Miałem porównać OnePlus 5 do OnePlus 5T, ale tu nie ma co porównywać. OnePlus 5T to dla mnie telefon roku 2017

Felieton/Sprzęt 28.12.2017
Miałem porównać OnePlus 5 do OnePlus 5T, ale tu nie ma co porównywać. OnePlus 5T to dla mnie telefon roku 2017

Miałem porównać OnePlus 5 do OnePlus 5T, ale tu nie ma co porównywać. OnePlus 5T to dla mnie telefon roku 2017

Miałem napisać porównanie OnePlusa 5 z OnePlusem 5T. Zbierałem się długo, aż w końcu powiedziałem sobie wprost: tu nie ma co porównywać, bo OnePlus 5T jest telefonem roku 2017, a OnePlus 5 nie. Kropka.

To miało być porównanie dwóch sztandarowych modeli OnePlus, które trafiły na rynek w bieżącym roku. Oba modele wylądowały w mojej kieszeni. 5 na dłużej, a 5T na nieco krócej.

Dlatego też w redakcji stwierdziliśmy, że będę najlepszą osobą do przygotowania porównania obu telefonów. Miałem wam napisać, że jeden z telefonów ma mniejszy ekran, a drugi większy. Miałem napisać wam, że w nowszym modelu przeniesiono czytnik linii papilarnych na tył obudowy, co jest niewygodnym rozwiązaniem, którym… nie trzeba się przejmować, ponieważ smartfon można odblokować twarzą, co jest diabelnie szybkie i skuteczne. Miałem też napisać, że w pudełku z 5T znajdziecie miłą niespodziankę – gumowe etui, które chroni cieniutki i śliski smartfon. Miałem napisać, że nowy telefon nie ma nowego Androida co jest skandalem i w ogóle hurr durr. Na koniec miałem napisać, że nowy większy ekran jest świetny, ale szkoda, że nie wszystkie aplikacje potrafią go dobrze wykorzystać, bo np. taki YouTube nie startuje w trybie pełnoekranowym i trzeba wideo rozciągać paluchami, aby wyświetliło się większe.

Mam nadzieję, że docenicie fakt, że oszczędziłem wam czasu i o tym nie pisałem.

Na koniec miałem zadać sobie pytanie, czy warto kupić OnePlus 5, gdy na rynku jest 5T. Miałem też odpowiedzieć na pytanie, czy warto przesiąść się z 5 na 5T.

Na te pytania postanowiłem – dla odmiany – odpowiedzieć, bo są ważne. Przesiadać się nie warto, bo OnePlus 5 jest nadal genialnym telefonem, który posłuży użytkownikom bardzo, bardzo długo. Jednak z pełnym przekonaniem powiem, że nie warto już kupować Piątki. Na rynku jest 5T i to on jest smartfonem roku. To jest urządzenie, na które warto wydać pieniądze. Koniec. Kropka.

OnePlus 5T smartfonem roku? Ktoś tu zapomniał o iPhonie X chyba!

Nie, nie zapomniałem. iPhone X to świetny smartfon, który śmiało powinna kupić każda osoba, którą stać na wydanie 4979 zł lub 5729 zł, i po takim zakupie nie będzie musiała przez kwartał żywić się samym chlebem i wodą. Albo, co gorsze, spłacać rat w abonamencie na trzy lata.

Wracając jednak do OnePlusa 5T. Smartfon ten – w najdroższej wersji (!) – kosztuje mniej niż wymiana tylnego (!) szklanego elementu obudowy w iPhonie X.

Co potrafi smartfon za 2100 lub 2300 zł?

Wszystko, co musi.

Ma mega specyfikację techniczną, która może zagwarantować bezproblemowe działanie i najwyższą wydajność przez wiele, wiele miesięcy, a może i parę lat. Ma najlepiej zoptymalizowanego Androida, z jakim się spotkałem – to jest poziom telefonów Google Pixel. Poważnie. A pod względem możliwości optymalizacji OnePlus jest nawet oczko wyżej. Ponownie – poważnie.

OnePlus 5T to też gwarancja świetnego wykonania, wysokiej jakości materiałów oraz bardzo dobrych akcesoriów  – takich jak słuchawki lub futerały ochronne sprzedawane przez producenta.

5T ma też dobrą kamerę, choć ta mogłaby być nieco jaśniejsza. Fotki często wychodzą dość żółte – kolory są bardzo ciepłe. Zdecydowanie bardziej odpowiadają mi zdjęcia, które produkuje Google Pixel (1 gen.). Porównanie poniżej: OnePlus 5T po lewej, Google Pixel XL po prawej.

Fotki wykonane przy lepszym świetle wyglądają jednak równie dobrze, jeśli porównamy obrazki z OnePlusa 5T (po lewej) do tych z Pixela XL (po prawej).

W modelu 5T OnePlus zmienił też kamerę względem tej modelu 5. Była to zmiana z kategorii na gorsze.

Mówcie co chcecie, że „dwukrotny zoom” to tak naprawdę zoom 1,6x i trochę cyfrowego cropa, nie dbam o to. Każdy smartfon powinien mieć aparat z dłuższą ogniskową. Nie z szerszą, jak LG G6 – którym można wygodnie sfotografować doroczny zlot redakcyjnych grubasów – tylko dłuższą ogniskową, która nie zniekształca perspektywy i pozwala robić smartfonem znacznie ciekawsze zdjęcia.

Może to po części zboczenie drzemiącego we mnie małego fotografa; moja ulubiona ogniskowa na pełnej klatce to 45 mm, a mniej więcej taki ekwiwalent ma dłuższy obiektyw w OnePlus 5. Pozostaje jednak faktem, że dzięki tej ogniskowej zdjęcia robione ludziom wyglądają po prostu lepiej, niż portrety wykonywane szerokokątnym obiektywem.

Do tego zdjęcia wyglądają po prostu dobrze. Nie jest to poziom Galaxy S8 czy iPhone’a 7 Plus (choć to dokładnie sprawdzi dla was Marcin Połowianiuk), szczególnie pod względem zakresu dynamicznego, ale to wciąż czołówka smartfonowej fotografii AD 2017 – tak o aparacie w OnePlus 5 pisał swego czasu Łukasz Kotkowski.

Ja mogę powiedzieć tylko tyle: zgadzam się po stokroć i nie mam pojęcia, po co OnePlus zmieniał aparat w 5T. Komuś, kto zasmakował „dwukrotnego zoomu” będzie go brakowało. Mi brakuje w 5T, a nowa kamera, która miała zagwarantować super-fajne-fotki w gorszych warunkach oświetleniowych trochę rozczarowuje wieczorami. Może to się zmieni wraz z kolejnymi aktualizacjami oprogramowania. Zapewne właśnie tak będzie, ale to nie zmienia faktu, że telefon ten powinien zadebiutować z odrobinę lepszym aparatem fotograficznym.

Zejdźmy jednak na ziemię. Zawsze można marudzić i marzyć o tym, żeby aparat był lepszy. Skupmy się jednak na tym, jaki właściwie jest. Jednym słowem? Wystarczający. Drugim słowem? Bardzo dobry.

Brakuje mu trochę do czołówki androidowego i iphonowego świata, ale… ten telefon kosztuje mniej niż 2100 zł wymiana tylnej szybki w iPhonie X.

Za co przyznaję OnePlusowi 5T tytuł smartfona roku 2017?

Przede wszystkim za fenomenalny stosunek ceny do oferowanej jakości. Po drugie za najszybsze szybkie ładowanie akumulatora pod słońcem. Po trzecie za błyskawicznie działające odblokowanie twarzą. Po czwarte za diabelnie szybki czytnik linii papilarnych. Po piąte za niemal czystego Androida z masą przydatnych dodatków w ustawieniach telefonu. I po szóste za obsługę gestów, obecność złącza słuchawkowego oraz suwak powiadomień, który pokochałem i którego brakuje mi teraz w innych telefonach z Androidem.

OnePlus 5T oferuje bardzo, bardzo wiele, za relatywnie małe pieniądze. Jest to telefon, który w 2017 – roku, w którym ceny smartfonów przekroczyły kwotę 5000 zł – za mniej niż 2100 zł daje użytkownikowi dostęp do najnowszych technologii i zdobyczy mobilnego rynku. To duża rzecz.

Jestem gotów wygłosić tezę, że dla większości konsumentów nie ma sensu kupowanie droższych telefonów niż OnePlus 5T. Każda stówa więcej, to tylko fanaberia, która nie jest uzasadniona realnymi korzyściami.

PS Wszystkie ładne zdjęcia w tekście zrobił Łukasz Kotkowski. Brzydkie ja.

Dołącz do dyskusji