Kampania w Call of Duty: WWII to najlepsza przygoda dla jednego gracza od czasu Modern Warfare

Recenzja/Gry 06.11.2017
Kampania w Call of Duty: WWII to najlepsza przygoda dla jednego gracza od czasu Modern Warfare

Kampania w Call of Duty: WWII to najlepsza przygoda dla jednego gracza od czasu Modern Warfare

Ależ szczerzyłem się do monitora, gdy odkryłem, że zdrowie mojego żołnierza nie regeneruje się. Powrócił stary, pamiętający czasy Medal of Honor pasek życia, a także rozsiane po mapie apteczki. Znowu byłem na normandzkiej plaży, znowu przygwoździł mnie ogień z niemieckich Ck-Emów i znowu powietrze przeszywał dźwięk wyrzucanego ładownika w karabinie M1 Garand. Jak ja za tym tęskniłem!

Przeszedłem ją. Kampanię do Call of Duty: WWII żarłocznie pochłonąłem w zaledwie dwa wieczory. W ciągu tego czasu mój amerykański żołnierz spędził prawie rok na Starym Kontynencie, wypychając Niemców z Francji, Belgii, a następnie rdzennych terytoriów III Rzeszy. Przygoda szeregowego Danielsa była jednak czymś więcej niż tylko rekreacyjnym strzelaniem do Szkopów.

To nie żart. Do Call of Duty powracają apteczki!

Podczas kampanii w Call of Duty: WWII powstała prawdziwa Kompania Braci.

Rozpisaną na kilkanaście zróżnicowanych misji przygodę chłonie się niczym wysokobudżetowy film wojenny. Nie ze względu na wybuchy, historycznie odwzorowane bronie czy tęsknotę za otoczką Drugiej Wojny Światowej. Najwięcej dla fabuły robią relacje między bohaterami. Dialogi wypisz wymaluj przypominające scenariusz z kapitalnego serialu Kompania Braci.

Mamy przełożonego, który nas nienawidzi i nigdy nie jesteśmy w stanie zyskać jego uznania. Mamy żydowsko-niemieckiego towarzysza broni ukrywającego swoje prawdziwe korzenie. Jest kumpel z wielkimi okularami, który na froncie znalazł się nieco przypadkowo. Mamy też generała, dla którego żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie. Wszystkie postaci są kapitalnie rozpisane. Mają duszę. Mają charakter.

Misja po misji, w szeregach US Army formuje się prawdziwa Kompania Braci. Odkrywamy historie stojące za towarzyszami broni. Powoli rozumiemy ich tragedie i osobiste motywy. Wciągamy się w historię, a zlepki wokseli walczące obok naszego awatara zaczynają coś dla nas znaczyć. Serio. Kiedy obok wybucha pocisk, a ciała amerykańskich żołnierzy rozstają rozrzucone po okolicy, naprawdę trzymam kciuki, aby nie były to zwłoki Zussmana czy Turnera. Niestety, wojna jest bezwzględna. Więcej jednak nie zdradzę.

Każdy bohater w WWII ma własny charakter i historię

Towarzysze zabierają charakteru również dzięki specjalnym zdolnościom, które kapitalnie wpisują się w pole bitwy.

Producenci Call of Duty: WWII zaproponowali cholernie ciekawy system. Kompani co jakiś czas mogą nas wesprzeć w unikalny sposób. Zussman podrzuci apteczkę. Turner zaopatrzy nas w amunicję. Pierson na moment podświetli pozycje wrogów. Jeżeli jesteśmy blisko sojusznika, ten zawsze czymś poratuje. Czasami nawet granatem oznaczającym miejsce nalotu sojuszniczych myśliwców.

Świetnie działa to w praktyce. Dopadasz do ogrodzenia. Chowasz się. Obok ciebie kuca inny żołnierz. Wciskasz przycisk kierunkowy, a on wręcza ci apteczkę. Odwracasz się do drugiego, ten podaje ci granat dymny. Wyrzucasz go. Szkopy niczego nie widzą. Prosisz dowódcę o wskazanie pozycji wroga i rozpoczynasz ostrzał przez gęsty dym. Jeden. Drugi. Trzeci. Niemcy padają jak muchy. Teren oczyszczony. Można iść dalej. Na wyższym poziomie trudności współpraca z NPC to nie tylko fajny dodatek. To podstawa przetrwania.

Najlepsze jest to, że Call of Duty: WWII wygląda, brzmi i niemal pachnie Drugą Wojną Światową.

W Belgii trzeba się bić o każdy metr kwadratowy ziemi

Przyznam, że na początku nie byłem przekonany do kampanii. Lądowanie na plaży w Normandii wypadało blado względem kultowej misji z Medal of Honor. Zabrakło rozmachu, grozy i epickości. Jednak już od drugiego rozdziału producenci nabierają rozpędu i odwagi. Ponownie czułem się jak podczas zabawy z rewelacyjnym Call of Duty oraz Call of Duty 2. WWII jest przesiąknięte klimatem Drugiej Wojny Światowej.

Kultowy już system apteczek i opatrunków rewelacyjnie się spisuje. Klimat mroźnego, ardeńskiego lasu pokazuje prawdziwe oblicze wojny. Do tego twórcy naprawdę umiejętnie eksperymentują z formułą. W grze znalazło się sporo skradanych misji. System przenikania od cienia do cienia nie jest może zbyt wyrafinowany, ale nie przeszkadza. Spełnia swoje zadanie odświeżenia modelu rozgrywki.

Najbardziej podobało mi się, gdy misją gracza było udawanie niemieckiego oficera. Dostaliśmy wtedy fałszywe dokumenty, które musieliśmy poznać na pamięć. Potem rozmawialiśmy z SS niczym w grze cRPG, z kilkoma dialogami do wyboru. Niby nic wielkiego, ale takie perełki przyjemnie zwalniają tempo pomiędzy kolejnymi wielkimi bitwami o skrawki Europy. Pozwalają odetchnąć, przyjrzeć się szczegółom i nabrać ochoty na więcej.

Misja w mroźnych ardeńskich lasach to wypisz wymaluj Kompania Braci

Szkoda tylko, że producentom brakuje odwagi w odwzorowaniu historycznej rzeczywistości.

Twórcy Call of Duty: WWII nie boją się pokazać z bliska, jak człowiek obrywa pociskiem rozrywającym górną część tułowia. Jeżeli jednak chodzi o symbol swastyki… tutaj producentom WWII aż trzęsą się ręce z przerażenia. Deweloperzy kręcą się i wiją, byle tylko uniknąć symbolu szczęścia i dostatku zawłaszczonego przez Adolfa Hitlera i III Rzeszę.

Czułem rozczarowanie, gdy nazistowski oficer na ramieniu miał czerwoną opaskę z Krzyżem Żelaznym. Wszyscy doskonale wiemy, jaki symbol powinien się tam znajdować. Na mundurach brakuje swastyk, które magicznym sposobem zniknęły z orderów, naszywek i tak dalej. Dziwne o tyle, że na kilku budynkach znajdujących się w grze swastyki powiewają w najlepsze. Nie rozumiem tej niekonsekwencji, ale na pewno nie buduje to pozytywnego wrażenia.

-Swastyki? Nein herr Szymon, nie wiem o czym mówisz

Największe zalety:

  • Najlepsza kampania od czasów Modern Warfare
  • Druga Wojna Światowa! W końcu!
  • Kompania Braci powstająca na oczach gracza
  • Specjalne umiejętności towarzyszy broni
  • Indywidualne historie i charaktery sojuszników
  • Przyjemna oprawa audio i wideo
  • Świetne przejścia narracyjne
  • Zróżnicowane misje (skradanie, czołg, samolot)
  • Epilog

Największe wady:

  • Twórcy boją się swastyk
  • Zabrakło epickiej sceny na miarę Stalingradu z CoD
  • Polskie tłumaczenie nie oddaje specyfiki dialogów

Jednak nawet mimo tych mankamentów – Jezu, co za kampania! Kapitalne doświadczenie. Od lat nie bawiłem się tak dobrze z Call of Duty w trybie dla jednego gracza. Nawet pierwsze Black Ops nie dało mi tyle frajdy. Dopiero przystępuje do testowania trybów wieloosobowych, ale jednego możecie być pewni już teraz – jeżeli chodzi o kampanię, Call of Duty: WWII to najlepsza odsłona od czasu Modern Warfare.

Odważne stwierdzenie, ale ocena jest w pełni zasłużona.

Dołącz do dyskusji

Advertisement