Boisz się zmiany systemu operacyjnego? Przesiadka boli tylko przez kilka dni

Felieton/Sprzęt 25.11.2017
Boisz się zmiany systemu operacyjnego? Przesiadka boli tylko przez kilka dni

Boisz się zmiany systemu operacyjnego? Przesiadka boli tylko przez kilka dni

Czy da się zmienić nawyki w ciągu dwóch, może trzech tygodni? Wydaje się to trudne, zwłaszcza, gdy daje o sobie znać pamięć mięśniowa.

Nie, to nie będzie kolejny tekst o przesiadce z Windowsa na macOS. To znaczy będzie, ale w wymiarze innym, niż typowy tego typu felieton. Nie mam zamiaru więc wychwalać pod niebiosa jednego systemu kosztem drugiego. Skupić się wolę na tym, że taka migracja wymusza zmianę wielu nawyków. A przecież przyzwyczajenie jest drugą naturą.

Zmiana pierwsza: żegnaj myszko.

Z MacBooka Pro korzystam zarówno jako laptopa, jak i podpinam go do zewnętrznego monitora. Początkowo twardo obstawałem przy założeniu, że nadal będę korzystał z myszy Microsoft Sculpt Ergonomic, którą bardzo polubiłem. Tak, trudno nawet wyobrazić sobie tę herezję, a co mówić zobaczyć mysz firmy z Redmond sparowaną ze sprzętem Apple. Spróbowałem, mimo groźby anatemy, ale szybko się rozmyśliłem. Obsługa zwykłej myszy, nawet tak dobrej, jak urządzenie Microsoftu, pozbawiła mnie tego, co w macOS najlepsze, gestów. Sprawiła, że obsługa systemu stała się, wybaczcie, zwyczajna.

Z drugiej strony, podczas korzystania z Maka jako laptopa, bardzo zaprzyjaźniłem się z gładzikiem. Gesty w systemie Apple są kapitalne. Najczęściej korzystam chyba z szybkiego przełączenia między aplikacjami, wykonywanego czterema palcami. Niewiele rzadziej używam gestu wstecz na stronach internetowych. Oczywiście dochodzi do tego zmniejszanie za pomocą “uszczypnięcia”, a także powiększanie, obracanie czy wywoływanie Centrum powiadomień. Jest tego sporo. Do dziś nie zapamiętałem wszystkich możliwości.

Dość powiedzieć, że po kilku dniach korzystania z gładzika w MacBooku zacząłem zastanawiać się nad zakupem Magic Trackpada do używania go, gdy komputer sprzęgnięty jest z zewnętrznym monitorem. Tak też zrobiłem i nie żałuję, choć wcześniej nie wyobrażałem sobie życia bez myszy.

Rzecz jasna takie rozwiązanie ma swoje wady. Szczególnie, gdy spędzamy sporo czasu na obróbce zdjęć czy wideo. Wówczas dobra mysz jest niezastąpiona.

Zmiana druga: klawiatura Apple.

Konieczność zmiany nawyków podczas obsługi klawiatury wymagała najwięcej czasu i cierpliwości. Pierwsze dni były koszmarem. Odruchowo szukałem prawego klawisza Alt zamiast znajdującego się dalej przycisku Option. Gdy chciałem więc uzyskać literę “ą” zaznaczałem cały tekst (Cmd+A). Wpisanie kolejnej litery, co działo się prawie automatycznie, powodowało skasowanie tego, co do tej pory napisałem. Na szczęście zawsze działał skrót Command+Z (odpowiednik Ctrl+Z), ale takie sytuacje było wyjątkowo częste i wyjątkowo irytujące.

Oczywiście mogłem pójść na skróty. Przemapować klawisze, słowem – zminimalizować nieprzyjemności, ale założyłem, że zmiana powinna być pełna i bez kompromisów. Dziś tego nie żałuję. Już po trzech, czterech dniach przestałem szukać odruchowo prawego Alta i zacząłem bez problemu trafiać w prawy klawisz Option.

Na klawiaturze piszę bezwzrokowo i bardzo szybko. Lata praktyki. Przedtem korzystałem z klawiatury mechanicznej, dlatego zamienienie jej na taką z bardzo niskim skokiem klawiszy, było również trudne i na początku piekielnie niewygodnie. Zaletą przejścia na Magic Keyboard 2, było zaś znacznie szybsze pisanie. Teraz wprowadzam co najmniej kilkanaście znaków na minutę więcej niż poprzednio, choć brakuje mi tego miłego uczucia interakcji klawiszy z palcami, które zapewnia klawiatura mechaniczna.

Zmiana trzecia: macOS to nie Windows.

Windows 10 to bardzo dobry system. Jak już jednak pisałem wcześniej, przez lata korzystania z rozwiązań Microsoftu z różnych powodów miałem go dosyć i już dość dawno zaplanowałem zmianę. Gdy nadarzyła się okazja, skorzystałem z niej po prostu.

Pierwsze kroki nie były łatwe. No bo gdzie podział się choćby nieszczęsny deinstalator aplikacji? Niczym kamikadze postanowiłem korzystać z przeglądarki Safari. Nie, nie jest to przejaw masochizmu. Używam jej w iPhonie i iPadzie, świetnie synchronizuje się między urządzeniami Apple. Do Chrome’a w iOS nigdy się nie przekonałem. Za to była to moja główna przeglądarka na pececie. Na macOS kultura pracy Safari jest znacznie wyższa, dlatego spróbowałem i zostałem. Było mi o tyle łatwo, że praktycznie nie korzystam z rozszerzeń.

Kolejna różnica? macOS wymusił na mnie porządek. Nie wiem, jak to zrobił, ale o ile z systemowego pulpitu wylewały się wręcz pliki i skróty do aplikacji, tak Biurko w na komputerze Apple mam czyściutkie. No bo od czego jest systemowy Finder?

macOS

Jednym z pierwszych zakupów w App Store był iA Writer. Dziś zapomniałem o Wordzie. Do otwierania plików .docx używam preinstalowanego na macOS programu Pages. iA Writer stał się zaś podstawowym narzędziem wprowadzania i formatowania tekstu. Wzorowo też synchronizuje się przez iCloud z urządzeniam z iOS. Kombinacja klawiszy Cmd+A i Cmd+Shift+C wystarczy, by skopiować HTML i następnie wkleić do WordPressa z gotowym formatowaniem. Pisanie tekstów na Spider’s Web nigdy nie było równie wygodne.

Nie taki diabeł straszny.

Zmiana systemu i sprzętu wymaga walki z wieloma nawykami. Zwłaszcza, gdy przez wiele lat korzystało się z jednego rozwiązania i zmienia się go na inny. Przesiadka nie jest oczywiście jakąś wielką rewolucją, bo co do zasady użytkownik Windowsa powinien poradzić sobie samodzielnie na macOS i odwrotnie. Interfejsy graficzne są przecież bardzo podobne.

W początkowej fazie dają o sobie znać odruchy, wspomniana już pamięć mięśniowa, sprawiająca, że palce szukają innego klawisza niż potrzebny w nowym systemie. Po zaledwie kilku dniach zaczynamy przyzwyczajać się do nowych rozwiązań. Po tygodniu zapominamy o problemach, a po miesiącu nie zamienilibyśmy systemu na żaden inny. To dobra wiadomość, bo przecież nie jest wykluczone, że za jakiś czas zapragnę powrotu. Sprzęt, to tylko sprzęt. Choć podobno: once you go Mac, you’ll never go back.

Dołącz do dyskusji

Advertisement