Po latach przerwy znów mam w rękach BlackBerry. I to zaskakująco przyjemne uczucie

Artykuł/Sprzęt 16.11.2017
Po latach przerwy znów mam w rękach BlackBerry. I to zaskakująco przyjemne uczucie

Po latach przerwy znów mam w rękach BlackBerry. I to zaskakująco przyjemne uczucie

Jest końcówka 2017 roku, a ja właśnie dostałem do testów telefon z fizyczną klawiaturą QWERTY. Kto by pomyślał.

Mało tego – zapowiada się, że BlackBerry KEYone to telefon wyjątkowy nie tylko ze względu na swoją konstrukcję.

Na razie jednak mam go w rękach zdecydowanie zbyt krótko, żeby wydawać jakiekolwiek ostateczne osądy. Dlatego czas teraz jedynie na wymienienie tego, co po kilku dniach już mi się w KEYone spodobało, a do czego będę musiał się przyzwyczaić albo przekonać.

Wielki plus: KEYone aż chce się trzymać w ręce. A on chce w tej dłoni leżeć.

BlackBerry KEYone w żadnym wypadku nie jest pancernym telefonem, ale takie sprawia wrażenie, gdy trzymamy go w ręce. Potężna, metalowa ramka nie tylko wygląda efektownie, ale i wydaje się, jakby była w stanie wytrzymać każdy nacisk.

Gumowe wykończenie z tyłu zbiera przy tym wprawdzie odciski palców, ale za to jest również niesamowicie solidne – na jakiekolwiek trzaski czy skrzypnięcia nie ma nawet co liczyć. Całość jest spasowana idealnie i może spokojnie spoczywać na najwyższej półce sprzętów mobilnych.

Przy czym nie wiem, czy KEYone nie powinien nawet zająć za swoją budowę miejsca jeszcze odrobinę wyżej. Nie pamiętam już bowiem, kiedy ostatnio trzymałem w ręce smartfon, który tak dobrze by w tej dłoni leżał. Jest wielki, owszem, większy np. od iPhone’a X, ale obsługuje się go nieporównywalnie wygodniej i nieporównywalnie mniejszy jest stres, że smartfon może nam upaść na ziemię.

Nie wiem, jak taki upadek by się zakończył, ale podejrzewam, że KEYone’a wystarczyłoby otrzepać z kurzu i pogodzić się z kilkoma zarysowaniami na obudowie. W najgorszym przypadku.

Spore nie jestem przekonany: co się stało nad ekranem?

Mawiają wprawdzie, że symetria jest estetyką głupców, ale albo nim jestem, albo mam jeszcze mocno w pamięci epokę smartfonów z serii Bold.

I tak, o ile dolna część telefonu bardzo mi się podoba, o tyle góra – jednocześnie kanciasta (przy widoku z przodu) i zaokrąglona (przy widoku z góry) zupełnie mi nie leży.

Nie jestem pewien, z czego wynikało takie rozwiązanie. Jeśli z konieczności upchnięcia akurat tam gniazda słuchawkowego, z radością przyjąłbym jego brak i bardziej boldową konstrukcję.

Plus oczywisty: klawiatura.

Przyznam, że powrót do fizycznej QWERTY był bardzo, bardzo dziwny. Przyciski początkowo wydawały się wręcz mikroskopijne, a prędkość pisania – cóż, zdecydowanie nie powalała.

Wystarczyło jednak kilka godzin, żeby przypomnieć sobie, dlaczego tak długo byłem przeciwnikiem ekranów dotykowych. Wpisywanie dłuższych tekstów, wprowadzanie haseł do różnych usług, ogólnie pojęta komunikacja – nie dam głowy, czy robię to szybciej niż na ekranie dotykowym, ale jednego jestem pewien. Taki sposób wprowadzania tekstu nie tylko generuje dużo mniej błędów i śmiesznych poprawek autokorekty, ale też dużo mniej męczy palce. I to nawet pomimo tego, że już dawno uznałem klawiaturę wirtualną za naturalny sposób pisania.

Zresztą, podobnie jak w Privie, również i w KEYone klawiatura potrafi dużo więcej, niż tylko wprowadzać tekst. Skróty klawiszowe? Niemal każdy przycisk może nim być. Przy przewijaniu dokumentów czy tekstu też nie musimy często zdejmować rąk z klawiszy – pełnią one bowiem rolę jednego wielkiego trackpada.

I to działa.

Minus klawiatury: to można było zrobić ładniej.

Ruchome elementy – których pozbyto się w większości nowych smartfonów – wymagają przy produkcji dużo uwagi, żeby wyglądać dobrze. I tutaj mam lekko mieszane uczucia.

Samym klawiszom wiele zarzucić nie można – mają pewny klik i skok, po krótkim przyzwyczajeniu palce pływają po nich, jak za starych dobrych czasów, ale…

… no właśnie: ale. Tym, co denerwuje mnie najbardziej jest drobiazg – podświetlenie tych klawiszy. Nie tylko jest raczej żółtawe, zamiast czystej bieli, ale też jest nieprzyjemnie nierównomierne. W moim egzemplarzu widać to szczególnie na przyciskach sym i mikrofonu, ale też łatwo zauważyć, że np. Z podświetlone jest bardzo mocno, a D już bardzo słabo.

I kiedy to zobaczymy, strasznie denerwuje. Tak samo jak punktowe wycieki podświetlenia spod niektórych klawiszy.

Oczywiście w żaden sposób nie utrudnia to korzystania z urządzenia – w nocy klawisze łatwo odnaleźć – ale i tak od telefonu tak świetnie wykonanego można wymagać więcej. Tym bardziej, że równie brzydko podświetlone są funkcyjne przyciski Androida pod ekranem.

Plus: czytnik linii papilarnych w spacji to genialny pomysł.

Naprawdę. Jeśli zabieramy się do pisania i korzystamy z dwóch rąk – czytnik mamy od razu pod palcem. Jeśli chwytamy telefon jedną ręką – czytnik i tak zawsze jest w zasięgu. Ani razu nie musiałem jak do tej pory zmieniać chwytu, żeby odblokować telefon.

Do tego sam czytnik działa błyskawicznie i jeszcze nie zdarzyło się, żeby się pomylił.

Takie sobie: przycisk blokady ekranu… po której stronie?

Nie mam pojęcia, dlaczego przycisk blokady znajduje się po lewej stronie urządzenia.

Po prostu nie wiem.

Na minus: brak wodoodporności.

Telefon, który sprawia wrażenie czołgu nie powinien bać się wody. Ten niestety się boi.

Zdecydowany plus: to śmiga, choć…

Można długo debatować, czy w telefonie za taką cenę przystoi Snapdragon 625, 3 GB RAM i 32 GB wbudowanej pamięci (obsługa kart pamięci do 256 GB), ale moje pierwsze wrażenia są takie, że dużo więcej tu nie potrzeba. Tym bardziej, że nikt raczej na ekranie o takich proporcjach grać nie będzie.

W codziennym użytkowaniu, przynajmniej na razie. KEYone’owi nie jestem nic w stanie zarzucić – uruchamianie aplikacji jest sprawne, tak samo jak przełączanie się pomiędzy nimi czy praca w ich obrębie.

Może gdzieś w końcu pojawią się mniejsze i większe problemy – cóż, zobaczymy, na co stać Androida 7.1 z dodatkami od BlackBerry.

Minus: … brak w tym iskierki BlackBerry.

Właściwie to inaczej – ten telefon, od strony systemowej i użytkowej – byłby jeszcze ciekawszy, gdyby pracował pod kontrolą BlackBerry 10. Przy czym oczywiście byłby to wtedy produkt absolutnie niesprzedawalny i pozbawiony sensu.

Dlaczego KEYone byłby lepszy (pod pewnymi względami!) z BB10? Odpowiedzi są dwie – gesty i Hub.

Pierwsze może wydawać się dziwne – w końcu telefon ma fizyczną klawiaturę i machanie po ekranie mu nie pasuje. O wiele bardziej jednak wolałbym minimalizować aplikacje po prostu machając palcem z klawiatury, niż celując w kółeczko pod ekranem. Tak samo powiadomienia wolałbym móc podejrzeć prostym gestem, zamiast rozwijać z góry (co przy takim telefonie jest zupełnie nieergonomiczne) pasek powiadomień.

Nie jetem też pewien, czy androidowa wersja Huba jest w stanie mnie kupić. Ta z Priva przekonała mnie tylko częściowo, głównie przez fakt, że wprawdzie Hub zbiera większość powiadomień z ważniejszych aplikacji, ale już nie zawsze pozwala z nimi cokolwiek zrobić bez wychodzenia do dedykowanych aplikacji.

Zobaczymy, może tym razem go polubię. Przy czym nie zrozummy się źle – Hub jest genialnym kombajnem komunikacyjnym. Ale nie jest Hubem z BlackBerry 10.

Nie wiem: ekran

Jest duży (4,5″), wyświetla piękny obraz, mimo nietypowej rozdzielczości (1080×1620) nie ma specjalnych problemów z większością aplikacji, a fakt, że jest dość szeroki (proporcje 3:2), powoduje, że świetnie nadaje się do tego, do czego został stworzony – do czytania i pisania.

Za to dużo mniej nadaje się do ogólnie pojętej konsumpcji multimediów. Filmy na ekranie o takich proporcjach nigdy nie będą wyglądać niesamowite – nie wiadomo nawet, jak taki telefon w tych sytuacjach trzymać. Leniwe przeglądanie timeline’ów w różnych aplikacjach też będzie od nas wymagać więcej przewijania, niż na standardowym dziś smartfonie.

Ale to jest akurat do przewidzenia. Tak samo jak to, że KEYone, tak samo jak wcześniejszy Priv, nie jest telefonem dla każdego. Choć już teraz widzę, że może być sporo osób, którym będzie warto go polecić.

O ile będą w stanie przełknąć jego wysoką cenę.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement