Twórca Wikipedii próbuje ratować dziennikarstwo. WikiTribune to projekt skazany na porażkę

Felieton/Media 28.11.2017
Twórca Wikipedii próbuje ratować dziennikarstwo. WikiTribune to projekt skazany na porażkę

Twórca Wikipedii próbuje ratować dziennikarstwo. WikiTribune to projekt skazany na porażkę

Współzałożyciel Wikipedii, Jimmy Wales, postanowił ratować dziennikarstwo. W ten sposób powstał projekt WikiTribune.

Jimmy Wales znany jest przede wszystkim jako twórca Wikimedia Foundation. To organizacja non-profit utrzymująca Wikipedię. Pod koniec października Wales ogłosił uruchomienie zapowiadanego wcześniej projektu WikiTribune. We wpisie inaugurującym przedsiębiorca podkreślił, że ma być on przejawem nowego podejścia do dziennikarstwa, w którym “społeczność jest w centrum”. Problem w tym, że takie zapowiedzi słyszeliśmy wielokrotnie i z wielu stron.

Już na początku czytamy, że WikiTribune ma być “całkowicie nowym rodzajem serwisu”, w którym członkowie społeczności traktowani są na równi z zespołem tworzącym stronę. Drogą do kształtowania polityki medium mają być dyskusje i debaty prowadzone przez społeczność.

Wales zdefiniował kilka celów dla WikiTribune.

Po pierwsze ma to być “globalna, wielojęzyczna, wysokojakościowa i neutralna usługa informacyjna”. Współzałożyciel Wikipedii podkreśla, że nie chce, by serwis był pierwszy, ale by miał rację. Dalej czytamy o uczciwości i obiektywizmie.

Na tym zapowiedzi się kończą. Wiadomo tylko, że społeczność będzie budowana powoli na podstawie zgłoszeń użytkowników. Serwis został zbudowany na platformie WordPress, ale docelowo ma działać w oparciu o własne oprogramowanie. Wynikać to ma według Walesa z “poważnych różnic filozoficznych” między WordPressem i Wiki.

WikiTribune to projekt skazany na porażkę.

Jest to dość stanowcza opinia, ale w praktyce Wales nie proponuje niczego nowego. Po pierwsze, zdaje się zapominać o serwisach dziennikarstwa obywatelskiego, które jeszcze kilka lat temu były typowane jako miejsca mające być poważną alternatywą dla profesjonalnych mediów. Ich atutem miał być fakt, że praktycznie każdy internauta jest w stanie zrelacjonować wydarzenie czy przekazać newsa. Zachłystywano się niezależnością dziennikarzy obywatelskich wobec układów politycznych i biznesowych.

Rzeczywistość szybko zweryfikowała te zapowiedzi. Tylko w naszym kraju działały dwa duże serwisy dziennikarstwa obywatelskiego – Wiadomości24 i Interia360. Ten drugi zawiesił działalność jakiś czas temu. Pierwszy, w którym nota bene miałem okazję pracować, nie pozwala już dodawać nowych wpisów i komentarzy. Na stronie głównej wita nas informacja o przeprowadzce.

Dlaczego dziennikarstwo obywatelskie się nie udało?

Najprostszą odpowiedzią na to pytanie są media społecznościowe: Facebook czy Twitter. To one wpłynęły na znaczny spadek zainteresowania dziennikarstwem obywatelskim. Stały się platformą wyrażania myśli i dzielenia się wydarzeniami z życia. W dobie Facebooka nie potrzeba już pośrednika w postaci serwisów DO i moderatora, który miałby zatwierdzić treści.

Po drugie, wbrew nadziejom na niezależność, okazało się, że tego typu witryny skazane są na dominację przez użytkowników reprezentujących skrajne postawy. To oni najchętniej zasypują serwisy własnymi treściami. Wystarczy wejść na stronę Blastingnews, by dostrzec wyraźny przechył w jedną stronę.

Po trzecie, serwisy dziennikarstwa obywatelskiego były łakomym kąskiem dla twórców fake newsów zanim te rozpleniły się na Facebooku. Dobrze wiedzą o tym moderatorzy treści, którzy każdego dnia natrafiali na materiały niepotwierdzone, jednostronne, będące przejawem prywatnych wojen i nie mające nic wspólnego z niezależnością i rzetelnością. Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze, ale z czasem proporcje zdawały się zmieniać na niekorzyść.

Po czwarte wreszcie, zachęta do tworzenia treści i pełnienia roli dziennikarza była na tyle mocna, że trafiała również do osób, których umiejętności pisania można uznać – łagodnie rzecz ujmując – za niewystarczające.

Idealizm twórcy Wikipedii nie odwróci trendów w mediach.

WikiTribune nie będzie serwisem dziennikarstwa obywatelskiego w sensie opisanym powyżej, ale opierać się ma w gruncie rzeczy na podobnych założeniach. Problem w tym, że idealizm twórcy nie odwróci trendów i nie zmieni standardów. Każdy, kto pracował choć chwilę w mediach, uśmiechnął się półgębkiem czytając powyżej zapewnienie Walesa, że jego serwis nie stawia sobie za cel bycia pierwszym.

W dobie błyskawicznego przepływu informacji takie stawianie sprawy świadczyć może wyłącznie o niezrozumieniu czasów, w których żyjemy. Szybkość to kryterium elementarne. Dziś nikt nie czeka na główne wydanie Wiadomości czy poranną gazetę, by dowiedzieć się, co się dzieje w świecie. Mamy dostęp do mediów z całego świata i bardzo szybko jesteśmy w stanie dotrzeć do informacji. Jeżeli WikiTribune nie będzie w stanie konkurować w tym względzie z innymi mediami, nie pomogą szumne zapewnienia o dążeniu do prawdy i rzetelności.

Nie wierzę w sukces WikiTribune z kilku powodów. Najważniejszy z nich można by nazwać brakiem złudzeń, co do motywacji twórców treści w sieci. Użytkownik Internetu nie odznacza się większym hartem moralnym niż dziennikarz zatrudniony przez redakcję. Nie jest też gwarantem obiektywizmu i niezależności. Wręcz przeciwnie, choćby ze względu na szczątkową znajomość mechanizmów przepływu informacji, może być znacznie bardziej podatnym na manipulację i spełniać rolę tzw. pożytecznego idioty.

Poza tym warto pamiętać, że “nie istnieją czyste fakty, ale tzw. interpretofakty”. Podtrzymuję to, co napisałem już kiedyś, że zawsze będziemy otrzymywać wiadomości przetworzone, wyrwane z kontekstu, wybiórcze. Wynika to przede wszystkim z naszych możliwości poznawczych.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji