Mój kolega uważa, że reakcja Apple na aferę akumulatorową jest bezczelna. Ja uważam, że jest OK, ale spóźniona o rok

Felieton/Technologie 29.12.2017
Mój kolega uważa, że reakcja Apple na aferę akumulatorową jest bezczelna. Ja uważam, że jest OK, ale spóźniona o rok

Mój kolega uważa, że reakcja Apple na aferę akumulatorową jest bezczelna. Ja uważam, że jest OK, ale spóźniona o rok

Apple przeprosił klientów i obiecał naprawić błędy, które popełnił. Firma zachowała się bezczelnie, czy w porządku?

Dla przypomnienia, o co chodziło i co się działo w aferze akumulatorowej, przygotowałem oś czasu:

Co powiedział Apple?

Producent iPhone’ów już 20 grudnia przyznał się do tego, że spowalnia smartfony, w których są stare akumulatory. Ogniwa te nie były w stanie zagwarantować niezawodnej pracy, a rozwiązaniem, na które się zdecydowano, było obcięcie wydajności iPhone’ów. Dzięki temu klienci mogli dłużej korzystać ze smartfonów, które działały niezawodnie lecz odrobinę wolniej niż na początku.

Po tygodniu medialnej burzy Apple zabrał ponownie głos i wystosował wiadomość do klientów, w której wyjaśnia szczegóły związane z aferą akumulatorową.

Firma przeprosiła klientów i przyznała się do tego, że sposób, w jaki komunikowała funkcje zaszyte w aktualizacjach iOS, mógł spowodować nadszarpnięcie zaufania użytkowników.

Apple szczegółowo, ale też prostym językiem wyjaśnił, jak działają akumulatory w urządzeniach mobilnych, jak się starzeją i co ma wpływ na to, że z biegiem czasu ich kondycja słabnie. Firma wyjaśniła również, dlaczego od aktualizacji iOS 10.2.1 spowalniała iPhone’y ze starszymi ogniwami – chciano w ten sposób uniknąć niespodziewanego wyłączania się sprzętów.

Apple – jak zapewnia – kierował się przy tym chęcią, aby każdy klient mógł cieszyć się swoim iPhone’em tak długo, jak będzie to tylko możliwe. To postawa godna naśladowania – i mówię to bez najmniejszej ironii.

Firma przy okazji przypomniała, że jej produkty są znane z wytrzymałości oraz tego, że trzymają wartość dłużej niż konkurencja. To niezaprzeczalny fakt, z którym nie można polemizować. Wystarczy sprawdzić, w jakich cenach użytkownicy sprzedają stare Macbooki i iPhone’y, a później poszukać z tego samego rocznika topowych komputerów z Windowsem lub smartfonów z Androidem. Różnica w stracie wartości jest kolosalna.

Na koniec swojej wiadomości skierowanej do klientów Apple zapowiedział obniżkę cen akumulatorów do iPhone’ów 6 (i nowszych) z 79 dol. na 29 dol. oraz obiecał, że na początku przyszłego roku do systemu iOS trafi funkcja, która w czytelny sposób będzie informowała o stanie akumulatora w danym urządzeniu.

Co uważa mój kolega?

Mój redakcyjny kolega – który nie dał mi autoryzacji na cytowanie – uważa, że „reakcja Apple jest bezczelna”, ponieważ firma „przyznaje, że dała ciała, ale nie dlatego, że spowalnia telefony, ale dlatego, że źle to rozegrała biznesowo. A telefony dalej będzie spowalniać i nie da użytkownikom możliwości wyłączenia odpowiedzialnej za to funkcji” – nie jest to dosłowny cytat, ponieważ musiałem z jego wypowiedzi usunąć liczne wulgaryzmy, ale zapewniam, że sens został zachowany.

Co uważam ja?

Uważam, że Apple zrobił wszystko, co mógł w tej sprawie.

Po pierwsze firma zdiagnozowała problem wyłączających się iPhone’ów i rozwiązała go. Dzięki temu użytkownicy mogą dłużej cieszyć się swoimi smartfonami i ich niezawodnością. Według wielu badań i analiz to właśnie zużyty akumulator telefonu jest jednym z najczęstszych powodów, przez które klienci wymieniają swoje urządzenia na nowe. Można więc z wielką dozą prawdopodobieństwa założyć, że zmiany w iOS-ie, które zapobiegły wyłączaniu się smartfonów ze starszymi ogniwami, przyczyniły się do tego, że powstało mniej elektrośmieci. To ważne. Tym bardziej dlatego, że Apple podjął taką decyzję, mimo tego, że przez nią mniej zarobił. Wiemy doskonale, że użytkownicy iPhone’ów są bardzo lojalni i często wymieniają starego iPhone’a na nowego iPhone’a. Także decyzja Apple’a była szkodliwa dla Apple’a i dobra dla ochrony środowiska. Oby więcej firm działało w ten sposób.

Po drugie Apple przeprosił za nieodpowiednią komunikację i obiecał poprawę. Do iOS-a za pomocą aktualizacji oprogramowania trafi funckja, która będzie pozwalała użytkownikom na zapoznanie się z informacjami o kondycji akumulatora w iPhonie oraz w czytelny sposób poinformuje, czy zużycie ogniwa ma wpływ na zmniejszenie wydajności urządzenia.

Po trzecie Apple obniżył cenę akumulatorów grubo ponad o połowę – z 79 dol. na 29 dol. Nowe ceny ogniw w Polsce jeszcze nie są znane, ale dzisiaj wymiana akumulatora w iPhonie (niezależnie od modelu) w autoryzowanym serwisie Apple kosztuje ok. 350 zł, więc jeśli obniżka będzie analogiczna, to nowa cena będzie wynosiła ok. 130 zł.

Ale…

Apple przeprosił, obiecał poprawę, obniżył cenę, wyjaśnił szczegóły i w zasadzie ugasił wszystkie pożary. Zabrakło jednak jednego – gry w otwarte karty. Od samego początku.

Zmiany w iOS, które odpowiadają za spowalnianie starych iPhone’ów, wprowadzono w styczniu 2017 roku. Afera wybuchła po 11 miesiącach. I wybuchła tylko dlatego, że Apple nie miał odwagi i/lub chęci, aby powiedzieć swoim klientom całą prawdę. Gdyby firma już w styczniu powiedziała i zrobiła to, co teraz, afery by nie było.

I właśnie ta decyzja pozostawia największy niesmak i sprawia, że Apple może mieć cholerne problemy w sądach.

We Francji działania producenta iPhone’ów mogą okazać się nielegalne, natomiast w Izraelu w pozwie zbiorowym klienci zarzucają Apple złamanie zasad wzajemnego zaufania, więc fakt, że Apple swoje działania zatajał przez niemal rok, może w znaczący sposób utrudnić firmie wybrnięcie ze sporu.

Dołącz do dyskusji