W końcu mogę spokojnie odetchnąć. Sharp KC-D60EUW – recenzja

Recenzja/Sprzęt 15.12.2017
W końcu mogę spokojnie odetchnąć. Sharp KC-D60EUW – recenzja

W końcu mogę spokojnie odetchnąć. Sharp KC-D60EUW – recenzja

Zima. Smog. Wszyscy umrzemy. Trzeba kupić jakiś oczyszczacz. Kupiłem więc, ale z zupełnie innych powodów.

Dlaczego w ogóle kupiłem tak rozbudowany oczyszczacz powietrza?

Nie, nie dlatego, że wykresy na stacjach pomiarowych czystości powietrza w mojej okolicy zaczęły szaleć. Powody były dużo bardziej prozaiczne:

  • w moim domu stale są problemy z wilgotnością,
  • mam w domu małą gromadę kotów i psa – łatwo się domyślić konsekwencji,
  • na moim osiedlu część sąsiadów zaklasyfikowałbym jako fanów motoryzacji ekologicznej na opak – jeśli samochód, to tylko diesel, a jeśli diesel to bez tej całej ekologii (wszak ten DPF to wroga akcja wymierzona w naród polski). Recykling w ich podejściu oznacza natomiast palenie oponami w piecu w momencie, kiedy policja zabierze im dowód za jazdę trzeci sezon z rzędu na zupełnie gładkich oponach.

Ostatni z tych problemów był niestety o tyle dotkliwy, że mój dom, niezbyt młody i w niezbyt dobrym stanie ogólnym, nie charakteryzuje się przesadną szczelnością. Mogłem więc zamknąć wszystkie okna, a i tak smród z palonych w kominkach śmieci stopniowo go wypełniał.

Trzy powyższe czynniki niestety skutecznie przez obniżały komfort życia niemal cały rok . Bóle głowy, wieczne zmęczenie, kiepski sen, nieprzyjemne zapachy i… chrapanie z powodu zatkanego nosa.

Trzeba było coś z tym zrobić.

Czyli nie chodziło o smog? Będą jakieś pomiary?

Nie. Chodziło mi tylko i wyłącznie o ogólnie pojętą jakość powietrza, a właściwie o jego wpływ na moje samopoczucie. Nie dokonywałem żadnych pomiarów przed i po (bo i nie mam odpowiedniej aparatury, a chińskie mierniki są tylko chińskimi miernikami).

Zresztą kiedy ktoś pali oponami w piecu, to wychodząc na dwór i tak się oczyszczaczem przed tym nie obronię.

Dlaczego akurat Sharp KC-D60EUW?

Z wyborem konkretnego modelu nie miałem większego problemu. Gigantyczną robotę potrzebną na rozpoznanie rynku i wybranie kluczowych parametrów zrobił za mnie Mateusz. Za własne pieniądze zweryfikował też słuszność swoich badań, na ich podstawie decydując się na zakup modelu KC-A50EUW.

Daleko więc nie szukałem – starczył rzut oka na to, co oferuje rynek, żeby przekonać się, że wiele ciekawszych sprzętów tego typu nie znajdę. Z racji większego metrażu zdecydowałem się jednak na model o większej wydajności – 60.

Znalazłem jedyny sklep w okolicy, który oferował ten oczyszczacz od ręki, pojechałem do niego, poprosiłem o „oczyszczacz Sharpa 60-tkę”, po czym pani zadała mi pytanie, którego się nie spodziewałem: A60 czy D60?

Nie myśląc zbyt wiele, zdecydowałem się na odrobinę droższy (około 2800 zł), ale nowszy model.

Czym różnią się tegoroczne modele z serii D od serii A, wprowadzonej na rynek w 2013 roku?

Po pierwsze, w końcu ten sprzęt jakoś wygląda. Oczyszczacz KC-A, który kupił Mateusz, może i spełnia doskonale swoją funkcję, ale wygląda po prostu tak sobie.

Sprzęty z serii KC-D dalej nie są może iPhone’ami świata AGD, jednak nie tylko je odchudzono, ale i całkowicie zmieniono ich górną część z panelem sterowania. Jest teraz nowocześniej, przyjemniej, bardziej minimalistycznie. Całość wykonano też z naprawdę dobrych materiałów – nic nie trzeszczy i nie skrzypi w trakcie pracy czy przenoszenia urządzenia, choć… miejscami spasowanie mogłoby być ciut bardziej precyzyjne.

W kwestiach technicznych również zmieniło się sporo, choć sposób działania oczyszczacza pozostał niezmieniony. W serii KC-D mamy w końcu wbudowany timer do automatycznego włączania i wyłączania, zmieniony wyświetlacz, tryb Advanced Auto, poprawiony filtr węglowy, automatycznie zamykany i otwierany wywiew powietrza, zbiornik na wodę z większym otworem, drugi wywiew powietrza i wbudowaną blokadę kółek.

W sprzedaży jest też m.in. czarna wersja modelu D40.

Czujniki?

Model KC-D60EUW wyposażono w ulokowany na froncie czujnik przykrych zapachów, kurzu, temperatury i wilgotności.

Czułość dwóch pierwszych możemy przy tym samodzielnie zmienić.

Filtry?

KC-D60EUW oferuje znany już zestaw filtrów – wstępnego, pochłaniającego zapachy oraz HEPA H13 (usuwa 99,97 proc. cząsteczek kurzu o rozmiarach 0,3 mikrona). Przy zbiorniku na wodę znajdziemy także filtr nawilżający.

O konieczności wyczyszczenia filtrów po określonym czasie (720 godzin pracy) sprzęt poinformuje nas samodzielnie – za pomocą odpowiedniej lampki na obudowie.

Filtr nawilżający wystarczy po prostu umyć, ewentualnie namoczyć w wodzie z dodatkiem preparatu do usuwania kamienia. Filtr wstępny oraz filtr HEPA czyścimy natomiast odkurzaczem.

Wymiana filtrów na nowe? Według producenta raz na 10 lat. Choć, podobnie jak Mateusz, zakładam skrócenie tego czasu o połowę.

Jak obsługuje się oczyszczacz Sharp KC-D60EUW?

KC0D60EUW może z początku straszyć mnogością opcji. Zgodnie z instrukcją mamy do wyboru następujące tryby pracy:

  • Oczyszczania (bez nawilżania)
  • Oczyszczania i nawilżania
  • Ion Shower
  • Plasmacluster Ion (jonizację powietrza można wyłączyć w wybranych trybach)

Do tego dochodzą tryby pracy wentylatora:

  • Auto – automatyczna regulacja pomiędzy trybem najwyższym i najniższym.
  • Advanced auto – urządzenie od początku pracuje na wyższych obrotach, „uwalniając przy tym więcej jonów Plasmacluster i zatrzymując kurz”
  • Pollen – czyli tryb na pyłki. Czujnik kurzu ustawiony jest automatycznie na wysoki poziom czułości.
  • Low (wydajność 90 m3/h)
  • Med (wydajność 240 m3/h)
  • Max (wydajność 396 m3/h)

W rzeczywistości jednak nie trzeba nawet otwierać instrukcji, żeby skorzystać z możliwości oczyszczacza. Wystarczy podłączyć go do prądu, zainstalować filtry i wcisnąć jeden, największy i umieszczony na środku urządzenia przycisk (Oczyszczanie i nawilżanie). Co zresztą sam robię – KC-D60EUW automatycznie otwiera swój wywiew (fajny bajer), wykrywa zanieczyszczenia, zwiększając chwilowo prędkość wentylatora, żeby pozbyć się ich szybciej, po czym wraca do cichego trybu pracy.

Jeśli jednak ktoś chce w sposób odrobinę bardziej świadomy zarządzać poprawą jakości powietrza w domu, ma do tego odpowiednie narzędzia. Które mogą się przydać.

Podobnie jak w poprzedniej generacji, również i w tej nie pozwolono bowiem na ręczne nastawienie docelowego poziomu wilgotności. Sharp pracuje na określonych przedziałach tego parametru dla wybranych temperatur i jeśli nie odpowiada nam to, co nam zapewnia, musimy się z tym pogodzić. Jeśli więc dla kogoś wilgotność oferowana przez Sharpa będzie zbyt wysoka lub zbyt niska – może tę opcję wyłączyć.

W moim przypadku nie było to problemem, z wyjątkiem mniejszych pomieszczeń – po całym dniu działania oczyszczacza wilgotność sięgała w nich blisko 60 proc. Teoretycznie jest to w granicach słusznych i zdrowych norm, ale w praktyce było to już subiektywnie ciut zbyt blisko sauny. 

Wyłączyć możemy także tryb Plasmacluster Ion, jeśli komuś nie odpowiada jonizowane powietrze.

