Polska firma przenosi place budowy w XXI wiek. Pomaga jej Sebastian Kulczyk

Artykuł/Technologie 06.12.2017
Polska firma przenosi place budowy w XXI wiek. Pomaga jej Sebastian Kulczyk

Polska firma przenosi place budowy w XXI wiek. Pomaga jej Sebastian Kulczyk

Czy branża budowlana kojarzy się wam z najnowszą technologią użytkową? Wykorzystaniem smartfonów do kontroli pracowników czy systemów internetowych do zarządzania zleceniem? Ten obraz stara się zmienić polski startup Archdesk.

Archdesk ERP to oprogramowanie do zarządzania procesem produkcyjnym w firmach – nie tylko budowlanych, ale również w piekarniach czy u producentów okien.

Aby poznać jedną z funkcji systemu, wyobraźcie sobie plac budowy z setką pracowników. Trudno jest nad nimi wszystkimi zapanować i rozliczać np. z czasu spędzonego w pracy. Archdesk oferuje zaś możliwość zapisywania czasu rozpoczęcia i zakończenia pracy wraz z lokalizacją. Wystarczy, że pracownik z poziomu komórki wstuka swój PIN w systemie.

Tak wygląda Archesk.

System dodatkowo może wysyłać powiadomienia SMS do pracowników. Mogą one zawierać ustalania programu prac, a więc co jest do zrobienia, kiedy i gdzie.

Archdesk działa od 10 miesięcy, ale historia tworzenia jego protoplastów dla biznesu sięga 2011 roku. Współtwórcą firmy jest Michał Mojżesz – Polak, wychowany i mieszkający w Londynie. To właśnie tam Archdesk posiada wszystkich swoich 35 klientów. Od 6 lat Michał Mojżesz prowadzi swoją firmę informatyczną w Londynie. Wcześniej pracował jako główny inżynier dla Sony na Soho. Archdesk to dla niego nie pierwszy kontakt z rynkiem startupowym. Ma już na koncie kilka przedsięwzięć – jak sam mówi – mniej i bardziej udanych. W jednym z nich współpracował nawet z firmą telekomunikacyjną Telenor.

Zapraszam do przeczytania rozmowy z Michałem Mojżeszem – dowiecie się nie tylko, jak działa Archdesk, ale również jak przebiega współpraca z akceleratorem biznesu Sebastiana Kulczyka, inCredibles.

archdesk
Michal Mojzesz, CEO Archedesk

Karol Kopańko, Spider’s Web: Z​ ​czego​ ​wziął​ ​się​ ​pomysł​ ​na​ ​stworzenie​ ​Archdeska?​

Michał Mojżesz, Archdesk CEO: Pomysł powstał w 2011. Mój wspólnik, Andrzej, zadzwonił do mnie z pytaniem o stworzenie systemu, który pomoże mu w zarządzaniu jego firmą budowlaną w Londynie.

Dlaczego? Nie był zadowolony z rozwiązań, które były dostępne w tym czasie na rynku?

Dokładnie. Jego firma nie jest typowo budowlaną firmą, a bardziej podwykonawcą – zajmują się oni designem, produkcją oraz instalacją ekskluzywnych schodów, balustrad, balkonów itp. System, który dla niego stworzyłem, idealnie wpasował się w procesy produkcyjne i biznesowe.

Inne firmy usłyszały o oprogramowaniu i zechciały mieć coś podobnego?

Oprogramowanie cieszyło się dużą popularnością, jednak było ono przystosowane jedynie pod ten, konkretny proces. Drugim problemem było to, że firma Andrzeja się rozrosła, powstały dodatkowe departamenty metalu, szkła czy drewna i system już tak dobrze się nie sprawował. W 2015 roku razem postanowiliśmy stworzyć nowy system, w którym będziemy mogli modelować ten proces. Naszym benchmarkiem była płynna zmiana starego systemu na nowy (musiał on spełniać te same zadania co wcześniejsza wersja). We wrześniu 2016 roku ruszyliśmy z betą Archdesk w firmie Andrzeja oraz kilku innych.

Jakie firmy najczęściej decydują się teraz na skorzystanie z waszych usług?

Najczęściej firmy produkcyjne w branży budowlanej, np. producenci czy instalatorzy okien, komercyjnych podłóg czy ścian działowych. Mamy również piekarnie czy firmy zajmujące się działkami pod zabudowę od strony papierologii.

Celujemy w firmy, które mają powtarzalne procesy na każdym projekcie, bo system najlepiej sprawuje się w takim modelu. Zwykle proces u naszych klientów wygląda następująco: kontakt, wycena, depozyt, produkcja lub budowa i rozliczenie. Integrujemy wszystkie departamenty w biurze i na budowie czy hali produkcyjnej i zapewniamy skuteczny przepływ informacji.

Do tej pory rozmawialiśmy o Archdesku w kontekście podwykonawców. Czy to znaczy, że generalni wykonawcy z niego nie korzystają?

Mamy i takie firmy, jednak jest ich mniej, ze względu na to, że każdy projekt różni się od poprzedniego na poziomie zarządzania.

Archdesk w praktyce.

​Dlaczego​ ​zdecydowałeś​ ​się​ ​na​ ​rozwijanie​ ​startupu​ ​w Londynie,​ ​a​ ​nie​ ​w​ ​Polsce?

Trudniej byłoby mi się znaleźć na polskiej scenie startupowej niż brytyjskiej.

To oczywiście zrozumiałe, skoro dorastałeś w Londynie.

Cały czas się uczę, ale jestem też pod ogromnym wrażeniem. Ostatnie 10 miesięcy spędziłem głównie w Krakowie oraz Warszawie i choć polskiej sceny nie mogę jeszcze porównać do londyńskiej, to możliwości networkingowe, dostęp do kapitału i wiedzy eksperckiej są ogromne. Świetnie też radzi sobie tu nasz produkt, który cieszy się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza po wygranej w inCredibles.

Czy​ ​możesz​ ​już​ ​powiedzieć​ ​nieco​ ​o​ ​przebiegu​ ​programu akceleracyjnego​ ​inCredibles?

Struktura programu jest dokładnie taka, z jaką wiązałem nadzieje, samo wykonanie jeszcze lepsze. Cieszymy się, że jesteśmy częścią programu pilotażowego, ponieważ testujemy razem wszystkie opcje i nie ma tu utartych dróg. Podejście mentorów, w tym Sebastiana Kulczyka, jest bardzo bezpośrednie, indywidualne i wyluzowane. Zero niepotrzebnych komplikacji. Mamy dostęp do ogromnej wiedzy mentorów, ale przede wszystkim dostęp do kontaktów.

Czym to się objawia – możesz podać przykład?

Podczas jednego z naszych spotkań jeden z mentorów zaznaczył, aby wyjść z czymś konkretnym z tego spotkania. To coś konkretnego to introdukcje do kilku osób decyzyjnych w firmach, które są potencjalnymi klientami Archdesk – firmami wartymi miliardy dolarów. Nazw niestety nie mogę jeszcze ujawnić. Jest to poniekąd taki test, czy nasz produkt poradzi sobie z warunkami korporacyjnymi, ale dobrze pokazuje to skalę możliwości programu inCredibles

Zwykle kierunek rozwoju startupów jest inny. Zaczynają w Polsce, a później przenoszą się na rynek anglojęzyczny.

Cały czas koncentrujemy się na rynku anglojęzycznym. Choć mamy duże zainteresowanie w Polsce, to nie chcemy ruszać na jej podbój, mamy jeszcze ogromny rynek anglojęzyczny.

A nie jest też tak, że w Wielkiej Brytanii firmy mogą po prostu więcej zapłacić?

Zgadzam się, cena w Polsce może się wydawać zaporowa. Z racji, że jest to oprogramowanie typu B2B Enterprise, ceny naszego oprogramowania dla małych i średnich firm to kilka do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Oczywiście wartość biznesowa produktu jest zawsze większa, jednak w złotówkach trudniej jest to uzasadnić.

Samochód Archdesk.

To ile płacą wam aktualnie klienci?

W przedziale 300 – 2500 funtów miesięcznie. Co miesiąc pozyskujemy też coraz większych klientów. Z jednej strony nie chcę owijać w bawełnę, z drugiej ważne jest, by zaznaczyć, że jakiekolwiek cyfry tu podaję, są one już nieaktualne następnego dnia. Aktualnie rośniemy o 15% każdego miesiąca.

Jest to też powód, dla którego mentorzy programu inCredibles są nami zainteresowani – widzą ogromny potencjał. Aktualnie na terenie Londynu mamy około 35 klientów i mniej więcej drugie tyle w procesie pozyskania. Udaje nam się przeciętnie domknąć 3 do 6 klientów miesięcznie.

Jakie stawiacie sobie wobec tego cele na przyszłość?

Jeszcze przed programem inCredibles celowaliśmy w 1 mln funtów (4,8 mln zł) w stałym rocznym dochodzie z subskrypcji (Annual recurring revenue) przed końcem drugiego roku. Następnie 3 mln funtów, 6 mln funtów i 12 mln funtów.

I jak wam idzie? Cele chyba nie są szczególnie wygórowane.

Póki co jesteśmy na dobrej drodze. Co ciekawe, na jednym ze spotkań inCredibles, jeden mentor zapytał się mnie, dlaczego tak mało. Prawda – mało. Jednak chcemy do tego podejść bardzo trzeźwo i nie zakrztusić się masą klientów niezadowolonych chociażby z naszej obsługi, w końcu jest to produkt krytyczny dla dziennego działania tych wszystkich firm. Chcemy poprawnie zbudować fundamenty, a następnie skalować produkt globalnie. Program inCredibles na pewno nam w tym pomoże.

Dlaczego aż tak dużą wagę przykładacie do obsługi klienta?

Musimy poświęcić mu odpowiednią uwagę w procesie on-boardingu. Aktualnie ogranicza się to do dwóch spotkań. Na pierwszym spotkaniu u klienta w biurze lub on-line pokazujemy możliwości systemu oraz jak firma może dzięki niemu zyskać. Na tym etapie pojawia się tzw. „wow factor” i klient decyduje się na implementację.

Następnie wysyłamy formularz do klienta, z pytaniami dot. procesów biznesowych, pracowników itp. Na drugim spotkaniu pokazujemy system jeszcze raz, tym razem w wersji skonfigurowanej dla danej firmy, trenujemy odpowiednie osoby, robimy transfer danych, jeśli jest potrzebny. Zdarza się, że spędzamy z klientem więcej czasu lub wysyłamy business developera, aby pomóc zdefiniować i uporządkować procesy biznesowe i produkcyjne.

Przeczytaj też tekst o innym startupie w programie akceleracyjnym inCredibles, Radionet:

Dołącz do dyskusji

Advertisement