Nintendo Switch sprawdzi się jeśli lubisz byle gdzie, byle jak i nie stosujesz w kuchni beszamelu

Felieton/Gry 04.11.2017
Nintendo Switch sprawdzi się jeśli lubisz byle gdzie, byle jak i nie stosujesz w kuchni beszamelu

Nintendo Switch sprawdzi się jeśli lubisz byle gdzie, byle jak i nie stosujesz w kuchni beszamelu

Czasem jakiś celebryta powie w telewizji „ja to już jestem w tym wieku, że poniżej 40-letniej whiskey nie schodzę”. Magda Gessler dowodzi, że czasem głoduje trzy dni, jeśli akurat nie ma pod ręką jakiejś beszamelowej chmurki marcepanu w kurkach, a dookoła jedynie same mizerne kebaby. Strasznie mnie wkurza takie gadanie, ale dziś schodzę do tego samego poziomu. Otóż jestem graczem w tym wieku i z takim stażem, że handheldy nie są już na moje nerwy i dodam jeszcze tylko, że Nintendo Switch jest przede wszystkim jednak handheldem. 

Nintendo Switch to pierwszy gadżet od dawna, który ma generalnie „fanów” (a nie znudzonych życiem profesjonalistów, którzy wszystko już widzieli) w naszej redakcji. Chłopaki się tym sprzętem jarają, bawią się nim, konsolka wzbudza w nich wielkie emocje. Poniekąd się temu zjawisku nie dziwię. Switch to naprawdę coś nowego, to jest świeże, a ta najnowsza Zelda – słodki Jezu – naprawdę sprzedaje to urządzenie.

Pograłem w to trochę na konsoli Szymona i grafika robiła na mnie gigantyczne wrażenie. Może i fotorealizmem nie grała w tej samej lidze co najbardziej ambitne pod tym względem produkcje, ale to mało istotne. Wymiar artystyczny sprawiał, że była śliczna. Ale grało mi się tak sobie.

Dla starego byka, jak ja, taki Switch to pryszcz

Pobawiłem się jeszcze trochę tym oczkiem w głowie Radzewicza czy Kosińskiego, pokazałem chłopakom gdzie jest ich miejsce w szeregu m.in. w przenośnej FIFA. I choć wszystko to było bardzo ładne, smaczne, a sama konsola jest największym wydarzeniem na rynku konsol tak mniej więcej od 2006 roku, to jednak…

Ja się już robię na to za stary. Znacie moje preferencje. PlayStation Portable i PlayStation Vita nigdy nie przypadły mi do gustu. Technologicznie, choć sama idea grania w podróży staje mi się coraz bardziej obca. Niegdyś zakochany w mobilnych grach, dziś już ich niemalże nie ruszam. Może to prognozowany już wcześniej przeze mnie kryzys gracza. Ale to raczej dojrzałość. Starannie dobieram tytuły, którym poświęcę swój coraz bardziej ograniczony czas, jestem w tej materii coraz bardziej wybredny, momentami nawet ekscentryczny. I rzadko kiedy są to liderzy sprzedaży na toplistach Empiku.

A Nintendo Switch jest mimo wszystko handheldem. Najlepszym, najbardziej zaawansowanym, pod wieloma względami innowacyjnym, ale jednak handheldem. Konsolka jest mała, pady jakieś takie nieporęczne. Sprawdza się w swoich imprezowych zastosowaniach, ale próba rozegrania meczu w piłkę nożną, gdy trudno odnaleźć na padzie przyciski, a widoku piłki należy się domyślać… To już nie na moje nerwy. Niby można przerobić to na pełnoprawną konsolę, ale… ja już się robię na to za stary.

Ja lubię, gdy jest już cicho, spokojnie, sobota wieczór, w miarę nikt nie zawraca gitary. Siadam wygodnie przed dużym telewizorem, który może nie jest najlepszym telewizorem na rynku, ale zdecydowanie jednym z najlepszych telewizorów do gier (pod tym kątem był też wybierany już jakiś czas temu). Lubię odpalić najlepszą konsolę na rynku, którą obecnie jest PlayStation 4 i choć fajnych tytułów coraz mniej, lubię zatonąć bez kresu w świecie Wiedźmina, GTA V czy Bloodborne. Bez kompromisów, bez ograniczeń, bez garbienia się i gimnastykowania przy mikropadzie albo jakimś takim padzie-transformersie złożonym z dwóch mikrusów. Lubię wiedzieć, że mam najlepszą wersję gry, jaką zaplanowano, a nie jakieś kompromisy. Jak grać to porządnie. Albo wcale.

Dla kogo jest Switch?

Jeśli masz już dzieci, najlepiej dwójkę, kupienie im Switcha może być jedną z najlepszych decyzji pod słońcem. Jeśli lubisz byle gdzie, byle jak, nie stosujesz w kuchni beszamelu a czerwony Johnnie Walker (ogarnij się, są jakieś granice) to według Ciebie całkiem dobra whiskey – pewnie spędzisz miłe chwile z Nintendo Switch jadąc metrem.

Ale, jeśli podobnie jak ja, jesteś graczem o wyrafinowanym smaku, który ma coraz mniej czasu, coraz większe wymagania, a zarazem całkiem spore gamingowe ambicje, to ten fantastyczny handheld – pomimo zasłużonych zachwytów – nie jest niestety dla nas. I tylko tej Zeldy troszkę szkoda…

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement