Mam oko na złodziei, pralkę i koty. Ferguson Smart Home – recenzja

Mam oko na złodziei, pralkę i koty. Ferguson Smart Home – recenzja

Mam oko na złodziei, pralkę i koty. Ferguson Smart Home – recenzja

Smart dom, smart dom, ach, jak chciałem mieć taki smart-bezpieczny dom. I w końcu mam, i pokażę wam, jak wygląda i jak działa. 

Zapraszam na małą podróż… po moim domu.

Zacznijmy od frontu – wiem, kto próbuje się dostać i komu się to udało.

Już na samym wstępie witają nas dwa sprzęty systemu smart home od Fergusona – wideodomofon WiFi oraz czujnik otwarcia i zamknięcia drzwi.

Początkowo zakładałem, że ten pierwszy element nie będzie mi specjalnie potrzebny – pracuję z domu, więc teoretycznie zawsze wiem, kiedy ktoś puka. W praktyce jednak ten dodatek okazał się nieoceniony. Dwa razy zdarzyło się w ciągu ostatnich dni, że kurierzy nie mieli do mnie numeru telefonu – raz byłem w domu i po prostu nie słyszałem pukania, drugi raz byłem poza domem. W pierwszym przypadku powiadomienie od razu oderwało mnie od pracy i zaprowadziło do drzwi, natomiast w drugim – umówiłem się z kurierem odnośnie terminu późniejszej dostawy.

Jak montuje się wideodomofon WiFi? Zaskakująco prosto – na tyle prosto, że poradziłem sobie z tym w mniej niż 5 minut. W zestawie znajdziemy akcesoria potrzebne do montażu i podłączenia na kilka sposobów. Potem wystarczy już tylko dokręcić śrubki, podłączyć zasilanie (jest i opcja z klasycznym zasilaczem – wybrałem właśnie tę) i to tyle. Pierwsza konfiguracja zajęła może kilkadziesiąt sekund.

Działaniu wideodomofonu też wiele zarzucić nie można. Jakość obrazu mogłaby być lepsza (choć płynność stoi na wysokim poziomie), ale całkowicie wystarcza do identyfikacji tego, czy ktoś próbuje się do nas włamać, czy właśnie dobija się kurier z kolejną paczką. Jakość dźwięku – a ta jest nawet ważniejsza od jakości wideo – jest w zupełności satysfakcjonująca.

Co kluczowe, żadna z odwiedzających mnie osób nie miała problemów z tym, żeby zidentyfikować ten sprzęt jako domofon i wcisnąć odpowiedni przycisk, który generował nie tylko sygnał dźwiękowy na osobnym module wewnątrz domu (wpiętym w mojej pracowni), ale i wyświetlał powiadomienie na telefonie. Na wszelki wypadek dodatkowo ustawiłem sobie powiadomienie przy wykryciu ruchu – z poziomu aplikacji mogę wtedy podejrzeć, co dzieje się przed domofonem.

Jedyne, co odrobinę mi przeszkadzało to fakt, że domofon nie integruje się (jeszcze) z aplikacją do obsługi smart domu od Fergusona. Wymagany jest osobny program, co jednak nie jest aż takim utrudnieniem – i tak będziemy z niego korzystać tylko wtedy, kiedy automatycznie wyświetli nam powiadomienie o wciśnięciu przycisku na domofonie.

Przy okazji, docelowo wideodomofon trafi w inne miejsce – na główną furtkę, kiedy tylko doprowadzę do niej prąd. Z poziomu aplikacji będę mógł wtedy sterować również zamkiem – zamykając go na noc albo otwierając kurierom, kiedy zameldują się przez domofon.

Czujnik otwarcia i zamknięcia drzwi to natomiast całkowita oczywistość. Jego montaż jest jeszcze prostszy (po prostu przyklejamy jeden element do drzwi, a drugi do framugi), natomiast działanie wzorcowe. Ale to na tyle prosty element, że należy tego wymagać.

Proszę się rozgościć w salonie.

Żeby nie być niegrzecznym, zapraszam prosto do salonu (można nie zdejmować butów). Tutaj z kolei znajdziemy aż trzy smartdomowe sprzęty Fergusona.

Pierwszym jest czujnik ruchu – zgodnie z tym, co pisałem wcześniej, jego zadaniem jest monitorowanie próby dostania się do mojego domu przez duże okno balkonowe, które zdecydowanie łatwiej stłuc niż otworzyć (w ofercie Fergusona niedługo powinien pojawić się też czujnik zbicia szyby). Zanim ewentualny włamywacz zdołałby zlokalizować czujnik, wciśnięty między książki i inne sprzęty, ten dawno zdążyłby już wykryć niechcianą obecność.

Powyżej niego znajduje się kamera Smart Eye 200, podłączona do sieci WiFi (choć istnieje opcja kablowa), odrobinę wysunięta ze swojej skrytki, żeby można ją było łatwo zauważyć na zdjęciu. Zazwyczaj jest trochę bardziej cofnięta, żeby mniej rzucała się w oczy, przy czym nie ma to wpływu na jej funkcjonalność. Kąt monitorowania jest dość szeroki, natomiast w razie potrzeby obiektywem można zdalnie obracać, żeby zobaczyć to, czego w domyślnym ustawieniu nie widać.

Jakość obrazu? W dzień (choć u mnie w domu niestety przeważnie jest i tak dość ciemno) zaskakująco dobra. Natomiast w nocy… również zaskakująco dobra (dzięki 8 diodom doświetlającym). Wprawdzie nie jest to FullHD, którym chcielibyśmy nagrywać filmy z wakacji, ale do zorientowania się w sytuacji w domu – w sam raz. Oczywiście kamera ma również czujnik ruchu, który pozwala aktywować powiadomienie na telefonie i/lub rozpocząć nagrywanie, ale musiałem wyłączyć tę opcję – włożona karta pamięci szybko zaczęła zapełniać się dokumentacja nocnych wędrówek zwierząt po domu. Ale wniosek jest taki, że wykrywanie ruchu działa.

A że nikt do tej pory się do mnie jeszcze nie włamał, wykorzystuję kamerę głównie do tego, żeby – z pomocą wbudowanego głośnika (jest też i mikrofon) – krzyczeć na koty, które próbują wskakiwać na szafki…

Trzeci element salonowego wyposażenia okazał się natomiast moim niespodziewanym faworytem. Przyznaję, wcześniej w ogóle nie miałem pojęcia, że istnieją sprzęty będące odpowiednikami uniwersalnych pilotów, tyle że sterowane z poziomu telefonu. A Wi-FI IR Transmitter FS1IR jest właśnie takim sprzętem – podłączamy go do zasilania (tak, zazwyczaj stoi gdzie indziej, niż na zdjęciu), kodujemy w nim przyciski z pilotów do różnych sprzętów (telewizory, zestawy audio, klimatyzacja, konsole – wszystko, co ma pilota na podczerwień), po czym wszystkim możemy sterować z poziomu smartfona. Do czego mi się to przydaje? Głównie w dwóch przypadkach – kiedy nie mogę znaleźć pilota do telewizora albo kiedy zapominam wyłączyć go lub wieży przed pójściem spać. Jedno mniej schodzenie po schodach to zawsze jakiś zysk.

Najlepiej byłoby przy tym, gdybym miał więcej podobnie obsługiwanych sprzętów. FS1IR potrafi nadawać sygnał dookoła, więc umieszczony w odpowiednim miejscu byłby w stanie i włączyć stojący przed nami telewizor, i np. umieszczony za nami klimatyzator. Co przy możliwości ustawiania całych scen może być naprawdę przydatne.

Niestety FS1IR ma tę samą wadę, co wideodomofon – do jego obsługi konieczna jest kolejna aplikacja (czyli w sumie z centralną mam już trzy). Przy czym tutaj niestety nie jest to aplikacja firmowana przez Fergusona i nie jestem nią przesadnie zachwycony (niektóre opcje są odrobinę zbyt mocno ukryte w wersji na iOS i odnalazłem je zupełnie przypadkiem). Co nie zmienia faktu, że swoje zadanie spełnia.

To teraz zapraszam do kuchni.

Gdzie znajdziemy… tak, kolejną kamerę. Kamerę, która pozwoliła mi odkryć, że mój – wydawałoby się, że całkiem spory – pies wskakuje na blat i porywa ze sobą to, co się na nim zostawiło i co wygląda na możliwe do zjedzenia. Nie, żebym o jego plądrowaniu nie wiedział – byłem po prostu przekonany, że zdejmuje sobie co lepsze kąski bez wskakiwania.

W kwestiach technicznych jednak, Smart Eye 100 jest najtańszą i najbardziej podstawową wersją kamery współpracującą z systemem smart home Fergusona. Czym – poza ceną – różni się od Dwusetki?

Najważniejsze różnice są dwie – po pierwsze oferuje obraz w rozdzielczości 720p. Po drugie nie można zdalnie sterować jej nachyleniem – wszelkie zmiany musimy wprowadzać manualnie. Na szczęście nie ma z tym problemu – konstrukcja jest odpowiednio sprytnie przemyślana i łatwo dostosować ją do naszych potrzeb.

Co do jakości nagrań w dzień i w nocy – są absolutnie satysfakcjonujące. Nawet w całkowitych ciemnościach dookoła odróżnimy, czy po domu pałęta się kot, pies, ktoś z rodziny czy złodziej, a w samym wykryciu zdarzenia pomoże nam system informowania o wykryciu ruchu.

Kuchenny zestaw bezpieczeństwa uzupełnia czujnik dymu. Teoretycznie powinienem umieścić go przy suficie, ale ten jest aktualnie w fazie renowacji, co i tak nie przeszkodziło czujnikowi poinformować mnie donośnym wyciem centralki, że udało mi się… przypalić ryż.

Czy pokażę łazienkę? Ok, ale tylko kawałek.

Nie, wyjątkowo nie ma tutaj żadnych kamer. Jest za to czujnik CO, który wydaje się jak najbardziej na miejscu, biorąc pod uwagę fakt wykorzystywania przeze mnie kotła z otwartą komorą spalania. Niby wszystko jest ok, ale lepiej nie ryzykować.

Na razie czujnik – na szczęście – jeszcze ani razu nie poinformował o sytuacji awaryjnej. I oby tak pozostało.

To teraz chodźmy obejrzeć… bojler.

Bojler w moim domu generował dwa problemy. Pierwszym z nich był fakt, że najlepiej, żeby działał na tzw. tanim prądzie. I działał – podłączony do programowalnej (choć z palca) wtyczki. Którą trzeba było co każdą zmianę czasu przestawiać (leżąc pod bojlerem), a do tego jej obsługa była absolutnie nieintuicyjna.

Dlatego też jej miejsce zajęła Inteligentna Wtyczka od Fergusona. Konfiguracja? Banalna. Ustawianie timerów? Bezpośrednio z poziomu głównej aplikacji. Zmiana ustawień? Żaden problem. Zmiana czasu? Już nie muszę się kłaść pod bojlerem. Do tego mam w bonusie informację o tym, ile prądu zużywam na podgrzewanie wody. Choć na wszelki wypadek nie zaglądam do tej zakładki.

Drugi problem jest nieco bardziej ekstremalny. Kilka miesięcy temu, z powodu braku odpowiedniego dbania o bojler i okresowych serwisów, ten pewnej nocy po prostu się rozszczelnił, stopniowo wylewając z siebie około 100 l wody. Dramatu (i kompletnego zalania domu) udało się uniknąć przypadkiem – po prostu nie spałem i moją uwagę zwróciło podejrzane kapanie i szum. Gdybym spał, miałbym nad ranem sporo problemów.

Gdy tylko więc dotarł do mnie czujnik zalania (pomimo że bojler jest nowy), natychmiast trafił pod bojler. Konstrukcja jest przy tym na tyle sprytna i na tyle niewielkich rozmiarów, że bez problemu można go wrzucić wszędzie – np. za pralkę albo za umywalkę. Przewód, na którym znajduje się sam czujnik, jest przy tym na tyle długi, że z późniejszym wyjęciem też nie powinno być specjalnych problemów.

I na koniec zerknijmy jeszcze do sypialni.

Nie, nie. Tutaj już na pewno nie ma żadnych kamer. Przeniosłem tutaj natomiast centrum sterowania, czyli Smart Huba. Dlaczego? Bo kiedy wstaję, pełni rolę nocnej lampki po wykryciu ruchu, a i też mam absolutną pewność, że obudzi mnie, jeśli pojawi się jakieś niebezpieczeństwo (choć syrena jest na tyle głośna, że obudzi też pewnie sąsiadów z kilku domów obok).

Bez zmiany lokalizacji uchował się natomiast czujnik wilgotności i temperatury – nadal ma ustawione odpowiednie zakresy dla tych parametrów i informuje mnie, kiedy zostaną przekroczone (czyli najczęściej – zapomniałem zamknąć albo otworzyć okna). Co ciekawe, czujnik wilgotności jest na tyle sprawny, że wyświetlane dane pokrywają się ze wskazaniami oczyszczacza powietrza za kilka tysięcy złotych. Nieźle.

Coś jeszcze?

Tak! W jednym z pomieszczeń do prądu podłączony jest czujnik gazu, choć podłączyłem go raczej z ciekawości. Niestety wykrywa on tylko gaz ziemny, więc przy moim sposobie ogrzewania domu w niczym specjalnym mi nie pomoże. Jego drugiej funkcji – rozszerzenia zasięgu sieci smart home – również na razie nie wykorzystuję – całym dom jest nią komfortowo pokryty.

Bezpieczeństwa mojego domu pilnuje też trzecia kamera – Smart Eye 300, czyli model dedykowany do użytku na zewnątrz, obsługujący rejestrację wideo w FullHD, dobrze spisujący się w nocy i jak na razie świetnie wytrzymujący kiepskie warunki pogodowe.

Jedyny element zestawu, z którego montażem muszę czekać na specjalistę, jest termostat. Ale zapowiada się, że jest to sprzęt na tyle ciekawy, że przygotuję mu osobną recenzję.

I jak to wszystko działa?

Nawet nie biorąc pod uwagę faktu, że elementy tego zestawu nie są przesadnie drogie, trzeba przyznać, że smart dom (czy może raczej bezpieczny dom) od Fergusona funkcjonuje nad wyraz sprawnie. Nie miałem wprawdzie w trakcie testów żadnej próby włamania, ale wymuszone testy kończyły się sukcesem za każdym razem. Czy chodziło o detekcję ruchu, otwarcia drzwi, zalania czy obecności dymu, syrena alarmowa włączała się niemal natychmiast, a niedługo później odpowiednie powiadomienie trafiało na mój telefon.

Nie jest to jednak system absolutnie idealny i trafiały się pojedyncze problemy, choć mogły równie dobrze wynikać z połączenia sieciowego w moim domu. Nie były też przesadnie poważne – ot, raz na kilkadziesiąt razy któraś z kamer wyświetlała obraz dopiero przy drugiej próbie połączenia. Czasem też z niewiadomego powodu z listy podłączonych urządzeń znikał jeden z pilotów (po czym szybko wracał). Nie narzekałbym też, gdyby do aplikacji na iOS trafiły w końcu sceny (obecne na Androidzie).

Jedyne, do czego miałbym naprawdę zastrzeżenia, to pojedynczy przypadek, kiedy kamera ewidentnie odłączona od prądu wyświetlana była w aplikacji jako online. Tak samo nie udało mi się znaleźć w opcjach żadnych ustawień odnośnie powiadamiania w przypadku utraty łączności z określonymi modułami. W końcu jeśli np. nagle zniknie czujnik ruchu, to może oznaczać niebezpieczną sytuację.

Nie zmienia to jednak faktu, że czekam z niecierpliwością na uzupełnienie oferty Fergusona o akcesoria smart home. Na razie udało mi się skutecznie (mam nadzieję) zabezpieczyć dom przed włamaniami, zalaniem, problemami z piecem czy psem pożerającym jedzenie z blatu. Teraz chętnie podłączyłbym do tego systemu np. mechanizm zamykania bramki wjazdowej czy opuszczania i podnoszenia rolet. Ale to podobno już niedługo…

Dołącz do dyskusji

Advertisement