Ręczne sterowanie ogranicza się głównie do zarządzania prędkością działania wentylatora i doboru jednej z trzech prędkości. Maksymalna jest… naprawdę maksymalna (głośność 55 dB) i trudno pracować w pomieszczeniu, w którym zostanie ona uruchomiona w oczyszczaczu. Zaletą jest natomiast to, że po jej aktywacji KC-D60EUW potrafi naprawdę szybko oczyścić powietrze w kilkudziesięciometrowym pomieszczeniu (zalecana powierzchnia maksymalna: 48 m2).

Tryb mid (45 dB) jest natomiast dokładnie taki, jak jego nazwa – nadal skutecznie i szybko oczyszcza powietrze, ale wentylator obraca się wyraźnie wolniej, generując mniej hałasu. Niestety nadal jest dość słyszalny i oglądanie ulubionego serialu z oczyszczaczem w tym samym pokoju nie jest zbyt wielką przyjemnością.

Tryb low (25 dB) to natomiast zupełnie inna bajka. Jeśli nie siedzimy tuż obok oczyszczacza w ciszy, np. czytając książkę, nie mamy nawet świadomości (akustycznej), że maszyna cały czas działa. Oczywiście nie jest całkowicie bezgłośna – jeśli ktoś nie toleruje nawet najmniejszego szumu przy zasypianiu, 60-tka raczej nie jest dla niego. Ten lekki szum, przy braku jakichkolwiek dźwięków tła, jest jednak obecny.

Napisałbym, że tryb low jest idealny do sypialni, gdyby nie jeden fakt – KC-D60EUW jest przeznaczony do naprawdę dużych powierzchni. Nawet w trybie low przepompowuje spore ilości powietrza, generując w kilkunastometrowej sypialni całkiem uczciwy ciąg. O ile więc hałas nie powinien przeszkadzać przy zasypianiu, o tyle lepiej umieścić go jak najdalej od łóżka – inaczej możemy obudzić się mocno przewiani.

Niedogodnością przy ustawieniu urządzenia w sypialni może być też… dźwięk, jaki wydaje silnik zamykający klapę. Ustawiając timer tak, żeby oczyszczacz wyłączył się w środku nocy, ryzykujemy, że działanie mechanizmu zamykającego może nas obudzić.

Samodzielnie możemy też regulować (trzy poziomy) czułość czujnika zanieczyszczeń. W moim przypadku przestawiłem go na najwyższy. Ot tak, na wszelki wypadek.

Aplikacja mobilna? Sterowanie z komputera?

Niestety nic z tych rzeczy. Sharpa KC-D obsługujemy wyłącznie z wykorzystaniem przycisków na panelu sterującym, natomiast wszystkie informacje odczytujemy z centralnego panelu.

Ten ostatni uproszczono odrobinę w stosunku do poprzedniego modelu. Wszystkie informacje dotyczące jakości powietrza prezentowane są teraz na jednej grafice – trzech paskach, których kolor zmienia się (zielony – pomarańczony – czerwony) w zależności poziomu zanieczyszczeń. Oprócz tego na froncie mamy wyłącznie wskaźnik wilgotności (procentowy), a także aktywnego trybu jonizacji i nawilżania (z informacją o tym, czy działa i czy jest woda w pojemniku).

Obsługa urządzenia na szczęście nie jest zbyt trudna. Przycisków jest w sumie 8, każdy jest czytelnie podpisany, a ewentualne wątpliwości rozwiewa instrukcja obsługi (niestety z koszmarnymi literówkami). Jedyną wadą, która zaczyna mnie poważnie irytować, jest dźwiękowe potwierdzenie wciśnięcia przycisku, którego… nie da się wyłączyć. A że niektóre akcje (np. programowanie czasowe) są potwierdzane dodatkowo jeszcze dłuższym i głośniejszym piknięciem, zmiana ustawień oczyszczacza w środku nocy jest co najmniej ryzykowna. Jestem naprawdę o krok od rozebrania KC-D, zlokalizowania głośniczka i odpięcia od niego odpowiedniego przewodu.

Jest to o tyle zabawne, że KC-D oferuje opcję wygaszania ekranu (aż do całkowitego wyłączenia), żeby nie świecił nam np. w oczy w czasie snu. Tylko że aby wyłączyć ten ekran, muszę przeżyć potrójną kanonadę piknięć. I to wcale nie cichych.

Naprawdę nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby sprzęt za prawie 3000 zł łączył się w jakiś sposób z telefonem. Wykresy i statystyki w ogóle mnie nie obchodzą, ale już opcja zdalnego włączenia z innego pomieszczenia czy np. w drodze do domu – jak najbardziej.

Ucieszą się natomiast rodzice – KC-D, tak jak i poprzedni model, oferuje system blokady panelu sterowania, więc nie trzeba się obawiać, że dzieci cokolwiek zmienią w ustawieniach.

Programowanie czasowe.

Jedną z nowości w KC-D jest opcja programowania czasowego. Możemy (jeśli oczyszczacz jest włączony) ustalić, kiedy automatycznie się wyłączy albo (jeśli jest wyłączony) kiedy nastąpi włączenie. Obsługa tego trybu jest banalna – po prostu klikamy w ikonę zegarka aż znajdziemy odpowiednie ustawienie czasowe.

Szkoda tylko, że przedziały czasowe są ustawione na sztywno i dość nielogicznie. Wyłączenie może mieć miejsce po 1 godzinie, 2, 4 albo 8. Nic pomiędzy tymi wartościami. Tak samo automatyczne włączenie – tylko 2, 4, 6, 8, 10, 12 albo 14 godzin od momentu wciśnięcia przycisku timera. W sytuacji, kiedy chcecie, żeby oczyszczacz zaczął pracę o 6 rano, musicie albo aktywować go równo o północy (ale wtedy piszczy) albo o 22 (ale wtedy przeważnie mam jeszcze ochotę, żeby chwilę podziałał).

Trochę absurdalne i niepotrzebne ograniczenie w dzisiejszych czasach.

Mobilność. Tak, mobilność.

Zdecydowałem się na 60-tkę głównie z tego powodu, że zamiast dwóch średnich albo małego i średniego oczyszczacza, wolałem kupić jeden, ale taki, który sprawdzi się w każdym miejscu w domu. Musiał więc nie tylko obsłużyć maksymalnie powierzchnię około 50 m2 (parter), ale i być łatwy w przenoszeniu – do biura czy sypialni muszę go w końcu wnieść po niezbyt wygodnych schodach.

I w kategorii przenośności Sharp zasługuje na naprawdę wysoką ocenę. Jest wprawdzie ciężki (8,6 kg z pustym zbiornikiem na wodę – kolejne 3 kg), ale transportuje się go wyjątkowo łatwo. W obudowie umieszczono bowiem dwa wygodne uchwyty we właściwych miejscach, a ostateczne ustawienie w wybranym miejscu ułatwiają kółka z dodatkowym systemem blokady.

Pomimo sporych rozmiarów (420 x 242 x 637 mm) nie ma też problemów ze znalezieniem miejsca dla oczyszczacza. Wprawdzie producent sugeruje co najmniej 30 cm odległości od ściany, ale jeśli nie boimy się o jej zabrudzenie, można go przysunąć nawet na 3 cm od niej.

Jedyny problem jest z… pojemnikiem na wodę, który nie ma żadnego wygodnego uchwytu do przenoszenia. Jest wprawdzie coś, co wygląda na rączkę, ale w instrukcji wyraźnie napisano, żeby pod żadnym pozorem nie przenosić pełnego zbiornika trzymając za nią. Przy niskim poziomie wody w zbiorniku urządzenie potrafi też generować męczący odgłos kapania.

A jak Sharp KC-D60EUW spisuje się w roli oczyszczacza?

Ble.

Nie, nie mierzyłem poziomów przed i po. Nie, nie podam żadnych wartości liczbowych. Ale kilka tygodni z tym sprzętem wystarczyło, żeby wyrobić sobie opinię.

A opinia jest prosta: tak, KC-D60EUW robi różnicę. Robi ogromną różnicę.

Już w funkcji nawilżacza sprzęt spisuje się (na moje warunki i potrzeby) rewelacyjnie, uzmysławiając mi przy tym, jak bardzo wysuszone było do tej pory powietrze w moim domu. Jak? Zużywając około 1,5 pojemnika wody dziennie. Nie zauważyłem przy tym, żeby przesadzał z poziomem nawilżenia – jest dokładnie tak, jak chciałbym, żeby było.

Zaskakująco skutecznie urządzenie radzi sobie też z usuwaniem nieprzyjemnych zapachów. Czy chodzi o dym z kominów z zewnątrz, czy o zapachy z kuchni, czy o ogólnie pojęte zapachy domowych zwierząt. To, co do tej pory godzinami potrafiło się unosić po pomieszczeniach, teraz znika w maksymalnie kilka minut. Ba, czasem wychodząc z domu, można przeżyć mały szok, orientując się, jak pachnie powietrze poza mieszkaniem.

Fuj.

Sądząc po wyglądzie filtrów po około 2 tygodniach niemal nieprzerwanego użytkowania, KC-D skutecznie odsysa też przynajmniej część pyłków i kurzu z mojego domu. Niestety dalej trzeba odkurzać – tak samo jak nadal trzeba od czasu do czasu otworzyć okna i wpuścić do pokoi trochę powietrza z zewnątrz.

Najprzyjemniejsza w tym wszystkim jest jednak całkowita bezobsługowość. KC-D60EUW możemy po prostu podłączyć do prądu, włączyć tryb Auto i resztą zajmie się sam. Kiedy wykryje zanieczyszczenie – zamiga na czerwono i uruchomi szybciej wentylator. Kiedy zanieczyszczenie zostanie zlikwidowane – znowu stanie się bezgłośny.

A tutaj to nie wiem.

Ale najważniejsze jest to, że ten cały system po prostu działa i przynosi dokładnie takie efekty, jakich po nim oczekiwałem. Skończyły się bóle głowy, skończyły się problemy ze snem i zasypianiem, skończyły się w większości nieprzyjemne zapachy i skończyło się… chrapanie. Na ocenę w sezonie alergicznym przyjdzie prawdopodobnie czas, ale już teraz – po tym, jak zmniejszyły się dolegliwości związane z kurzem – jestem dobrej myśli.

Czyli osiągnąłem dokładnie to, co zamierzałem.

I moje ulubione: Ion Shower

Najprzyjemniejszą funkcję włącza się przyciskiem pierwszym na prawo od głównego włącznika.

Podobnie jak KC-A, również KC-D oferuje tryb prysznica jonowego, czyli godzinnego cyklu, w trakcie którego uwalniany jest strumień czystych jonów. Wchodzenie do pomieszczenia, w którym zrealizowano taką procedurę jest… naprawdę odświeżające.

Trzeba tylko pamietać o dwóch rzeczach. W tym trybie oczyszczacz pracuje z maksymalną mocą, co oznacza też niestety okropny hałas, trwający przez bitą godzinę. Aktualnie nie jest to dla mnie większy problem, bo w tym czasie wskakuję na bieżnię albo idę na naprawdę długi spacer z psem, ale tym bardziej brakuje mi w tym przypadku opcji zdalnego sterowania, żeby np. uruchomić ten tryb podczas jakiegoś wyjazdu.

Wysoki poziom koncentracji jonów Plasmacluster (cytat z instrukcji) można też uzyskać na wyraźnie mniejszej powierzchni, niż w przypadku samego oczyszczania i nawilżania. O ile więc 60-tka oczyści i nawilży pomieszczenie o powierzchni 48 m2, o tyle naprawdę skuteczna jonizacja możliwa jest do około 35 m2.

Ale warto, oj, warto.

Inne zastosowania? Tak, są.

KC-D60EUW oferuje coś, co określane jest przez producenta mianem klimatyzatora ewaporacyjnego. Nie ma do tego jednak żadnego osobnego przycisku – po prostu wrzucamy do zbiornika na wodę kostki lodu, a oczyszczacz z ich pomocą obniża temperaturę w pomieszczeniu.

Czy to działa? Z uwagi na obecną aurę nie miałem możliwości przetestować tego w odpowiednich warunkach, ale stosuję to rozwiązanie w… niewielkim pomieszczeniu z bieżnią. Faktycznego klimatyzatora nie jest to w stanie zastąpić, ale każdy stopień w dół to w tym przypadku niesamowita ulga.

Warto czy nie?

Poziom wody można sprawdzić też na tej… miarce?

Jak dla mnie – absolutnie. Ze swojej podstawowej funkcji, czyli poprawienia jakości powietrza, KC-D60EUW wywiązuje się wzorowo. Oczekiwania, które wiązałem z tym niemałym w końcu wydatkiem, zrealizował co do joty.

Do tego – jak na swoją moc i możliwości – jest stosunkowo niewielki, wygląda przyjemnie i przede wszystkim jest (zwłaszcza w trybie low bardzo cichy).

Szkoda tylko, że przy okazji premiery zupełnie nowego modelu z całkiem sporą liczbą zmian nie poprawiono kilku drobiazgów. Jakiekolwiek połączenie ze smartfonem jest w 2017 roku bardziej niż wskazane, ograniczenia czasu programowania wzięte są z kosmosu, a piszczenie przycisków po naciśnięciu bez opcji wyłączenia jest trochę poniżej krytyki.

To jednak trochę czepianie się na siłę. Bo to, co KC-D60EUW powinien robić, robi wyśmienicie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement