Molestowanie nie jest zero-jedynkową sprawą. Przeżyłam to

Felieton/Media 13.11.2017
Molestowanie nie jest zero-jedynkową sprawą. Przeżyłam to

Molestowanie nie jest zero-jedynkową sprawą. Przeżyłam to

Bill Cosby, Harvey Weinsten, Kevin Spacey, Louis CK i wiele innych osób ostatnimi czasy zostało oskarżonych publicznie o molestowanie, czy nawet gwałty. Kolejne historie i oskarżenia rozprzestrzeniają się po mediach i internecie pokazując stan naszego społeczeństwa, polaryzując nas jeszcze mocniej.

Za każdym razem, gdy kolejna ważna osoba zostaje oskarżona o nadużycia, każdy z nas zadaje sobie pytanie, jak powinniśmy zareagować? Przynajmniej powinniśmy zadawać sobie takie pytanie. To trudne, zwłaszcza jeśli oskarżony jest lubianą postacią. Nie wiemy, czy wierzyć ofiarom, nie rozumiemy, dlaczego mówią o molestowaniu nawet kilkadziesiąt lat później, dlaczego wiele osób wiedziało, a nikt nic nie powiedział. Wątpimy. Nie chcemy tworzyć kultury, w której można zniszczyć człowieka jednym oskarżeniem, na które nie ma jednoznacznych dowodów. Jednak gdy zaczynamy oglądać wytwory tych sławnych ludzi – filmy, seriale – nie możemy opędzić się od myślenia o oskarżeniach.

Czujemy się rozczarowani, zdradzeni. Próbujemy racjonalizować oskarżenia, szukać wytłumaczeń, porównywać molestowanie – jedno jest gorsze, drugie mniej, może jeszcze nie wszystko stracone…?

To naturalne reakcje.

Jesteśmy na trochę nowych dla nas terenach. Zachowania, które jeszcze niedawno były ciemnym, ale akceptowalnym sekretem wielu przemysłów, dziś stają się nieakceptowalne. Może to zmiana w kulturze, może jesteśmy już zmęczeni statusem quo, na którym tracą wszyscy. Może internet sprawił, że gdy każdy ma głos, to masy w końcu mogą wyrazić swoje zdanie. Jednak gdy czasem czytam komentarze, to gotuje się coś we mnie.

Te komentarze to zazwyczaj otwarte negowanie i zrzucanie winy na domniemane ofiary. To przypuszczenia, że „przecież sama tego chciała, mogła wyjść, nie zgłosiła tego na policję, czyli bzdura”, czy teksty w stylu „gdzie byli jego/jej rodzice” przy oskarżeniach o pedofilię.

Nie jestem ekspertem. Wiem jednak jedno – molestowanie to nie prosta, zerojedynkowa rzecz, bo dotyka głębokich, ludzkich emocji w skomplikowany sposób. Molestowanie czy gwałt potrafią wyciągać na wierzch setki problemów i uczuć ofiary.

Wiem, bo mi też się to przytrafiło.

Nie zgłosiłam tego na policję, do dzisiaj nie lubię o tym mówić i wchodzić w szczegóły. Powrót do tego wspomnienia to takie kompletne obnażenie się, wystawienie najbardziej wrażliwych, skrytych i intymnych miejsc na światło dzienne, na krytykę, niezrozumienie i nawet ataki.

Pamiętam, że po wszystkim myśl o tym, żeby pójść na policję, nie przyszła mi nawet do głowy, bo sama nie chciałam uwierzyć w to, co się stało. Zanim dopuściłam do siebie prawdę, było już za późno. Moje słowo przeciwko jego słowu. Poza tym sama myśl o tym, że policjanci zadawaliby mi pytania o szczegóły, budziła we mnie paniczny strach.

Zdecydowałam, że jestem przecież silna, że nie dam się definiować przez pryzmat tego, co ktoś mi zrobił, że nie dam mu tej satysfakcji i będę w porządku. Wydawało mi się, że to wykonalne. Nie zauważyłam pojawiających się problemów z zaufaniem. Tego, że wycofywałam się z kontaktów z ludźmi. A gdy w końcu odważyłam się powiedzieć komuś bliskiemu o tym wszystkim, dostałam to, czego się tak obawiałam – niedowierzanie i omijanie tematu.

W głowie pojawiało mi się mnóstwo racjonalizacji, a w mediach rozgrywała się afera wokół Billa Cosby’ego.

Czytałam opowieści jego ofiar – pierwszej, dziesiątej, w końcu dwudziestej, i komentarze ludzi, którzy oskarżali ofiary o szukanie rozgłosu. Jak dobrze rozumiałam te kobiety, które przez dekady nie mówiły nic w obawie o zostanie zmieszanymi z błotem i w strachu przed reperkusjami ze strony gwiazdora. Zrozumiałam też, że wiele z nich przez lata nie dopuszczało do siebie myśli o tym, co stało się naprawdę, że wydawało im się, że tak będzie łatwiej iść przez życie.

Nie ma w tym temacie prostych odpowiedzi. Nie ma formatki co robić, w co i komu wierzyć. Nikt rozsądny nie chce skrzywdzić niewinnych osób oskarżeniami, jednak nie chce też skrzywdzić potencjalnej ofiary niedowierzaniem i ignorowaniem. Nie ma też jasnych wytycznych dotyczących tego, co wypada a co nie, co mieści się w granicach zwykłych relacji międzyludzkich, a co jest ich przekroczeniem.

Mam jednak nadzieję, że z tej lawiny oskarżeń, zaprzeczeń czy nawet przeprosin wyniknie coś dobrego.

Że przeanalizujemy samych siebie, nasze reakcje i pozycje.

Dołącz do dyskusji

Advertisement