SNL Poland udowadnia, jak fajną pracę, jako naród, wykonaliśmy przez ostatnich kilkanaście lat

Felieton/Media 04.12.2017
SNL Poland udowadnia, jak fajną pracę, jako naród, wykonaliśmy przez ostatnich kilkanaście lat

SNL Poland udowadnia, jak fajną pracę, jako naród, wykonaliśmy przez ostatnich kilkanaście lat

Polska klasa średnia doczekała się wreszcie swojej Commedia dell’arte. Nie jest to może uczta dla tych, których bawi tylko Teatrzyk Zielona Gęś i wybrane cytaty z Ulissesa, ale to miła odskocznia od tępego rechotu publiki w Opolu na widok Mariolki z kabaretu paracośtam

Ostatnio w weekend po raz pierwszy od dawna spędziłem nieco czasu przed telewizorem. Przypomniało mi to… mojego ojca, który paręnaście lat temu strasznie wkurzał się, że oglądam te głupoty. Wtedy nie rozumiałem, dzisiaj rozumiem aż nadto. Na jednej stacji dzieci nie potrafią recytować wierszyków, a jury się zachwyca. Na drugim kanale jakiś kucharz bluzga innego kucharza, bo ten za wolno kroił brukselkę. Na trzecim kanale polskie kabarety. Sieczka. I to sieczka dla mało ambitnych. Nazwijmy po imieniu – sieczka dla ameb.

Na początku był Kuba Wojewódzki

Taki choćby często krytykowany program Kuby Wojewódzkiego jest jak łyk powietrza w ramówce TVP, Polsatu czy TVN zdominowanych przez treści dla niezbyt rozgarniętych ludzi. Dziennikarz udowadnia swoją klasę przez 15 lat utrzymując się w topie telewizji i to telewizji komercyjnej. Sam format tak bardzo wdarł się do ramówki polskich mediów, że trudno go już nawet posądzać o inspirację zachodnimi talk-showami. Wojewódzki stworzył siebie metodą faktów dokonanych i nie ma w tym aspekcie żadnej konkurencji.

Raz na jakiś czas ktoś próbuje go podgryzać i pada po kilku odcinkach albo nawet nie pada, ale nadaje w Superstacji, którą i tak wszyscy mają w nosie, więc ta medialna obecność staje się bez znaczenia. Kuba Wojewódzki, choć swego czasu wielu sądziło inaczej, przeżył o całą epokę na przykład Szymona Majewskiego, którego program Szymon Majewski Show był dla mnie trudnym przeżyciem estetycznym i intelektualnym. Drętwy, naciągany, nieśmieszny, z prowadzącym kompletnie pozbawionym przystępnego dla osoby w wieku powyżej 5 lat poczuciem humoru, którego medialnej kariery do dziś nie potrafię zrozumieć. Były tam jednak „Rozmowy w Tłoku”, nie aż tak złe, jak reszta. Z daleka inspirowane amerykańskim programem Saturday Night Live, który w tamtejszej telewizji ma status tak nietykalny, jak u nas… Nie wiem co, nasza telewizja nie ma aż takich świętości, bo “1 z 10” to przy tym pikuś.

Czy można zrobić Saturday Night Live w Polsce?

Program ten odgrywał sporą rolę w życiu Amerykanów – niekoniecznie tylko rozrywkową. Czasem odgrywa funkcję stańczykowskiego błazna, który prezentuje bardzo smutne żarty prowadzące do chwili refleksji. Skecze raz były lepsze, raz gorsze, z całą pewnością trudno jest im jednak odmawiać pewnego rodzaju uroku i błyskotliwości.

A my, Polacy, raczej nie radzimy sobie za dobrze z wdrażaniem amerykańskich formatów. Szczególnie tam, gdy chodzi o coś więcej, niż podłożenie muzyki z Requiem dla snu pod smutną dziewczynkę, która ładnie śpiewa, ale w jej domu słabo grzeją kaloryfery.

Przypominam sobie, jak Polacy próbowali jeszcze parę lat temu zrobić polskie Whose line is it anyway. W telewizji poleciało tylko kilka odcinków, ale wyprodukowano ich kilkadziesiąt. Pozostałe od producenta programu odkupiła polska armia w celu torturowania talibów w Klewkach.

SNL Poland to wielki hit

I teraz zastanawiam się, czy jako naród, jako kultura mediów wykonaliśmy w Polsce tak gigantyczną pracę przez ostatni czas, czy twórcom programu na platformie Showmax dopisało szczęście? Pierwszy odcinek Saturday Night Live Poland podobał mi się, a biorąc pod uwagę traumatyczne przeżycia z tego typu produkcjami wręcz podobał mi się bardzo. Śmiałem się do ekranu, z wielką przyjemnością słuchałem Piotra Adamczyka w roli prowadzącego i taksówkarza. Skecz z papieżami – wyśmienity, choć przewidywalny.

Czy przedrostek „polski” przed jakimś określeniem przestanie być traktowany jako obelga? Dziś już nie ma „polskich Beckhamów”, jak zwykli się tytułować Doda i Radek Majdan. Dziś są po prostu Lewandowscy, polska marka w sieci.

Nie musimy szukać „polskiego Jimmy’ego Fallona”, skoro mamy po prostu Kubę Wojewódzkiego (co najwyżej Łukasz Jakóbiak to taki „polski Kuba Wojewódzki”). I po sobotnim seansie uważam, że SNL Poland to nie jest „polskie Saturday Night Live”. To po prostu kapitalny program satyryczny na licencji.

SNL Poland oryginalnością nie grzeszy

Okej, SNL Poland oryginalnością nie grzeszy. Pomijam już nawet zupełnie zachodnią konwencję, bo przecież z tym się nikt nie krył. Z całą pewnością zerżnięto pomysł G. F. Darwin na jeden ze skeczów. Naśladownictwo to wprawdzie najwyższa forma uznania, trudno tutaj mówić o łamaniu prawa, ale jeśli nie było to robione w jakimś porozumieniu, to oczywiście może to wywołać uzasadniony niesmak u fanów Darwinów. Kilka kolejnych scenek to dość oczywista imitacja humoru z Ucha Prezesa. Wszystko okraszono aktorami m.in. z Rozmów w Tłoku z wspomnianego już programu Szymona Majewskiego. I ten miks wyszedł bardzo dobrze.

Osoby, które mają odruch wymiotny na widok polskiej telewizji, w końcu dostały – ośmielę się powiedzieć – program dla siebie. To dalej program rozrywkowy, ale jest to program rozrywkowy, po którym widz nie czuje się obrzygany sandałami w skarpetach i paprykarzem szczecińskim. To śmiech, ale nie śmiech, który napawa obrzydzeniem do samego siebie. I ten śmiech w ogóle się pojawia, co też warto odnotować.

Jasne, że nie jest to program idealny. Polacy nie przepadają za wstawkami muzycznymi, choć tego wymaga konwencja. Wpadliśmy jakieś 15 lat temu w taką manię imitowania wszystkiego z Zachodu, ale dotąd byliśmy w tym raczej kiepscy, do tego patrzyliśmy głównie na marne formaty. A przecież SNL w Polsce, na miarę ówczesnych możliwości, robiono 20 i 30 lat temu.

SNL Poland nawiązuje do tradycji Materny, Manna czy KOC – Komicznego Odcinka Cyklicznego

Tego typu programy były w Polsce robione już lata temu. I robiono je całkiem dobrze. Problem w tym, że masowy widz zgłupiał, nastąpiła powolna bigbrotheryzacja telewidza. Tego typu ambitniejsze produkcje nie utrzymały się w pędzącej ślepo w kierunku zachodnich formatów pogoni za zagraniczną jakością.

Dziś ta historia zatacza koło, SNL Poland ma zagraniczną licencję, ale wykonanie polskie i to w tych czasach, gdy przymiotnik polski powoli znowu zaczyna być wyznacznikiem jakości, a nie formą często uzasadnionego niestety deprecjonowania.

Myślę, że polski widz, a więc dobry widz, który już dawno temu rozbił telewizor, zasługuje na taki format. Że ten format okaże się dużym sukcesem (o ile utrzyma swoją formę z pierwszego odcinka), a dla jego bohaterów z Michałem Zielińskim na czele rozpoczyna się najlepszy okres w karierze.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement