60 godzin. W tyle zwrócił mu się koszt wydania książki “Zawód: Programista”. Potem już tylko zarabiał

Artykuł/Biznes 02.10.2017
60 godzin. W tyle zwrócił mu się koszt wydania książki “Zawód: Programista”. Potem już tylko zarabiał

60 godzin. W tyle zwrócił mu się koszt wydania książki “Zawód: Programista”. Potem już tylko zarabiał

”Zawód: Programista” to kolejny przykład na to, że self-publishing w Polsce może się udać. O książce rozmawiam z jej autorem, Maćkiem Aniserowiczem.

Jeśli jesteś programistą lub interesujesz się polską branżą IT, jest bardzo duża szansa, że spotkałeś się z Maciejem Aniserowiczem.

Sam o sobie mówi, że żyje i oddycha polską społecznością programistyczną. Jest autorem najpopularniejszego polskiego bloga o programowaniu devstyle.pl, twórcą podcastu programistycznego DevTalk, prelegentem na największych polskich konferencjach IT, współorganizatorem konferencji Programistok i organizatorem konkursu Daj Się Poznać.

maciej aniserowicz zawod programista

Jest jednym z nielicznych polskich Microsoft MVP (Most Valuable Professional) w kategorii .NET., a do tego może się pochwalić tytułem Microsoft Certified Professional. Mimo sukcesów zawodowych porzucił pracę „dla kogoś”, założył bloga i w całości poświęcił się inicjatywom, dzięki którym uczy kolejne pokolenie programistów. Teraz wydaje swoją pierwszą książkę „Zawód: Programista”.

Cały koszt wydania książki zwrócił się po 60 godzinach przedsprzedaży. O nadspodziewanym sukcesie książki rozmawiam z jej autorem, Maciejem Aniserowiczem.

Marcin Połowianiuk, Spider’s Web: Dlaczego wydajesz książkę o programowaniu? Złośliwi mogą twierdzić, że dla pieniędzy (jeszcze mu mało?!). Ktoś inny będzie się dziwił, że chcesz wychować nowe pokolenie programistów, które być może wygryzie cię kiedyś z rynku. Jak jest naprawdę?

Maciej Aniserowicz: Gdybym robił rzeczy dla kasy, to programowałbym 20 godzin na dobę (śmiech), co zresztą kiedyś robiłem. A nowe pokolenia nie są do nas krwiożerczo nastawione, wręcz przeciwnie. Staram się nieść pomoc, której mi samemu brakowało na początku drogi.

Pomagasz też na swoim blogu. Ile to już lat?

Dziesięć! Od dekady dzielę się swoimi poglądami na branżę IT i refleksjami o zawodzie programisty. Nadszedł czas na podsumowanie tych dziesięciu lat i zamknięcie pewnego rozdziału. Można powiedzieć, że ta książka jest efektem mojego, naiwnego czasami, poczucia misji.

Jak długo nosiłeś się z myślą, by napisać książkę? Co cię ostatecznie przekonało?

Od przynajmniej 5 lat wiedziałem, że kiedyś napiszę książkę o dokładnie takim tytule. Ciągle jednak czułem, że jeszcze nie mam odpowiedniej dozy doświadczeń, wystarczająco szerokiej perspektywy. Teraz jestem przekonany, że wiem już wszystko, co jest do napisania takiej książki wymagane.

Jesteś znaną postacią w środowisku IT, ale mam wrażenie, że wraz z książką chcesz dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Dlaczego nowi czytelnicy mają ci zaufać?

Pracowałem w różnych miastach i krajach, dla polskich i zagranicznych klientów. Programowałem w korporacji, startupie i software housie. Byłem freelancerem, etatowcem i bezrobotnym. Programowałem w biurze i zdalnie, sam i w zespole. Miałem rolę programisty i lidera, a także analityka odpowiedzialnego za kontakt z klientem. Słowem: robiłem wszystko, co jest w IT do zrobienia. I tym się dzielę.

maciej aniserowicz zawod programista

Czy programowania da się nauczyć z książki?

Nie ma jednej prostej odpowiedzi. Czasami jestem za to w internecie krytykowany, ale moim zdaniem książki programistyczne na samym początku kariery robią więcej szkody niż pożytku.

Dlaczego?

Książki odciągają uwagę od najistotniejszego elementu nauki programowania, czyli samego pisania kodu. Programowania uczymy się programując. A nauka może być niebezpieczną wymówką przed podjęciem działania.

W takim razie dlaczego „tracić czas” na czytanie, skoro można działać?

Na dalszych etapach nauki książki są jak najbardziej przydatne. Niekoniecznie te najnowsze, o najświeższych programach i bibliotekach, ale te sprzed 10, 20 czy nawet 30 lat, opisujące pewne niezmienne trendy i sposoby podejścia do problemów.

Nic jednak nie zastąpi nauki przez praktykę. Książki są tylko uzupełnieniem tego procesu.

Czy „Zawód: Programista” uczy kodowania?

Nie. Moja książka nie ma na celu nauczenia nikogo programowania. Ona ma przygotować do zostania programistą i pomóc w tej drodze.

Do kogo jest skierowana książka? Na jakim trzeba być poziomie, żeby wynieść z niej jak najwięcej?

Po pierwsze, książkę kieruję do początkujących programistów, którym dzięki niej łatwiej będzie znaleźć pracę. Po drugie, kieruję ją do programistów z pewnym doświadczeniem, którzy świadomie pokierują swoją karierą i zobaczą, jakie mają możliwości. Po trzecie, kieruję ją do bardzo doświadczonych programistów, tzw. “seniorów”, przed którymi trudny etap wychodzenia poza samo programowanie, wejście w świat zarządzania i dzielenia się swoją wiedzą.

Z tej książki skorzystają też osoby pracujące z programistami. Dzięki niej… zrozumieją programistów. Książka odczarowuje branżę, pokazuje jak jest, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Która grupa osób wyciągnie z książki najwięcej informacji dla siebie?

Najwięcej wyniosą osoby początkujące. Pomogę im napisać dobre CV, przejść pierwsze rozmowy rekrutacyjne, zdobyć wymarzoną pracę… albo po prostu zdecydować, czy programowanie to dobry wybór.

Z kolei starsi programiści przypomną sobie te czasy. Wrócą do problemów, jakie mieli lata temu. Będą mogli wspólnie ze mną przejść przez straszną ścieżkę wypalenia zawodowego i być może… ustrzec się przed nią?

maciej aniserowicz zawod programista

Porozmawiajmy o kwestiach wydawniczych. Dla osoby, która nie miała kontaktu z drukiem zadanie pt. „wydaj książkę” brzmi jak „zbuduj rakietę i poleć na Marsa”. Jak się za to zabrałeś?

To prawda, wydawanie książki jest dość żmudnym procesem. Wiedziałem, że najważniejsza jest treść, i od tego zacząłem, na tym się skupiłem. Proces wydawniczy poznawałem tak naprawdę w trakcie.

Wiem, że mocno wzorowałeś się na ścieżce, którą wydeptał Michał Szafrański.

Tak, pełnymi garściami czerpałem z doświadczeń Michała, który wydeptał ślady dla wszystkich self-publisherów w Polsce. Jego case studies na temat wydawania Finansowego Ninja są bezcennym źródłem wiedzy i inspiracji.

Jak Michał Szafrański podszedł do tego, że „zapożyczyłeś” cały jego proces wydawniczy? Z tego co wiem, pukałeś dokładnie do tych samych drzwi, co on.

Czerpałem z jego doświadczeń, ale sporo rzeczy robiłem po swojemu, niektóre całkowicie inaczej niż on. Jestem przekonany, że Michał cieszy się z tego, w końcu dlatego był tak otwarty i transparentny, by ułatwić tę drogę kolejnym autorom, podzielić się swoim sukcesem.

Czy nie przerażało cię to, ile rzeczy musisz się nauczyć, by samemu wydać książkę?

Na pewno nie należy się tego bać. Na początku można podejść z założeniem “napiszę, wydrukuję i sprzedam” i rozwiązywać problemy dopiero gdy się pojawią, a nie na zapas. To nieco stresujące, ale działa.

Co było najtrudniejszym etapem w wydaniu książki?

Marketing i sprzedaż. Piszę sam wiedząc, że mam dużo do przekazania. Grafikę, skład, korektę i druk zlecam ekspertom w tych tematach. Ale samo posiadanie książki na sprzedaż jeszcze nie oznacza, że ktoś ją kupi. Bardzo dużo uczyłem się o marketingu internetowym, poznawałem nowe dziedziny. I okazało się, że to działa!

Jakimi kanałami będziesz sprzedawał książkę?

Książkę sprzedaję tylko na stronie zawodprogramista.pl. Nie będzie jej w żadnej księgarni. Chcę, by każdy mógł zapoznać się z moją ofertą, moją reklamą, moimi argumentami przed ewentualnym zakupem. Dzięki temu będę wiedział, że książka trafia w odpowiednie ręce.

Czy planujesz wydanie e-booka?

Tak, planuję zarówno wersję drukowaną, jak i e-booka. W przedsprzedaży trwającej do końca października można kupić cały zestaw z bonusowym e-bookiem w okazyjnej cenie. Po okresie przedsprzedaży tyle będzie kosztowała sama książka albo sam e-book.

To temat-rzeka, ale czy według ciebie e-book nie powinien kosztować mniej od drukowanego egzemplarza?

Wbrew pozorom, przygotowanie i wydanie e-booka wcale nie jest prostsze ani mniej kosztowne niż wersji drukowanej. Wręcz przeciwnie, bo e-booka trzeba przetestować na wielu urządzeniach i w kilku formatach.

Dlaczego self-publishing? Czy próbowałeś wydać książkę pod szyldem wydawnictwa? Czy miałeś oferty od wydawnictw?

Przez lata mojej działalności zgłaszało się do mnie wiele wydawnictw, ale kluczową rolę odgrywały pieniądze. Lubię coś robić albo całkowicie za darmo, albo za porządne wynagrodzenie. W przypadku współpracy z wydawnictwem nie było ani jednego, ani drugiego. Wolałbym zrobić export z Worda do PDF-a i rozdawać tę treść za darmo, niż godzić się na warunki proponowane przez wydawnictwa.

maciej aniserowicz zawod programista

Chwaliłeś się w mediach społecznościowych, że przedsprzedaż przerosła twoje najśmielsze oczekiwania. Jak to wygląda w praktyce? Ile książek już sprzedałeś?

W ciągu dwóch tygodni przedsprzedaży – a więc w momencie, gdy książka jest jeszcze dopieszczana i nie można jej dotknąć, zobaczyć – sprzedało się ponad 1200 egzemplarzy. To więcej, niż planowały wydrukować wydawnictwa i więcej, niż ja sam spodziewałem się sprzedać w całym roku 2017. Przyznam, że jestem bardzo pozytywnie zaszokowany i tym bardziej przykładam się na ostatniej prostej, by książka była tak dobra i dopieszczona, jak to tylko możliwe.

Ponad połowa tych egzemplarzy sprzedała się pierwszego dnia, więc “otwarcie” miałem na naprawdę niesamowitym poziomie.

Jak wypada bilans kosztów: czy udało się już pokryć koszty przygotowania książki?

Wszystkie koszty, łącznie z drukiem całego pierwszego nakładu (planuję 5 tysięcy egzemplarzy), zwróciły się po 60 godzinach przedsprzedaży. Można więc powiedzieć, że jestem bardziej niż zadowolony i to na wielu płaszczyznach.

Dodatkowo warto zaznaczyć, że moje pierwsze wydatki pokrywałem już z pieniędzy zdobytych podczas przedsprzedaży. Właściwie mój jedyny koszt przed uruchomieniem przedsprzedaży stanowiła domena zawodprogramista.pl, którą musiałem odkupić za dość pokaźną sumkę.

Jaki jest plan na 2017 rok? Ile książek zamierzasz sprzedać?

Plan na 2017 już został wykonany i staram się nie mieć żadnych oczekiwań. Z prawdziwą promocją – może jakimiś spotkaniami autorskimi? – ruszę dopiero po zakończeniu przedsprzedaży. Zupełnie nie potrafię oszacować potencjalnego zainteresowania, to dla mnie – i całego polskiego rynku IT – całkowicie nowa sytuacja. Zobaczymy, dokąd nas wszystkich ona zaprowadzi.

Ile zarobiłbyś, gdybyś skorzystał z usług wydawnictwa?

Nie robiłem takich symulacji. Wiem, że wydawnictwo nie wydrukowałoby wystarczającej liczby egzemplarzy… a ja nie miałbym radości z budowania całkowicie własnego produktu. Wszystko – od projektu okładki przez stronę sprzedażową po końcową cenę – jest dokładnie takie, jak chciałem. Ciężko gdybać, jakby to wyglądało, gdybym kontrolę nad całym procesem oddał wydawnictwu.

Widzialem na twoich profilach społecznościowych ciekawe zestawienie książki z Patronite’em, na którym też osiągnąłeś spory sukces. Jak byś to podsumował?

Patronite to bardzo trudny temat. Wejście na tę platformę kosztowało mnie masę nerwów i wiele tygodni długich refleksji. W końcu to zrobiłem, zdobyłem większą rzeszę Patronów, niż bym się spodziewał, ale… sam czuję w tym temacie niedosyt.

Półroczne zarobki z Patronite (a jestem w pierwszej dziesiątce w Polsce, jeśli chodzi o uzyskiwaną co miesiąc od Patronów kwotę) osiągnąłem po 13 godzinach przedsprzedaży książki. Ta różnica jest przeogromna. I ja to doskonale rozumiem, bo cały czas, nawet dla mnie samego, idea “patronatu” nie jest do końca zrozumiała i nie wiem jak to “sprzedać” w zgodzie z własnym sumieniem.

Rada na koniec?

W każdym aspekcie działalności, niezależnie, czy już masz swoje małe internetowe imperium, czy dopiero zaczynasz je budować: niech twoim priorytetem będą ludzie. Kontakt 1:1, maile, Snapy, kawy na mieście. To niezmiernie ważne i niestety rzadko spotykane w świecie pełnym rywalizacji, statystyk i manipulacji.

Dziękuję za rozmowę!

Dzięki!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement