Wszystko, co wiemy o pierwszym latającym samochodzie właściciela Volvo. I jego następcy

Artykuł/Motoryzacja 15.11.2017
Wszystko, co wiemy o pierwszym latającym samochodzie właściciela Volvo. I jego następcy

Wszystko, co wiemy o pierwszym latającym samochodzie właściciela Volvo. I jego następcy

Stało się – przejęcie, o którym mówiło się kilka miesięcy temu, jest już faktem. Geely, właściciel takich marek jak m.in. Volvo, oficjalnie wykupił producenta latających samochodów. Czego możemy się spodziewać na drogach (i niebie) już niebawem i co wiadomo o przejętej firmie?

O Terrafugii często pisze się jako o startupie. Tyle tylko, że wcale nie jest to młoda firma.

Choć Terragufia, w startupowym stylu, nie dostarczyła jeszcze na masowy rynek gotowego produktu, nie założono jej wczoraj. Początki firmy sięgają roku 2006, kiedy 5 absolwentów MIT postanowiło zrealizować swoje marzenia o połączeniu samochodu i samolotu w jednym produkcie.

W 2009 roku świat ujrzał pierwszy produkt Tarrafugii. I to właśnie na niego wciąż czekamy.

Historia pierwszego latającego samochodu tej marki trwa już więc chwilę. Po 3 latach od założenia firmy udało się zaprezentować światu model studyjny, potwierdzający, że takie połączenie jest możliwe. Tak narodził, a właściwie ujawnił się Transition.

Twórcy, oprócz pokazania samego wyglądu pojazdu, udowodnili też, że da się nim jeździć i latać. I że da się coś takiego w ogóle zbudować. Choć trzeba przyznać, że pierwsze loty Transition nie były zbyt imponujące – latający samochód wznosił się ponad powierzchnię pasa startowego jedynie na krótkie chwile.

Kolejne trzy lata zajęło opracowywanie następnego prototypu. Który faktycznie latał.

Tym razem nie były to już krótkie podskoki i pojedyncze starty. Terrafugia, w wersji opisywanej wtedy jako „w zasadzie gotowa do produkcji”, zaliczyła ponad 100 godzin lotów testowych i ponad 200 startów i lądowań.

Na możliwość zakupu jeszcze poczekamy, ale już niedługo. Firma, teraz należąca do Geely, planuje rynkowy debiut Transitiona w 2019 roku.

Samochodosamolot można już nawet rezerwować. Wystarczy wpłacić 10 tys. dol. na wskazane konto.

Choć zakładka z rezerwacją na stronie Terragufii jest raczej czysto teoretyczna. Po przeklikaniu się przez kolejne etapy procesu zostajemy poinformowani, że system składania zamówień jest na razie w budowie.

Chyba zachowam swoje 10 tys. dol. dla siebie.

Ile Transition będzie kosztował w sumie? Lepiej usiądźcie.

Oficjalnie zakłada się sumaryczny koszt zakupu na poziomie około… 279 tys. dol. To prawdopodobnie mniej, niż trzeba zapłacić za nawet niewielki samolot, ale i więcej, niż trzeba zapłacić za naprawdę dobry samochód.

A Transition nie wygląda raczej na pojazd, którym można podjechać po pracy po bułki, a wieczorem zajechać pod kino.

Tym bardziej, że wiele osób i sprzętu na pokład nie zabierzemy. Transition ma ładowność na poziomie 225 kg.

I zmieści maksymalnie 2 osoby.

Do tego nawet w trybie samochodowym jest spory – mierzy sobie 198 x 228 x 594 cm. Dla porównania, najnowszy Mercedes-Maybach jest kilkadziesiąt centymetrów krótszy i o kilkanaście centymetrów węższy.

Nawet milionerzy i miliarderzy musieliby przebudować swoje garaże.

Transition ma też oferować tryby automatyzacji lotu i standardy bezpieczeństwa znane z samochodów osobowych.

Na przykład poduszki powietrzne czy strefy kontrolowanego zgniotu. Według producenta takich dodatków nie znajdziemy w żadnym innym małym samolocie.

Ale Transition, nawet przed debiutem rynkowym, ma już swojego następcę. To TF-X.

I to właśnie TF-X jest według Terrafugii „wizją przyszłości transportu”.

Nowy samochodosamolot ma być w stanie startować i lądować pionowo, poruszać się po drogach z prędkością do 320 km/h i oferować zasięg 800 km.

Co jeszcze ciekawsze, TF-X ma kosztować tyle, ile zwykłe samochody z wysokiej półki. Pytanie tylko, jak wysokiej…

Niestety producent sam zapowiada, że jego opracowanie zajmie „długie lata”. A co z osobami, które do tego czasu kupią model Transition?

Nie zostaną kompletnie na lodzie. Terrafugia obiecuje, że ci, którzy kupią Transitiona, będą mogli… kupić TF-X na długo przed tym, jak trafi on do regularnej sprzedaży. Cóż, jeśli kogoś stać na latający samochód za 300 tys. dol., to pewnie stać go na dwa takie.

Z tym, że nie wiadomo, jak długo trzeba będzie na TF-X czekać. Producent na swojej stronie w zakładce “plan rozwoju” zaznacza wprost, że TF-X jest na tak wczesnym etapie tworzenia, że nie jest możliwe podanie konkretnych terminów.

Spokojnie więc możemy przez najbliższe lata zakładać, że to, co lata po niebie, to to, do czego przyzwyczailiśmy się do tej pory. A jeśli koniecznie chcemy kupić już teraz jakiś pojazd od Geely, to chyba lepiej spojrzeć w kierunku Volvo…

Dołącz do dyskusji

Advertisement