Moja pierwsza klawiatura z mechanicznymi przełącznikami QX2. SteelSeries Apex M750 – recenzja

Recenzja/Gry 21.11.2017
Moja pierwsza klawiatura z mechanicznymi przełącznikami QX2. SteelSeries Apex M750 – recenzja

Moja pierwsza klawiatura z mechanicznymi przełącznikami QX2. SteelSeries Apex M750 – recenzja

Jak mechaniczne przełączniki, to tylko Cherry MX, prawda? Ano nieprawda. Alternatywne rozwiązanie w postaci przełączników QX2 znajduje się w nowej klawiaturze SteelSeries Apex M750, którą testowałem przez kilka ostatnich tygodni.

Nie jestem zwolennikiem autorskich, skracających skok przełączników, którymi próbowano wyeliminować wisienki Cherry. Może czas reakcji był szybszy, może informacja szybciej wychodziła z klawiatury do komputera, ale to po prostu nie było to. Prawdziwe mechaniki muszą mieć spad. Trzeba czuć, jak palec zapada się wewnątrz mechanizmu. Dlatego od dłuższego czasu zacierałem ręce na rozwiązanie QX2 od Gaterona, opisywane jako „Cherry, tylko, że lepsze”. Nareszcie mogłem je przetestować.

Pierwszą klawiaturą z przełącznikami QX2 reklamowaną na polskim rynku jest SteelSeries Apex M750.

To pełnowymiarowa klawiatura mechaniczna z blokiem numerycznym o klasycznym układzie US-Int. Najnowszy model Stalowych jest niezwykle spójną oraz zwartą bryłą. Podczas jej podnoszenia i potrząsania nie znalazłem ani jednego luźnego elementu. Powierzchnia obudowy została maksymalnie wykorzystana i odpowiednio przycięta. Tutaj nie ma centymetra zbędnej przestrzeni. Są za to bardzo przyjemne dodatki, które nadają urządzeniu odpowiedniego szyku.

Najbardziej spodobało mi się metalowe wykończenie górnej pokrywy. Kiedy skóra dłoni od czasu do czasu dotknie aluminium, towarzyszy temu niezwykle przyjemny efekt chłodzący. Kapitana sprawa, zwłaszcza podczas dłuższych maratonów z grami oraz edytorami tekstowymi. W pełni plastikowa jest tylko podstawa, która ściśle przylega do podłoża. Pomimo naporu na urządzenie moimi wielkimi paluchami, klawiatura nie zadrżała nawet na moment. Jej stabilizacja to absolutne 10 na 10.

Podoba mi się również stalowe wykończenie po bokach, a także silne wyeksponowanie mechanicznych przełączników. Zamiast zakrywać i chować szyjki klawiszy, producent z dumą je pokazuje. Bardzo, bardzo podoba mi się takie podejście do designu, przez co kilka miesięcy temu zakochałem się w klawiaturach firmy Corsair.

Niestety, SteelSeries Apex M750 nie jest modelem przesadnie wszechstronnym.

Urządzeniu brakuje gniazd USB, do których moglibyśmy podłączyć myszkę lub zestaw słuchawkowy. Rozumiem, że projektanci ze SteelSeries nie chcieli powiększać rozmiarów klawiatury, ale jestem przekonany, że gdyby się postarać, to na prawym boku na pewno znalazłoby się trochę miejsca na chociaż jedno połączenie. Ci, którzy nie wyobrażają sobie klawiatury bez gniazd USB, koniecznie powinni sprawdzić model M800.

Mam również mieszane uczucia co do nóżek. Te są w pełni gumowe oraz wymienne. Z jednej strony, zastosowanie tego tworzywa sprawia, że klawiatura jest niesamowicie stabilna oraz odporna na nacisk. Pod tym względem nowy Steel naprawdę nie ma sobie równych. Z drugiej, uwielbiam bogate możliwości regulacji wysokości oraz kąta nachylenia względem użytkownika. Apex M750 niestety mi ich nie daje. Na szczęście sprawę raduje świetny profil urządzenia, z systematycznie rosnącą wysokością położenia górnych klawiszy.

Dyskusyjne jest również oświetlenie LED RGB. Nie każdy lubi, gdy jego klawiatura świeci się mocniej niż bożonarodzeniowa choinka. Oczywiście podświetlenie można wyłączyć, co nie stanowi żadnego problemu. Szkoda to jednak robić, bo system LED-ów działa wzorowo. Każdy klawisz ma własne źródło światła, co zapewnia niesamowite możliwości edycji. Muzyczny equalizer, wyświetlacz grafik, informator o danych z gry – możliwości wychodzą daleko poza proste i bezużyteczne migotanie. SteelSeries po raz kolejny podkreśla, że jeżeli chodzi o kolorowe fajerwerki, to nie ma sobie równych.

Dziwi za to brak  dedykowanych klawiszy pod makra.

W przeciwieństwie do wielu innych urządzeń tego producenta, klawiatura Apex M750 nie posiada dodatkowych przycisków stworzonych tylko i wyłącznie pod zapis ulubionych kombinacji oraz sekwencji klawiszy. Fani sieciowych strzelanin raczej nie będą płakać z tego powodu, ale już weterani gier MMORPG mogą kręcić nosem. Zapisywanie i aktywacja makr nie jest decydującym elementem w klawiaturze, ale nie znam nikogo, kto narzekały na wbudowany procesor z pamięcią sekwencji oraz dodatkową kolumnę przycisków.

Klawiatura oferuje za to możliwość wciśnięcia dowolnej liczby konfigurowalnych klawiszy bez blokady sygnału, a także 100-procentowy anti-ghosting (te dwie rzeczy to nie to samo!). Czyli mamy raj dla osób o grubych palcach, a także weteranów sieciowych strzelanin. Nie musimy się bać, że mając wciśnięte i przytrzymane trzy lub cztery klawisze, ten piąty zamieni się w ducha. Anti-ghosting Steela nie jest udawany i sprawdza się w każdych warunkach, bez wyraźnego limitu maksymalnie wciśniętych klawiszy.

Najwyższy czas przejść do przełączników QX2. Te są… zaraz, to nie są Cherry MX?

Początkowo sądziłem, że dostałem do testów złą wersję klawiatury. Mechaniczne przełączniki QX2 zachowują się dokładnie tak samo jak Cherry MX Red uwielbiane przez miłośników sieciowych strzelanin. Ta sama niezbędna siła nacisku (45g), ta sama głębokość (4mm), ten sam punkt aktywacji (2mm). Na pierwszy rzut oka nie da się rozróżnić obu przełączników. Dopiero stawiając obok siebie dwie klawiatury można poczuć i usłyszeć minimalne różnice.

Te są jednak naprawdę niewielkie. QX2 leżą, brzmią i wypychają dokładnie tak samo jak czerwone wisienki. Mają NIECO lżejszy opad, ale za to NIECO silniejsze sprężenie zwrotne przy wypychaniu ku górze. Takie rozwiązanie sprawia, że QX2 mogą się wydawać minimalnie lepsze podczas długiej pracy na edytorach tekstowych, ale naprawdę nie muszą. Już większa tutaj zasługa przyjemnie chłodzącej, aluminiowej obudowy.

Co to oznacza, że QX2 sprawuje się niczym Cherry MX Red? Ano to, że mamy do czynienia z cholernie dobrą klawiaturą dla każdego gracza katującego sieciowe strzelaniny.  Lekkość, krótki czas reakcji, błyskawiczna obsługa wielu klawiszy – taki sprzęt jak ulał pasuje do Overwatcha, CS:GO, Battlefielda czy Call of Duty.

Mimo wysokiej jakości przełączników jestem nieco rozczarowany. Nie wiem, czego spodziewałem się po QX2, ale chyba nie tego, że mechaniczne przełączniki będą działały aż tak podobnie do czerwonych wisienek.To oczywiście bardzo dobrze świadczy o klawiaturze i wyborze architektów ze SteelSeries, ale chyba nastawiłem się na większe trzęsienie ziemi. Zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę tego urządzenia.

No właśnie – cena. Usiądźcie wygodnie i weźcie głęboki oddech.

SteelSeries Apex M750 kosztuje około 700 zł. To bardzo, bardzo dużo. Oczywiście mówimy o klawiaturze na lata, w której przełączniki mają działać po 50 mln kliknięć. Z drugiej strony, ciężko tłumaczyć tę cenę, biorąc pod uwagę ograniczoną wszechstronność recenzowanego modelu. Nowy Apex posiada komponenty z najwyższej półki, a klawiatura od razu krzyczy, że jest premium. Co mi jednak z przyjemnego komfortu posiadania tak świetnie wyprofilowanego sprzętu, jak w ogniu bitwy nie mogę nawet podłączyć do niego zestawu słuchawkowego po USB.

M750 jest typowym urządzeniem dla świadomych odbiorców, którzy wiedzą, czego chcą. Klawiatura jest naprawdę świetna i nie mogę się z nią rozstać. Pewnie będzie świecić na moim biurku przez kolejne tygodnie, jak nie miesiące. Jeżeli jednak przeciętny gracz poprosiłby mnie o zarekomendowanie tego produktu, miałbym wewnętrzne opory. SteelSeries Apex M750 to cacko, które cholernie dobrze mieć, ale które jest adresowane do ścisłej czołówki sieciowych weteranów. Oni i głównie oni będą w stanie docenić jak przemyślana, spójna i solidna jest to konstrukcja.

Dołącz do dyskusji

Advertisement