Pokazując zdjęcia z wakacji, trochę oszukujemy. Wykorzystała to publiczna telewizja

Felieton/Media 16.10.2017
Pokazując zdjęcia z wakacji, trochę oszukujemy. Wykorzystała to publiczna telewizja

Pokazując zdjęcia z wakacji, trochę oszukujemy. Wykorzystała to publiczna telewizja

W niesłusznie zapomnianym filmie Zdjęcie w godzinę (One Hour Photo) Robin Williams gra pracownika zakładu fotograficznego. Wywołuje on (jeszcze tradycyjne, z kliszy) zdjęcia i wzdycha do pięknego życia ich bohaterów. Wydaje się ono takie beztroskie – same pikniki, wycieczki, urodziny i odwiedziny u przyjaciół.

Ograniczenie technologiczne (za kliszę trzeba było zapłacić, za wywołanie też, na kliszy mieściły się 24 zdjęcia) powodowało, że fotografowaliśmy najpiękniejsze momenty naszego życia. Powstawały zdjęcia, które miały być po latach pamiątką przyjemnych chwil. Główny bohater Zdjęcia w godzinę tego nie rozumiał, i traktował je jako odzwierciedlenie całego życia autorów fotografii.

Podobną rolę dziś pełnią media społecznościowe. Z setek, a czasami nawet tysięcy, zdjęć wykonanych w trakcie wyjazdu wakacyjnego wybieramy te najpiękniejsze, i takie, którymi chcemy się pochwalić znajomym. Przeglądam dziś swoje własne zdjęcia udostępnione na Facebooku w trakcie wakacji. Żona zajadająca małże (kupione na festynowym targu za pięć euro), dzieci przed butikiem w Porto Cervo (ten raj dla bogaczy tylko zwiedzaliśmy, unikając zakupów), czy ja stojący obok Rolls Royce (choć wypożyczyłem tylko Opla Astrę). Wszystko to tworzy pewną wizję piękniejszego niż w rzeczywistości świata.

I właśnie tę wizję za dobrą monetę wzięła polska telewizja publiczna, próbując zaatakować pławiących się w rzekomych luksusach lekarzy-rezydentów.

Moim zdaniem nie zrobiono tego w dobrej wierze. Jest to bardzo płytki i nieuczciwy zabieg – zdjęcia takie, jak wykorzystano w telewizji, z odpowiednim komentarzem są de facto podżeganiem, tworzeniem podziałów, wzbudzaniem nienawiści.

Bardzo chciałbym się mylić, ale wygląda to na część większego planu, jakim jest popieranie antyintelektualizmu i próba postawienia „zwykłych ludzi” i „wykształconych darmozjadów” w opozycji. Skłóconymi łatwiej przecież rządzić.

Ja z wakacji wróciłem z mocno nadszarpniętym budżetem, prześladowana przez telewizję lekarka była tak naprawdę w pracy – ratowała życie w niebezpiecznym rejonie świata, w którym, los chciał, akurat świeci słońce i są palmy. W umyśle widza pozostał jednak obraz beztroskiego życia zamożnego lekarza.

Dołącz do dyskusji

Advertisement