Miały być tysiące ładowarek, będą setki. Gigantom moto chyba nie zależy na autach elektrycznych

Artykuł/Motoryzacja 03.11.2017
Miały być tysiące ładowarek, będą setki. Gigantom moto chyba nie zależy na autach elektrycznych

Miały być tysiące ładowarek, będą setki. Gigantom moto chyba nie zależy na autach elektrycznych

Jak powiedzieli, tak zrobili. Grupa BMW, Daimler, Ford oraz Grupa Volkswagena z Porsche i Audi łączą siły, by w Europie ziściło się marzenie o elektrycznych samochodach. A przynajmniej tak twierdzą. Poznajcie projekt IONITY.

Grupa zapowiedziała wspólną inicjatywę niemal dokładnie rok temu, a dziś poznaliśmy jej plany w nieco bardziej szczegółowym ujęciu. Jedne z największych koncernów motoryzacyjnych na świecie wspólnie postawią w Europie sieć szybkich ładowarek, aby zapewnić niezbędną infrastrukturę dla samochodów elektrycznych.

Do 2020 roku na Starym Kontynencie staną ufundowane przez projekt stacje ładowania o mocy 350 kW, które pozwolą naładować przeciętny samochód elektryczny od 0 do 80% w pół godziny. Ładowarki wykorzystywać będą standard CCS (Combined Charging System), co oznacza, że będą mogli z nich korzystać posiadacze różnych marek i modeli.

Brzmi pięknie, ale…

Chociaż założenia projektu IONITY brzmią bardzo górnolotnie, już na początku trzeba wylać kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. Zamiast zapowiadanych rok temu tysięcy stacji szybkiego ładowania, wyjściowo IONITY wybuduje ich raptem… 400.

Do końca 2017 roku przy głównych drogach Austrii, Niemiec i Norwegii stanie 20 ładowarek IONITY. W 2018 ma być ich już około 100 w całej Europie, zaś do 2020 ma ich stanąć 400. To oczywiście pierwsza faza projektu, a w przyszłości ładowarek prawdopodobnie powstanie znacznie więcej, ale trzeba powiedzieć wprost, że te liczby rozczarowują. W Europie znajduje się obecnie łącznie 27 tys. ładowarek. Nieco lepiej liczby przedstawiane przez IONITY wyglądają na tle dostępnych stacji szybkiego ładowania, których jest ledwie nieco ponad tysiąc, ale to nadal kropla w morzu potrzeb.

Czym jest 400 ładowarek na całą Europę? Póki co projekt IONITY wygląda bardziej na zgrabną zagrywkę PR-ową, niż zmianę zasad gry dla samochodów elektrycznych. W tym wrażeniu utwierdza strona projektu, na której nie znajdziemy chociażby mapki czy szczegółowych informacji dot. wdrożenia ładowarek, a najwyżej… zdjęcie uśmiechniętych prezesów.

Dla porównania, polska firma Greenway tylko nad Wisłą postawi 200 stacji ładowania do końca 2020 roku.

IONITY to na razie obietnica.

Nie zrozummy się źle. Każda inicjatywa mająca na celu przyspieszenie rozrostu infrastruktury dla aut elektrycznych jest dobra i potrzebna. Bez wyjątku. Dziwi jednak fakt, że główni zainteresowani przyczyniają się do tego rozrostu w tak niewielkim stopniu.

Spójrzmy na działania Tesli – firma Elona Muska doskonale wie, że jej samochody nie będą się sprzedawać, jeśli klienci nie będą mieli gdzie ładować samochodów. Dlatego na całym świecie stoi już ponad 7 tys. superchargerów, a w niedalekiej przyszłości ma ich stanąć drugie tyle. To wysiłek jednej, w dodatku relatywnie niewielkiej firmy.

Tymczasem potężne konsorcjum złożone z ogromnych grup motoryzacyjnych, mające w swojej ofercie wiele aut z napędem elektrycznym, w ciągu trzech lat planuje postawić raptem 400 stacji ładowania.

Nie chcę wyjść na malkontenta, ale mam nieodparte wrażenie, że na mowie-trawie kończą się szumne zapowiedzi pełnych elektryfikacji oferty i wsparcia dla rozwoju aut bezspalinowych.

W porównaniu z Teslą, przedstawiciele motoryzacyjnej starej gwardii nie sprawiają wrażenia, jakby im faktycznie zależało na szybkim zastąpieniu aut z silnikiem spalinowym autami elektrycznymi.

Dołącz do dyskusji

Advertisement