Kosmos za dolara, czyli jak zarobić na iluzji tanich lotów kosmicznych

Artykuł/Nauka 15.12.2017
Kosmos za dolara, czyli jak zarobić na iluzji tanich lotów kosmicznych

Kosmos za dolara, czyli jak zarobić na iluzji tanich lotów kosmicznych

Nasz redakcyjny kolega Karol potrafi podróżować, wydając tak mało pieniędzy, że przeciętnemu turyście nie starczyłoby na drukowany przewodnik i prowizję za wypłatę z bankomatu. A on z tego finansuje całą wyprawę i potrafi w tej cenie spać i jeść. I jeszcze wraca ze świetnymi zdjęciami.

Chwała mu za to, ja nie potrafię. Są jednak wyprawy, które po prostu muszą kosztować i gdy ktoś planuje je z budżetem, za który nie ma szans zrealizować swoich planów, jestem zaniepokojony.

Tak właśnie robi japońska firma Ispace, która sama określa się jako kosmiczny startup. Kto interesuje się kosmicznymi nowinkami, zapewne słyszał o niej w 2007, gdy była jednym z laureatów konkursu Google Xprize. Pamiętacie go jeszcze? Był to konkurs, który nagradzał firmy, które miały do 2012 roku wysłać na Księżyc własne pojazdy. Ispace zgłosiła się do niego i otrzymała 20 mln dol. Zgadnijcie, czy Ispace wysłała swój pojazd na Księżyc? A zgadnijcie, czy ktokolwiek z laureatów Xprize to zrobił?

No właśnie.

Teraz Ispace startuje po nowe pieniądze. Mająca siedzibę w Tokio firma otrzymała właśnie 10,2 mld jenów na swój własny program kosmiczny, związany również z lotem na Księżyc.

10,2 mld jenów brzmi świetnie. Niestety w przeliczeniu na dolary to zaledwie 90 mln amerykańskich zielonych. Tak, kwota, którą można porównać np. z gażą Toma Cruise’a za rolę w filmie Wojna światów. Choć słynny scjentolog zapewne wydał je również na kosmiczne cele, to wciąż za mało, by sfinansować nawet mini-program kosmiczny.

Każdy biznes musi mieć pomysł na źródło przychodu. Jaki ma Ispace?

Sprzedawanie przestrzeni reklamowej – początkowo na powierzchni swoich pojazdów, a następnie na powierzchni Księżyca. Zakładają oni, że firmy będzie chciały zapłacić za projekcję swoich logo na ustawionym na naszym naturalnym satelicie bilboardzie.

Fakt, długofalowe plany zakładają również poszukiwanie surowców, ale ich początkowy model zarabiania, w połączeniu z faktem, że głównym inwestorem została japońska telewizja, nie wróży nic dobrego. Reklamy w TV? Oklejanie rakiet reklamami? Przypomina wam to coś? Bo mi przypomina pomysł programu Mars One. Przypomnijmy – programu zakładającego wysyłanie na Marsa absolwentów stosunków międzynarodowych po 10-minutowej rozmowie na Skype.

Wchodzimy w nowy etap rozwoju badań kosmicznych.

Etap ten przypomina gorączkę złota w XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Każdy, kto ma w sobie żyłkę przedsiębiorczości, próbuje podczepić się pod trend prywatnych badań kosmicznych. Podobnie jak w Ameryce ponad sto lat temu, gdy niektórzy zakładali kopalnie, a inni objazdowe cyrki i obwoźną sprzedaż eliksiru wiecznego życia, tak i tutaj niektórzy mają lepszy i uczciwszy sposób na biznes, a inni po prostu liczą na szybki zarobek.

Szybki zarobek często polegający na przejedzeniu pieniędzy od inwestorów i pokazywaniu się przed kamerami, aż do następnej dotacji lub inwestycji.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement