aby zwniejszyć kruchliwość stali dodaje się do jej stopu węgla.

Frezowanie śrubokrętów odbywa się w maszynach takich jak ta na fotografii obok.

 

Maszyna dostaje kawałek metalu w kształcie walca, a oddaje piękny śrubokręt Phillipsa.

 

Części trafiają później na stół do zmontowania, gdzie czekają już charakterystyczne, czerwone okładziny. Do ich produkcji wykorzystuje się formy wtryskowe.

 

Możecie na nich zobaczyć charakterystyczny element scyzoryków Victorinoxa – biały krzyż na czerwonej tarczy. Dla części narzędzi logo wybija się z metalu w maszynach takich jak ta po prawej stronie.

 

Tak wygląda stanowisko do składania jednego z prostszych scyzoryków. Nic nie jest tu skręcane, ani klejone. Mamy kilka przekładni, a cała magia to precyzyjne ustawienie kolejnych części.

 

Gwoździe są punktami orientacyjnymi, które nawet mi – świeżakowi – pozwoliły na złożenie własnego scyzoryka.

 

Kiedy jednak widziałem z jaką szybkością i precyzją poruszają się palce profesjonalistek zwątpiłem we własne umiejętności.

 

Złożony scyzoryk przychodzi jeszcze testy jakości. Mają one za zadanie sprawdzić czy wszystkie narzędzia odpowiednio się zamykają, a scyzoryk działa jak powinien. Pracownicy przeprowadzają je w rękawiczkach z dwóch powodów. Po pierwsze, aby się nie zranić. Po drugie, aby nie zostawić odcisków palców na ostrzach.

 

Victorinox produkuje dziś mnóstwo różnych rodzajów scyzoryków. Szczególnie do gustu przypadł mi jeden z mniejszych – wyposażony w pamięć USB.

Sprytnych rozwiązań jest jednak znacznie więcej.

 

Scyzoryk po lewej wyposażony jest w zegar, alarm, termometr, barometr i wysokościomierz. Wyniki odczytujemy z małego ekraniku, a wskazania zmieniamy przyciskiem ukrytym w logo.

Scyzoryk po prawej ma za to długopis, co samo w sobie nie jest może wielce innowacyjne, ale sposób jego wkomponowania w konstrukcję jest doskonały. Po pierwsze, z drugiej strony możemy otworzyć pilniczek, dzięki czemu scyzoryk dobrze leży w dłoni. Po drugie, możemy też włączyć małą latareczkę, która oświetla podpisywany dokument.

 

Inna ciekawostka: mały śrubokręcik wkręcany w korkociąg.

 

Scyzoryki potrafią być naprawdę duże – ledwo mieszczą się w ręce, ale to tak jakbyśmy mieli warsztat w kieszeni.

 

Prawdziwy gigant jest jednak tylko jeden. Tym scyzorykiem Victorinox pobił rekord Guinnessa, dzięki 87 narzędziom i 141 funkcjom.

 

Na zakończenie przeczytajcie zapis mojej rozmowy z Carlem Elsenerem, zarządzającym Victorinoxem. Podczas mojej wizyty miałem okazję zamienić z nim kilka słów o scyzorykach i nie tylko.

 

Karol Kopańko, Spider’s Web: Zarządza Pan Victorinoxem od 10 lat, podobnie jak wcześniej Pana pradziadek, dziadek i ojciec. To było coś, do czego był Pan wychowywany czy wybrał samodzielnie?

Carl Elsener, Victorinox CEO: Przez 34 lata pracy w firmie ojca zdążyłem poczuć ogromną pasję, jaką wszyscy wkładają tu w produkcję noży, podobnie jak szacunek jakim darzą je ludzie. Byłem zafascynowany tą atmosferą, czułem, że to jest to, co chce robić dalej. To była moja naturalna ścieżka rozwoju, a do obowiązków które pełnię obecnie dorastałem krok po kroku.

Korzysta Pan na co dzień z produktów Victorinoxa?

Oczywiście, mam na sobie ubrania i zegarek wyprodukowane przez moją firmę, a także dwa scyzoryki. Midnite Manager@work podpisuję dokumenty, a Travelera zabieram ze sobą zarówno w podróże biznesowe jak i na piesze wycieczki. Gdy podróżuje służbowo nie lubię przestawiać swojego głównego zegarka, więc na scyzoryku ustawiam lokalny czas. To także bardzo przydatne narzędzie podczas pieszych wycieczek górskich np. w czasie ostatniej wyprawy na Kilimandżaro wykorzystałem je do pomiaru wysokości, ciśnienia i temperatury.

Sam jeszcze czasami składa Pan scyzoryki?

Ostatnio złożyłem nawet 300!

Była ku temu specjalna okazja?

Nasze fabryki opuścił 500-milionowy nóż oficerski. Z tej okazji wyprodukowaliśmy limitowaną edycję 3400 scyzoryków, w podzięce dla naszych pracowników. Jak wcześniej mówiłem, sam zrobiłem pierwsze 300, które osobiście wręczyłem kierownikom i menadżerom firmy.

Jak Pan myśli co przez te wszystkie lata zadecydowało o sukcesie scyzoryków Victorinoxa?

Najważniejszymi czynnikami, które wypłynęły na sukces Szwajcarskiego Noża Oficerskiego Victorinox są jakość, funkcjonalność, innowacyjność, i oryginalne wzornictwo. Uważam, że najlepiej podsumują to słowa dwóch z naszych klientów. Pierwszy z nich powiedział kiedyś: „to nie scyzoryk, to przyjaciel”, a drugi: „cząstka Szwajcarii cały czas ze mną”.

Ta cząstka poleciała też w kosmos, bo scyzoryki znajdują się na wyposażeniu astronautów NASA.

Tak, konkretnie Craftsman z grawerunkiem statku kosmicznego na rękojeści. Docenił go m.in. Chris Hadfield, kanadyjski astronauta. W swojej książce „An Astronaut’s guide to life” napisał: „Zawsze noś przy sobie scyzoryk, szczególnie opuszczając planetę”. Scyzoryk posłużył mu do otwarcia zablokowanego włazu na rosyjskiej stacji kosmicznej Mir.

Inny scyzoryk Hunter Pro Orange towarzyszył również Mattowi Damonowi w wyprawie na Marsa, co zarejestrowały kamery reżysera filmu „Marsjanin” Ridleya Scotta i miliony widzów na całym świecie.

Wszyscy zapewne kojarzymy też scyzoryk, którym posługiwał się MacGyver, a ja na koniec chciałbym zapytać jeszcze o to czy nie obawia się Pan konkurencji tanich scyzoryków z Chin.

Pewnego razu zgłosił się do nas człowiek, który chciał oddać na gwarancję złamany nóż. Po bliższych oględzinach okazało się, że mimo podobnego logo scyzoryk jest tylko podróbką. Oczywiście bardzo dokładnie monitorujemy takie sytuacje i stosujemy bardzo restrykcyjną procedurę wobec kopii produktów, ponieważ musimy chronić filozofię i reputację marki. Nasi klienci powinni otrzymywać wysoką jakość, której słusznie oczekują od Victorinox.

A czy tę jakość da się przeszczepić do fabryk w innych krajach? Czyli czy Victorinox planuje wejście do Polskie nie tylko ze sprzedażą, ale i produkcją.

Globalnie, Nóż Oficerski jest silnie związany ze szwajcarskimi wartościami i sygnowany hasłem „made in Switzerland”, co podkreśla jego korzenie i miejsce produkcji. Dlatego też wydaje mi się, że Polacy woleliby kupować scyzoryki wyprodukowane w Szwajcarii.