Trzeba było tak od razu. Moto G5s Plus – recenzja Spider’s Web

Recenzja/SW Testuje 16.11.2017
Trzeba było tak od razu. Moto G5s Plus – recenzja Spider’s Web

Trzeba było tak od razu. Moto G5s Plus – recenzja Spider’s Web

W ostatnich działaniach Motoroli na rynku mobilnym można się pogubić. Raz jest Moto, raz Lenovo Moto, potem znów Motorola. Pół roku temu do sprzedaży weszła Moto G5 Plus, a teraz… w sklepach zagościła Moto G5s Plus. Nadążacie?

Pod względem brandingowym Lenovo, czy też obecnie – Motoroli – sporo można zarzucić. Nie można im jednak odmówić, że ostatnio prezentowane przez nich smartfony to naprawdę dobre urządzenia mobilne.

Pół roku temu pisałem, ze Moto G piątej generacji to smartfon dla każdego. Bo taka jest prawda, to urządzenie spisuje się w większości zastosowań i robi to po prostu OK. Pisząc recenzję Moto G5s Plus, mógłbym w zasadzie przekleić większość wypowiedzi z tamtego tekstu, bo odświeżona wersja budżetowej Motki też jest OK.

Zainteresowanych odsyłam do poprzedniego artykułu. Tutaj skupimy się na tym, co się zmieniło.

Co nowego w Motoroli Moto G5s Plus?

Tak naprawdę… bardzo niewiele.

Specyfikacja jest identyczna. Nadal patrzymy na sprzęt napędzany Snapdragonem 625, 3 GB RAM-u i akumulatorem o pojemności 3000 mAh. Miejsca na dane nadal jest 32 GB. Nadal patrzymy na 5,2-calowy wyświetlacz Full HD i nadal mamy do czynienia z czystą, niemalże pozbawioną ingerencji producenta wersją Androida 7.1 Nougat. Wszystko po staremu.

Nie zmieniły się przeciętne głośniki i nieco za ciemny wyświetlacz, który za to oferuje doskonałe kąty patrzenia i całkiem niezłe jak na LCD kolory. Nie zmieniła się też fenomenalna jakość rozmów telefonicznych. Podstawy pozostały bez zmian.

Nie zmienił się również super-szybki czytnik linii papilarnych, którego możemy używać nie tylko do odblokowywania smartfona, ale też zastąpić nim przyciski nawigacji, stosując zamiast nich odpowiednie gesty.

Nie zmieniła się wydajność, czas pracy na jednym ładowaniu i ogólna przyjemność użytkowania. Te będą więcej niż zadowalające dla znakomitej większości użytkowników. Można spokojnie liczyć na cały dzień pracy na jednym ładowaniu (a może nawet i dwa, przy oszczędnym użyciu) i płynną pracę oprogramowania.

Moto G5s Plus jest równie dobrym urządzeniem co Moto G5 Plus.

Subtelne różnice widać jednak w obudowie urządzenia.

Moto G5 Plus była dość ładna, aluminiowa, ale… nieco toporna. Brak jej było szyku. Moto G5s Plus za to może już śmiało nazywać się smartfonem eleganckim.

Z tyłu obudowy zniknęła dziwna „nadstawka” u szczytu, a logo z literką „M” nie jest już nadrukowanym elementem, a znanym ze starych smartfonów Motoroli wgłębieniem na palec. Krawędzie zostały oszlifowane, a całość jest po prostu ładniejsza. Na Moto G5s Plus przyjemnie się patrzy i przyjemnie trzyma się ją w dłoni.

Innymi słowy, Moto G5s Plus prezentuje sobą jakość, jakiej oczekujemy po smartfonie kosztującym 1300 zł w 2017 roku. Powiem więcej, Moto G5 od początku powinna była tak wyglądać.

Największa zmiana – przynajmniej pozornie – zaszła w optyce.

Aparat był bezsprzecznie najsłabszym ogniwem Moto G5 Plus. W odświeżonej wersji producent postanowił nieco wstrząsnąć rynkiem i w niewielkiej cenie zaoferować nam podwójny aparat główny.

Z tyłu patrzą więc na nas dwa obiektywy, o takiej samej ogniskowej, za którymi znajdują się matryce o tej samej rozdzielczości – 13 Mpix. Jeśli zadajecie sobie w tym momencie pytanie, dlaczego Motorola to zrobiła, to… sam nie wiem.

Podwójny aparat służy wyłącznie temu, by wzbogacić Moto G5s Plus o sztuczny „bokeh”, czyli rozmycie soczewkowe. Niestety, mówiąc wprost i bez ogródek, symulacja głębi ostrości w Moto G5s Plus jest fatalna. Dramatycznie zła. Nieużywalna.

Tak wygląda „Włączenie głębi” na najniższym poziomie:

A tak na najwyższym:

Jak wyraźnie widać, oprogramowanie kompletnie nie radzi sobie z separacją fotografowanego obiektu od tła, co skutkuje bardziej jego zamgleniem, niż rozmyciem. Dodatek, który niczego nie wnosi i którego obecności nie potrafię usprawiedliwić niczym, jak tylko chęcią wpisania sloganu do reklam.

Nie wiem, co straszniejsze. Czy ten domalowany uśmiech, czy efekt głębi.

Fatalne rozmycie może jakoś dałoby się wybronić, gdyby jakość zdjęć była w porządku, ale… nie jest. Tutaj też, niestety, nic się nie zmieniło względem Moto G5 Plus. Fotografie, zależnie od oświetlenia, są w najlepszym razie poprawne, w najgorszym po prostu złe:

Przedni aparat z matrycą 8 Mpix również nie powala:

A szkoda, bo bardzo lubię ten telefon.

Jeśli wyjmiemy aparat z równania, Moto G5s Plus jest jednym z moich ulubionych średniaków. Działa szybko, płynnie, długo trzyma na jednym ładowaniu – dla 99% użytkowników będzie wspaniałym wyborem.

Do tego muszę raz jeszcze podkreślić to, jak dobre oprogramowanie ładuje Motorola do swoich smartfonów. To czysty Android z kilkoma bardzo użytecznymi dodatkami. Najważniejsze z nich to Moto Display, czyli wyświetlanie informacji na wygaszonym ekranie (szkoda tylko, że ten nie aktywuje się po machnięciu ręką, jak niegdyś w Moto X Style):

Oraz akcje gestów. Pokręcenie nadgarstka uruchamia aparat, podwójne machnięcie włącza latarkę. To super-użyteczne dodatki, które najbardziej docenia się chwytając za inny telefon, który nie jest w nie wyposażony.

Konkurencja nie śpi. I to jest bardzo zła wiadomość dla Motoroli.

Moto G5s Plus jest smartfonem, który wszystko (prócz zdjęć) robi po prostu OK. I przy cenie 1300 zł mogę go z czystym sumieniem polecić praktycznie każdemu, prócz tych, którym zależy na dobrych zdjęciach.

Sęk w tym, że w tym segmencie nigdy nie było tak tłoczno i wcale nie jestem przekonany, czy Motorola ma do zaoferowania dostatecznie dużo, by się przebić.

Za 1300 zł możemy kupić np. Samsunga Galaxy A3 2017, który ma znacznie lepszy aparat. Możemy kupić LG Q6 z ekranem 18:9. Nieco drożej nabędziemy fantastycznego Huawei’a Mate 10 Lite, a nieco taniej Huawei P10 Lite, który w niczym nie ustępuje Motoroli prócz oprogramowania.

I nawet nie wspominam tutaj o produktach Xiaomi, które w tej cenie łoją dowolną konkurencję stosunkiem ceny do jakości.

Moto G5s Plus to bardzo dobry smartfon w swojej klasie. Dziś jeszcze warto go kupić, szczególnie jeśli załapiemy się na wyprzedaż i uda nam się go wyrwać nieco taniej, lub dostać dobrą ofertę u operatora.

To jednak dziś. Jutro może być zupełnie inaczej, w miarę jak kolejni producenci będą wypuszczać kolejne, świetne smartfony ze średniej półki.

Wiem jedno – przed następcą Moto G5s Plus stoi naprawdę trudne wyzwanie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement