Grałem w Monopoly for Nintendo Switch i chciałem udusić swoją rodzinę tylko jakieś 54 razy – recenzja

Recenzja/Gry 16.12.2017
Grałem w Monopoly for Nintendo Switch i chciałem udusić swoją rodzinę tylko jakieś 54 razy – recenzja

Grałem w Monopoly for Nintendo Switch i chciałem udusić swoją rodzinę tylko jakieś 54 razy – recenzja

Są gry, przy których kończą się przyjaźnie i miłości. Kto grał w Mario Kart 8 Deluxe czy planszowe Monopoly, ten doskonale wie, co mam na myśli. Czasami rywalizacja z najbliższymi potrafi wyzwolić w nas piekielne demony, a my aż gotujemy się od wewnętrznej złości.

-Nie, naprawdę, wszystko w porządku. Nic się nie stało. To tylko gra – odpowiadałem swojej partnerce, gdy ta inkasowała 1100 dolarów z mojego konta w Monopoly for Nintendo Switch. Twarz miałem niczym z betonu. Oczy martwe i pozbawione duszy. Nawet mi powieka nie zadrgała. Jednak to, co działo się w środku mnie… w wewnętrznym ogniu złości i żółci Sauron mógłby z powodzeniem wykuć drugi Pierścień Przeznaczenia.

Monopoly for Nintendo Switch to udana próba przeniesienia planszowej gry na ekran telewizora.

Za edycję dla konsoli Nintendo Switch odpowiada Ubisoft. Francuzi wydali swój tytuł już kilka tygodni temu, ale powstrzymałem się z natychmiastową recenzją. Deweloperzy zaliczyli gigantyczną wpadkę; czas ładowania na konsoli wydłużał się w nieskończoność, przez co zajmujący 3,6 GB program stawał się praktycznie niegrywalny. Na szczęście wydano aktualizację i wszystko działa już jak należy.

Najciekawszą różnicą między tekturową i elektroniczną wersją Monopoly jest system zróżnicowanych zasad. Poza klasycznym trybem możemy wybrać masę wariacji. Np. taką, w której po wykonaniu pełnego toru dostajemy dwa razy więcej pieniędzy lub stajemy na dowolnym polu. Albo taką, w której wyrzucenie dwóch jedynek dodaje 1000 dolarów. Ewentualnie taką, gdzie można budować domy bez posiadania wszystkich nieruchomości jednego koloru.

Jeszcze ciekawsze jest granie pod określony, jasno zdefiniowany cel. Do wyboru mamy między innymi 25-minutową grę, w której wygrywa pierwszy gracz, który zbuduje hotel. Albo taką rozpisaną na pół godziny, gdzie wygrywa ten, kto jako pierwszy będzie miał łączny dochód 500 dolarów z czynszu. Intensywny jest wyścig po pierwsze 2000 dolarów, rozpisany na 45 minut. Weterani Monopoly docenią również tryb szybkiej śmierci, zacznie przyspieszający rozgrywkę.

Gra czerpie z dodatkowych, unikalnych możliwości konsoli Nintendo Switch.

Przede wszystkim, nie musimy kupować drugiego kontrolera, aby zagrać ze znajomym. Wystarczy podać mu Joy-Cona. Rywalizować możemy nie tylko przed telewizorem, ale również w trybie przenośnym. Wystarczy postawić tablet na podpórce i wspólne granie w pociągu, poczekalni, pod namiotami czy na plaży staje się faktem. Wirtualna plansza pomieści sześciu kapitalistów jednocześnie.

Ubisoft zadbał o miły dodatek w postaci rzutu kostkami za pomocą ruchowego kontrolera. Joy-Con wibruje, gdy delikatnie potrząsamy nim w dłoni. Przestaje, gdy ruchy nadgarstka ustają, uznając rzut za wykonany. Ciekawy dodatek, chociaż poczucie trzymania kości w dłoni o wiele lepiej symuluje 1-2 Switch. Tam wibracje i haptyczny mechanizm wykorzystano po mistrzowsku. Szkoda też, że Francuzi nie dogadali się z Nintendo w sprawie zawartości na wyłączność. Plansze w świecie Mario, zbieranie złotych monet – był tutaj potencjał.

Zawartość oraz jakość wykonania Monopoly for Nintendo Switch nie tłumaczy zbójeckiej ceny.

Opisywana produkcja jest konwersją kilkuletniego Monopoly Play, obecnego już na konsolach poprzedniej generacji. Ubisoft nie widzi jednak problemu, aby żądać za grę 160 zł. To prawie dwa razy tyle, co na zakurzonych platformach stacjonarnych. Rozumiałbym taki stan rzeczy, gdyby aplikację wypchano ciekawą zawartością na wyłączność, a gra była dopracowana i doszlifowana w każdym detalu. Tak niestety nie jest.

Monopoly for Nintendo Switch cierpi na dwie poważne choroby. Pierwsza to ogólne tempo rozgrywki. Drugą jest odczuwalny spadek płynności w trybie telewizyjnym. Oba problemy wynikają z tak zwanych żywych plansz – animowanych lokacji, z których wyrasta masa trójwymiarowych elementów i ozdobników. Dzięki nim Monopoly jest o wiele atrakcyjniejsze dla najmłodszych odbiorców. Na tym zalety ruchomym lokacji się kończą.

Gra na żywych planszach jest bardzo ociężała. Spadki animacji są odczuwalne. Do tego kamera dosyć leniwie przelatuje się od jednego pionka do drugiego. Niby można to przyspieszyć, ale wtedy program potrzebuje dodatkowej sekundy lub dwóch, aby przemielić, co się wydarzyło i co zaraz musi się wydarzyć. Tak źle i tak niedobrze. Do tego animacja lubi gubić klatki. Teoretycznie w grze planszowej nie powinno mieć to znaczenia, ale frustruje tak czy inaczej.

Problemem jest również idiotyczna sztuczna inteligencja cyfrowych przeciwników.

Gigantyczną przewagą Monopoly for Nintendo Switch nad tekturową grą planszową jest to, że na konsoli można grać samemu. Wystarczy dobrać komputerowych rywali lub anonimowe osoby z Internetu. Niestety, tryb online jest jeszcze bardziej powolny. Po każdym rzucie kostką trzeba czekać kilka sekund, aż informacja o wartości rozejdzie się po innych użytkownikach. Wszystko działa z opóźnieniem, zbyt długo stoi w miejscu i działa na nerwy.

Myślałem, że wybawieniem będzie zabawa z botami. Nic bardziej mylnego. Ich inteligencja, nawet na średnim lub wysokim poziomie trudności, woła o pomstę do nieba. Cyfrowi rywale ochoczo pozbywają się nieruchomości. Nawet za sumy, które przekraczają wartość pola o zaledwie kilka lub kilkanaście dolarów. Do tego AI zdaje się nie brać pod uwagę ponadstandardowych celów zwycięstwa. Zadaniem jest zebranie 2000 dolarów? Rywal i tak będzie trwonił środki na najtańsze nieruchomości.

Sztuczna inteligencja nie ma żadnego pomysłu na swoją rozgrywkę. Jest jak obrażony kuzyn przy grze planszowej, który stracił większość majątku i naburmuszony jedynie rzuca kostką, nie odzywając się do nikogo. Celem AI nie jest ani zwycięstwo, ani nawet przetrwanie w kapitalistycznym świecie. Swoimi ruchami sztuczna inteligencja jak gdyby błagała: -dobijcie mnie. Niech to już się skończy.

Gra umiejętnie przenosi popularną planszówkę w cyfrowy świat, ale nie oferuje wiele więcej.

Jasne, w pociągu łatwiej wyciągnąć Switcha niż tekturową planszę, pionki, kostki, karty i banknoty. Mobilny walor jest nie do przecenienia. Jeżeli jednak chcemy pobawić się w domu, o wiele lepiej sięgnąć po tradycyjną, namacalną planszówkę. Jest przy niej więcej zabawy, ze względu na bezpośrednie interakcje wymuszone handlem i wymianą. Cyfrowy odpowiednik jest wolniejszy i nieco mniej personalny.

Największe zalety:

  • Udane przeniesienie gry planszowej w cyfrowy świat
  • Dodatkowe cele i tryby
  • Flirt z unikalnymi możliwościami Switcha
  • Niszczy miłości i przyjaźnie równie skutecznie co analogowa gra
  • Mobilność!

Największe wady:

  • Zbójecka cena
  • Powolna i ociężała rozgrywka
  • Spadki płynności w trybie telewizyjnym
  • Brak polskiego języka
  • Brak ciekawej zawartości na wyłączność
  • Wpadka z wersją premierową i aktualizacją
  • Gra planszowa jest bardziej personalna

Oczywiście Monopoly for Nintendo Switch w dalszym ciągu doskonale realizuje najważniejszą misję, jaka przyświeca Hasbro – gra niszczy przyjaźnie, związki i miłości. Trudno o lepszą aplikację do pokazania, jak wielkim jesteś bucem i jak bezwzględnie będziesz wysysać swoich bliskich z ostatniego grosza. Dobrze, że Joy-Cony nie mają ostrych krawędzi.

Dołącz do dyskusji

Advertisement