Po roku przerwy znów założyłem smartwatch. Czy inteligentne zegarki mają jeszcze sens?

Felieton/Technologie 20.12.2017
Po roku przerwy znów założyłem smartwatch. Czy inteligentne zegarki mają jeszcze sens?

Po roku przerwy znów założyłem smartwatch. Czy inteligentne zegarki mają jeszcze sens?

Rok. Tyle czasu minęło, odkąd ostatni raz miałem na swoim nadgarstku inteligentny zegarek. W tym miesiącu postanowiłem jednak dać smartwatchom drugą szansę i przekonać się, czy te urządzenia mają jeszcze jakikolwiek sens.

Moja przygoda ze smartwatchami zakończyła się w chwili, gdy Fitbit przejął markę Pebble, jednocześnie sprawiając, że te świetne inteligentne zegarki stały się zwyczajnie bezużyteczne. A szkoda. Bardzo się z moim Pebble’em Time lubiłem i przez ponad rok użytkowania uważałem go za bezsprzecznie najlepszego smartwatcha na rynku. Nawet wsparłem nieszczęsną kampanię na Kickstarterze, w której miał powstać Pebble Time 2. Niestety – nie powstał. A ja nie znalazłem na rynku alternatywy w rozsądnej cenie, więc smartwatch wylądował w szufladzie, a na mój nadgarstek wrócił zwykły, analogowy zegarek.

Niedawno jednak przy okazji realizacji materiału dla Spider’s Web mogłem poużywać Samsunga Gear S3 Classic. A że w międzyczasie na zegarku pojawiła się aktualizacja systemu Tizen do wersji 3, przeciągnąłem nieco czas użytkowania i spędziłem z zegarkiem Samsunga okrągły miesiąc.

Samsung Gear S3 i Apple Watch to w tej chwili jedyne najlepsze smartwatche na rynku.

Jeśli pominąć płotki i niemrawe próby szwajcarskich producentów zegarków, na rynku wearables z pełnoprawnymi smartwatchami ostali się już tylko ci dwaj giganci. Android Wear umiera w milczeniu, a w każdym razie w Polsce mało kto już o nim pamięta. Fitbit po przejęciu Pebble’a nie zwalił nas z nóg modelem Blaze, a Garmin gra Fenixem w swojej własnej lidze i trudno tak naprawdę porównać jego produkty do inteligentnych zegarków Samsunga i Apple’a.

Mogę więc śmiało powiedzieć, że przez miesiąc miałem na nadgarstku najlepszy smartwatch dla posiadaczy telefonów z Androidem. Geara S3 można niby podłączyć do iPhone’a, ale Apple’owcy najlepiej zrobią inwestując w zegarek należący do ich spójnego ekosystemu.

Przyznaję, że na początku byłem nieco rozczarowany. Dobrze pamiętam swoje testy Samsunga Gear S2, którego bardzo chwaliłem za obrotową koronę (która jest też w modelu S3) i niektóre rozwiązania software’owe, ale którego też zganiłem za wiele nielogiczności i toporności w Tizenie. Samsung Gear S3 Classic zdawał się nic nie zmieniać względem modelu S2.

A potem zagościła na nim trzecia wersja Tizena i od tego czasu w zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Interfejs stał się bardziej przejrzysty, zarządzanie powiadomieniami łatwiejsze, a dzięki możliwości przypisania skrótów do aplikacji w końcu mogłem wygodniej nawigować po najczęściej używanych programach. Tizen 3 wprowadza też wiele innych drobnych usprawnień, jak kontrola prezentacji w Power Poincie czy zdalna obsługa zestawu Gear VR (pełną listę znajdziecie tutaj), ale dla mnie najbardziej istotne były właśnie te drobne zmiany w interfejsie, które znacząco usprawniły korzystanie z zegarka.

I tym sposobem znów zapragnąłem nosić smartwatch.

Jedno muszę wyraźnie zaznaczyć – ten artykuł nie jest akcją partnerską; gdyby w moje ręce w tym konkretnym okresie trafił inny zegarek, to on byłby bohaterem tego felietonu. Samsung Gear S3 Classic to jednak kapitalny smartwatch, a dzięki nowym funkcjom udało mu się mnie przekonać, że na rynku nadal jest miejsce dla inteligentnych zegarków.

Smartwatch dziś

Dziś inteligentny zegarek służy przede wszystkim jako „pilot” do smartfona. Jego przedłużenie. Wygodniejsza forma przeprowadzania drobnych interakcji. Dzięki zegarkowi po telefon możemy sięgać znacznie rzadziej i osobiście z tego jednego powodu chciałbym znów nosić smartwatch na co dzień.

Wydaje się to kontrintuicyjne, ale inteligentny zegarek to doskonałe lekarstwo na uzależnienie od smartfona i syndrom ciągłego sprawdzania powiadomień.

Nie zliczę, ile razy dziennie mój telefon wibruje, podświetla się, wydaje dźwięki. Media społecznościowe, mail, różne aplikacje… one wszystkie chcą mnie o czymś poinformować, zabiegając o moją uwagę dosłownie co kilkadziesiąt sekund. Większość użytkowników może bez żalu wyłączyć te mniej istotne powiadomienia na smartfonie, ale w moim przypadku to nie wchodzi w grę – social media i te wszystkie brzęczące aplikacje to dla mnie istotne narzędzia pracy oraz komunikacji, i z przyczyn zawodowych nie mogę sobie pozwolić na ich ignorowanie.

W efekcie po telefon sięgam znacznie częściej, niżbym chciał. Ba, odkąd odstawiłem mojego Pebble’a zauważyłem nawrót problemu tzw. „wibracji fantomowych”, czyli wrażenia, że telefon wibruje w kieszeni, nawet jeśli w rzeczywistości się tak nie dzieje. To niestety dość powszechny skutek uboczny częstego sprawdzania telefonu.

Wszystkie te symptomy odeszły po tygodniu ze smartwatchem. Po miesiącu nie pamiętałem, że w ogóle dotykał mnie taki problem. A dlaczego? Dlatego, że mając smartwatcha na nadgarstku nigdy niczego nie przegapiałem i mogłem być spokojny o to, że gdy na mój telefon dotrze jakieś powiadomienie, zobaczę ja na ekranie Geara S3. Niczego nie przegapię i nie muszę co chwila zerkać na smartfon, żeby się upewnić, czy aby na pewno czegoś nie przeoczyłem.

W mojej pracy szybka reakcja na otrzymywane informacje jest kluczowa, a smartwatch daje mi spokój ducha, jakiego smartfon dać nie potrafi. Dzięki smartwatchowi w moim przypadku zniknęła pewna nerwowość towarzysząca sprawdzaniu powiadomień – bo już na pierwszy rzut oka widziałem na ekranie zegarka, czy dane powiadomienie to coś ważnego, czy może kompletna pierdoła, na którą nie muszę reagować.

Ze smartwatchem na nadgarstku nie muszę też sięgać po telefon tak często, by sprawdzić jakieś prozaiczne rzeczy, np. najbliższą pozycję w kalendarzu czy pogodę. Wystarczy rzut oka na tarczę zegarka i już wiem wszystko. W Gearze S3 jest to o tyle fajnie rozwiązane, że dzięki obrotowej koronie mogę wykonać jeden prosty ruch, by zrobić szybki przegląd informacji na widgetach ekranu głównego. Jeden obrót korony i już wiem wszystko, co chciałbym wiedzieć: która godzina, co czeka mnie za chwilę, jaka jest pogoda i czy aby czegoś nie przegapiłem. A telefon dalej leży sobie w kieszeni, torbie, lub w drugim pokoju.

Ponownie doceniłem też wygodę używania zegarka przy zwykłych, domowych czynnościach. Szczególnie sterowanie multimediami. Mam w zwyczaju słuchać podcastów podczas wykonywania domowych obowiązków i z reguły, aby przewinąć kawałek lub (jeśli słucham muzyki) zmienić piosenkę np. w czasie zmywania, musiałem przerywać pracę, wytrzeć dłonie, sięgnąć po telefon i dopiero wtedy dokonać zmian. A ze smartwatchem? Jedno dotknięcie urządzenia na nadgarstku.

Nie wspominam już nawet o tym, jak wygodne jest sterowanie Spotify z poziomu zegarka – muzyka może sobie grać w dowolnym miejscu w mieszkaniu, a dzięki Spotify Connect mogę nią sterować z poziomu nadgarstka. To wygoda, której trzeba poużywać, żeby zrozumieć, jak wiele zmienia.

Doceniłem też fakt, że – po raz pierwszy od roku – miałem poczucie jakby elektronika się mną opiekowała. Niby drobiazg, ale cieszyłem się za każdym razem, gdy Samsung Gear S3 proponował mi przerwę w pracy i chwilę rozciągania, albo przypominał, że od kilku godzin nie piłem wody. Może banał, ale dla kogoś, komu notorycznie zdarza się przez wiele godzin nie odrywać od komputera, taka przypominajka to naprawdę zbawienie.

Smartwatch jutro

Dlaczego tylko Samsung i Apple ostali się na placu boju nie-sportowych inteligentnych zegarków? Bo tylko te dwie firmy (no, może jeszcze LG i Huawei na rynkach zagranicznych) zdają się rozumieć przyszłościowy potencjał tych urządzeń.

Dziś smartwatche może i są tylko nośnikami powiadomień i pilotami zdalnego sterowania do telefonów, ale jutro będą pilotami zdalnego sterowania do… całego domu. Pamiętam jak komentowałem to przy okazji prezentacji Samsunga Gear S2:

Samsung nie stara się podkreślać, że z Gearem S2 będziemy modni, piękni i nowocześni.

 

Słuchamy za to przez 20 minut, w jaki sposób Gear S2 będzie pomocny w codziennych zadaniach. Począwszy od powszechnych zastosowań biznesowych, poprzez wyjazdy służbowe, czy takie proste rzeczy jak robienie zakupów – Gear S2 prezentowany jest jako urządzenie faktycznie użyteczne, które zawsze mamy na nadgarstku. Urządzenie bardziej osobiste, niż nasz smartfon.

 

Gear S2 ma być też częścią strategii „Internetu rzeczy”, w którą Samsung bardzo mocno inwestuje, co mogliśmy zobaczyć także na dzisiejszych prezentacjach. Nowy zegarek Koreańczyków będzie współpracował z inteligentnym domem, oraz inteligentnymi systemami w samochodach – pokazując nam bieżący status naszego miejsca zamieszkania i pojazdu. W prosty, naturalny sposób – spoglądając na zegarek.

Samsung Gear S3 tylko zbliża nas do tej wizji. Nowa wersja Tizena dodatkowo usprawniła zegarek o obsługę programu Samsung Connect, który pozwala sterować inteligentnymi urządzeniami AGD firmy spiętymi w jednym natywnym ekosystemie, a przecież mamy do tego jeszcze potężną listę partnerów, których urządzenia możemy obsługiwać z poziomu zegarka.

Inteligentny dom dla nas, Polaków, to jeszcze bardzo odległa przyszłość. Tym niemniej jest to przyszłość i Samsung czy Apple starają się już dziś dać nam jej przedsmak.

Samsung robi to skupiając się na gospodarstwie domowym (co jest logiczne, biorąc pod uwagę portfolio produktowe firmy), zaś Apple sprzedaje nam wizję… personalnego diagnosty. Oprócz tego, że Apple Watch wspiera oczywiście platformę IoT Home Kit, Apple w głównej mierze skupia się na tym, by Watch stał się narzędziem pilnującym naszego stanu zdrowia, używając narzędzi Health Kit. Już teraz firma współpracuje z uniwersytetami i szpitalami, by każda kolejna iteracja zegarka mogła być bardziej użyteczna w zastosowaniach profilaktyki medycznej.

Dwaj giganci rynku tech doskonale pokazują, jaki potencjał mają smartwatche. Konsumenci dziś dyskredytują inteligentne zegarki, zbywając je jako bezużyteczne maszynki do powiadomień. Za kilka lat takie zegarki mogą się jednak stać najważniejszymi urządzeniami elektronicznymi naszego życia, pozwalając wygodnie kontrolować dom i monitorując, czy wszystko z nami w porządku.

Niestety, smartwatche póki co odbijają się od rynku. I mamy błędne koło.

Boom na inteligentne zegarki przeminął, nie ma co się oszukiwać. Większości producentów nie udało się przekonać nabywców, że warto mieć na ręku smartwatch (i trudno się dziwić, skoro próbowali to robić wciskając je nam jako akcesoria modowe, nie użytkowe), a rynek zareagował i smartwatche po prostu przestały się sprzedawać.

A skoro przestały się sprzedawać, to przestały też powstawać nowe modele. Wielu producentów wycofało się z tej kategorii, a jej rozwój nabrał iście ślimaczego tempa. Co w konsekwencji spowodowało, że klient, nawet chcąc kupić smartwatch, nie bardzo ma dziś w czym wybierać, bo nowych urządzeń jest jak na lekarstwo.

Nie licząc zegarków stricte sportowych, jak Fenix, smartwatche – obiektywnie – stoją jedną nogą w grobie. Producenci rozczarowali konsumentów, a inteligentne zegarki pojawiły się na rynku za wcześnie, zanim dołączyła do nich towarzysząca infrastruktura, którą te mogłyby zarządzać.

Subiektywnie jednak uważam, że nawet dziś rola smartwatcha jest nie od przecenienia i sam ogromnie chciałbym znów nosić inteligentny zegarek. Szkoda tylko, że – z powodów opisanych powyżej – nie licząc Samsunga Gear i Apple Watcha… nie bardzo jest w czym wybierać.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji