6 starszych produktów Apple, które wciąż warto kupić

Artykuł/Sprzęt 08.12.2017
6 starszych produktów Apple, które wciąż warto kupić

6 starszych produktów Apple, które wciąż warto kupić

Nie zawsze najnowszy i najdroższy sprzęt Apple jest tym, który warto kupić.

Mac mini powoli dogorywa – jedyną desktopową alternatywą dla niego jest startujący od ok. 5 tys. iMac. iPhone? Najnowszy model kosztuje prawie tyle samo. Najnowszy Apple Watch? Też nie jest tanio.

Przeglądając ofertę sklepu Apple można dojść do wniosku, że przed rozpoczęciem jakichkolwiek zakupów trzeba przygotować prawdziwą fortunę. Ale niekoniecznie. Kluczowe jest tu wykreślenie słowa najnowsze.

I wtedy okazuje się, że są sprzęty Apple, które można kupić w rozsądnych cenach, znaleźć dla nich ciekawe, niekoniecznie oczywiste zastosowania i korzystać z nich jeszcze przez długi czas. Ich jedyna wada? Nie będą absolutnymi nowościami i mało kto będzie nam ich z tego powodu zazdrościł. Ale w czasach coraz wolniej starzejącej się elektroniki nie jest to specjalny minus.

Jakie starsze sprzęty Apple wciąż warto kupić?

Kilkuletni komputer, kilkuletni telefon, stara generacja zegarka. Tak, ta lista będzie pełna takich produktów, a otwiera ją wybór najmniej oczywisty.

Mac mini 2014 (lub 2012)

Sporo osób może się nie zgodzić, ale Mac mini praktycznie nigdy nie miał dla siebie równie dopracowanej i sensownej konkurencji. Wyglądał świetnie, zamknięty był w naprawdę kompaktowej obudowie, a jego podzespoły wystarczyły do realizacji większości zadań – czasem nawet tych bardziej wymagających.

Do tego nie zmuszał nas do płacenia za wbudowany ekran i był po prostu niedrogi – najtańsza konfiguracja kosztowała około 2 tys. zł, co jak na Apple było wręcz śmiesznie niską kwotą za wejście do ekosystemu.

Niestety mini przez lada podupadł na zdrowiu i na znaczeniu. Odświeżenie z 2014 wykluczyło z oferty czterordzeniowe procesory i ograniczyło do minimum i tak niewielkie opcje rozbudowy. Później nie działo się już z tym komputerem w zasadzie nic.

W tej chwili Apple sprzedaje na swoich stronach konfigurację z HDD, 4 GB RAM (?!) i starym procesorem Core i5 o taktowaniu 1,4 GHz w cenie 2300 zł. Jeśli chcemy kupić sensowną konfigurację (mocniejszy procesor, SSD, 8 GB RAM), wchodzimy w okolice cen dwukrotnie wyższych. Zupełnie bez sensu.

Bez sensu, jeśli mówimy o cenach ze sklepu Apple (i niestety większości dystrybutorów). Nie zmienia to jednak faktu, że mini jest i jeszcze jakiś czas będzie bardzo przyjemnym komputerem dla mniej wymagającego użytkownika, który ma już swój monitor, myszkę i klawiaturę, a potrzebuje tylko niewielkiej, ładnej jednostki centralnej. W bonusie z macOS.

Niestety w przypadku mini pozostaje nam szukanie okazji i ewentualnie polowanie na używane egzemplarze. Nie ma ich wiele, ale w odpowiedniej cenie nie powinniśmy żałować zakupu. A fakt, że mają już wykręcone swoje godziny pracy? Cóż, to nie smartfon, który wala się codziennie po kieszeniach – to komputer, który stoi przez całe swoje życie na biurku, a przesuwany jest tylko w celu odkurzenia powierzchni pod nim.

Jeśli więc komuś uda się znaleźć np. bazową wersję za mniej niż 1000 zł, a potrzebuje prostego i atrakcyjnego wizualnie komputera do pracy nad dokumentami, przeglądania sieci czy prostej obróbki grafiki – warto się skusić.

Można też pomyśleć o wersji z 2012 – ostatniej, która pozwala nie tylko na wymianę dysku twardego, ale i dołożenie RAM. I ostatniej, która oferowała czterordzeniowe procesory.

MacBook Air 2013

Siri na Maci macOS Sierra

Tak, ten komputer jest rocznikowo jeszcze starszy niż mini, a do tego droższy – kosztuje w polskich sklepach około 3600-3800 zł. I tak, bez trudu znajdziemy w tej cenie sprzęty z Windowsem, które bez trudu pokonują go w walce na parametry.

Ale wszystko to nie zmienia faktu, że to nadal bardzo dobry mobilny komputer (wersja z 2014 jest moim jedynym i podstawowym laptopem). Ze świetnym czasem pracy na jednym ładowaniu, 8 GB RAM obecnie nawet w podstawowej wersji (słyszysz, Macu mini?) i SSD 128 GB w standardzie (co ty na to, mini?).

Maca mini w takiej konfiguracji albo nie dostaniemy (wersja 1,4 GHz nie jest sprzedawana z SSD), albo zapłacimy za niego dużo drożej. Jeśli więc ktoś szuka komputera z macOS, ale nie potrzebuje koniecznie stacjonarki, to Air może być najtańszym rozwiązaniem.

Dysponującym przy okazji większą liczbą standardowych portów, niż nowy MacBook Pro 13.

iPhone SE

Polecanie starych telefonów bywa ryzykowne, ale nie w tym przypadku. W zasadzie jedyną wadą tego sprzętu (poza iOS, który nie wszystkim pasuje) jest niewielki ekran. 4″ w dobie 5″ uznawanych przez wielu za absolutne minimum, może się okazać dla niektórych barierą nie do przejścia.

Jeśli jednak szukacie smartfona o normalnych wymiarach, to SE, z wyjątkiem może Xperii, nie ma konkurencji. Pomimo upływu lat i wykorzystywania starych podzespołów nadal jest szybki, nadal robi bardzo dobre zdjęcia, nadal nie trzeba go przesadnie często ładować i nadal korzysta z najnowszej wersji iOS.

Do tego można go kupić za mniej niż 1500 zł, a wersja 128 GB kosztuje mniej niż 2000 zł. Za podobnie wyposażony model 6s (niemal bliźniaczy pod względem podzespołów) trzeba zapłacić prawie 1000 zł więcej.

Dlatego 6s nie znalazł się na liście, ale SE już tak.

Apple TV 3. generacji

Wielka szkoda, że Apple w 2016 wycofał swoją przystawkę telewizyjną trzeciej generacji i zastąpił ją nową, dużo bardziej rozbudowaną wersją.

Przez pewien czas Apple TV 3 gen. można było kupić prosto od Apple za około 300 zł. I to miało sens – za jego pomocą mogliśmy m.in. łatwo przesyłać treści z telefonu lub tabletu na telewizor i niektórym tyle wystarczało. Kolejna generacja, napędzana już przez tvOS, okazała się sprzętem dużo bardziej zaawansowanym, ale też i wyraźnie droższym. Jeśli więc teraz ktoś chce skorzystać z podstawowych możliwości Apple TV, musi wydać prawie dwukrotnie więcej, niż w 2016 roku.

Rozwiązanie? Jeśli mamy telewizor FullHD (a nie 4K) i chcemy na nim po prostu oglądać materiały z naszego telefonu, warto zapolować na trzecią generację Apple TV. Na nówkę raczej nie mamy szans, ale że to sprzęt raczej stacjonarny, używanych nie ma się raczej co bać.

Apple Watch (im starszy, tym lepszy)

Zakup Apple Watcha, obojętnie której generacji, ma umiarkowany sens. Chyba że szukamy następcy dla naszego wysłużonego iPoda nano albo shuffle. Czyli sprzętów, które nie doczekały się niestety wsparcia dla Apple Music.

Dlaczego akurat takie zastosowanie dla zegarka Apple? Proste – bo spełnia wszystkie wymagania dla kompaktowego odtwarzacza muzycznego dla kogoś, kto korzysta z Apple Music. Jest w stanie odtwarzać pobrane wcześniej utwory z tego serwisu, obsługuje połączenie Bluetooth (a więc można podpiąć do niego np. słuchawki), a przy okazji jest niewielki i sprawdzi się jako narzędzie do podstawowego monitorowania aktywności fizycznej.

Niestety taki odtwarzacz kosztuje u Apple ponad 1000 zł, a przy okazji dysponuje tylko 4 GB wbudowanej pamięci. Podobne sprzęty można kupić o wiele taniej, o ile zrezygnujemy z korzystania z Apple Music i wybierzemy np. Spotify. Z drugiej strony, jedynym iPodem obsługującym Apple Music jest iPod Touch, który kosztuje w najtańszej wersji 990 zł (i oferuje 32 GB pamięci).

MacBook Pro 15 (2015)

Tak, to sprzęt koszmarnie drogi (cena w okolicach 8,2 tys. zł), ale i niewiele gorszy od swojego wyraźnie droższego następcy. A pod niektórymi względami nawet lepszy.

Wystarczy zerknąć na dostępne złącza. Starszy Pro 15 oferuje MagSafe (!), 2x Thunderbolt, 2x USB 3, złącze słuchawkowe, gniazdo na karty pamięci i pełnowymiarowe HDMI. Tegoroczna odsłona ma dla nas za to 4 porty USB-C i gniazdo słuchawkowe, co oznacza, że czeka nas zabawa z przejściówkami nawet wtedy, kiedy będziemy chcieli podłączyć najzwyklejszego pendrive’a.

A różnica w wydajności? Jest spora szansa, że nawet jej nie zauważycie. Na dobrą sprawę pogodzić trzeba się będzie głównie z mniej nowoczesnym i smukłym kształtem obudowy.

Dołącz do dyskusji