W lutym Google Chrome zacznie blokować irytujące reklamy. To dobra i zła wiadomość

W lutym Google Chrome zacznie blokować irytujące reklamy. To dobra i zła wiadomość

W lutym Google Chrome zacznie blokować irytujące reklamy. To dobra i zła wiadomość

Już 15 lutego 2018 roku w przeglądarce Google Chrome zostanie wprowadzone narzędzie do blokowania reklam. Wydawcy dbający o użytkownika nie mają jednak się czego bać, ponieważ wytnie ono wyłącznie szczególnie irytujące kreacje. Przynajmniej na razie.

Google zapowiedział ten krok już w czerwcu bieżącego roku. Wówczas ogłoszono, że narzędzie wbudowane w najpopularniejszą przeglądarkę na świecie będzie blokować wyłącznie irytujące kreacje, które nie spełniają wymogów stawianych przez inicjatywę Coalition for Better Ads.

Co to oznacza?

Na stronach internetowych nie uświadczymy wyskakujących okien, komunikatów dźwiękowych oraz ogromnych kreacji utrudniających dostęp do treści. Należy jednak przyznać, że Google będzie podchodził do sprawy bardziej restrykcyjnie. Jeżeli przynajmniej jedna reklama na stronie nie będzie spełniać stawianych wymogów, to zostaną zablokowane wszystkie reklamy na stronie. Gigant z Mountain View pozwoli jednak wydawcom dostosować się do zmian.

Niebawem udostępnione zostanie narzędzie, które pozwoli sprawdzić, czy reklamy osadzone na stronie będą mogły być wyświetlane w Google Chrome. Dodatkowo, jeżeli nieodpowiednia kreacja pojawi się na stronie, wydawca dostanie czas na jej usunięcie lub dostosowanie do odpowiednich standardów estetyki, rodzaju, treści, rozmiaru (także tego mierzonego kilobajtami) oraz śledzenia aktywności użytkowników.

Działanie to z jednej strony jest dobre, z drugiej budzi wątpliwości.

Wprowadzenie go cieszy mnie jako użytkownika, ponieważ w sieci roi się od irytujących reklam, które nie powinny być wyświetlane. Teraz Google zadba o to, żeby tak się stało. Co więcej, powinien zrobić to bez szkody dla uczciwych wydawców, ponieważ do inicjatywy Coalition for Better Ads należy nie tylko on, ale wiele innych podmiotów, którym zależy na obecności reklam w sieci, na przykład The Washington Post.

Z drugiej strony nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że we wspomnianej organizacji pierwsze skrzypce gra właśnie Google. Firma, która ma w ofercie najpopularniejszy mobilny system operacyjny oraz najpopularniejszą przeglądarkę internetową na świecie. Firma, która zarabia krocie na reklamach i zależy jej na tym, bo jak największa część budżetów reklamowych przechodziła przez jej ręce.

Google może, ku uciesze użytkowników, z czasem zacząć przykręcać śrubę wydawcom i sprawić, że jedynymi reklamami spełniającymi standardy Coalition for Better Ads będą… te, na których Google zarabia. Obecnie brzmi to jak absurd, jednak wcale nie zdziwiłbym się, gdyby cała historia z blokowaniem reklam skończyła się właśnie tak. Gdyby gigant w ten sposób wprowadzał w Internecie swoją pełzającą dyktaturę.

Nie mam wątpliwości co do jednego.

Działania Google odniosą zauważalny skutek, a w Internecie zobaczymy znacznie mniej inwazyjnych reklam. Dzięki temu sieci stanie się lepszym miejscem, przynajmniej przez jakiś czas. Bo o tym, jakie będą długofalowe skutki kontrolowania globalnego rynku reklamy w Internecie przez jedną z najgroźniejszych korporacji na świecie, przekonamy się za jakiś czas.

Mam ogromną nadzieję, że jestem w błędzie, jednak obawiam się, że za jakiś czas możemy zobaczyć, jak umiera w Internecie wolność. A umrze w burzy oklasków, ponieważ Internauci nienawidzą reklam i nie rozumieją, że dzięki nim mają dostęp do bogactwa różnorodnych treści bez dodatkowych opłat.

Dołącz do dyskusji