Dla Taylor Swift Facebook i Instagram to za mało. Stworzyła aplikację, w której fani będą ją mieli tylko dla siebie

Artykuł/Social media 12.10.2017
Dla Taylor Swift Facebook i Instagram to za mało. Stworzyła aplikację, w której fani będą ją mieli tylko dla siebie

Dla Taylor Swift Facebook i Instagram to za mało. Stworzyła aplikację, w której fani będą ją mieli tylko dla siebie

Taylor Swift jest kolejną artystką, która stworzyła własną aplikację do kontaktu z fanami. Amerykańska gwiazda pop osiągnęła taką popularność, że Facebook i Instagram nie są jej potrzebne.

Czy pamiętacie, w jaki sposób śledziliśmy swoich ulubionych artystów kilkanaście lat temu? O nowościach dowiadywaliśmy się z prasy lub od innych fanów. W ciągu kilku ostatnich lat niepostrzeżenie upadł mur stojący między wykonawcami, a nami, odbiorcami.

Gdzieś w międzyczasie przyzwyczailiśmy się do tego, że możemy wejść w interakcję z ulubionym wykonawcą. Możemy mu wysłać wiadomość, śledzić jego dyskusje z innymi fanami, przeglądać zdjęcia zza kulis, a czasami nawet obserwować artystę w codziennych sytuacjach z jego życia.

Dziś obecność artystów w mediach społecznościowych jest równie ważna, co obecność na koncertach. Facebook, Instagram czy Snapchat mogą być narzędziami do skutecznego podgrzewania atmosfery. Co więcej, są to miejsca, które da się w pewnym stopniu kontrolować, w odróżnieniu od publikacji w niezależnych serwisach.

Może się wydawać, że Facebook i Instagram to idealne maszynki do podbijania wyników finansowych, ale dla największych gwiazd to już za mało. Bo po co ograniczać się do ogólnodostępnej, otwartej platformy, skoro można stworzyć swoją, na własnych zasadach?

The Swift Life to aplikacja społecznościowa od Taylor Swift.

Taylor Swift ma obecnie 104 mln obserwujących na Instagramie, 74 mln na Facebooku i 85 mln na Twitterze. Przy takich liczbach trudno narzekać na brak popularności, ale dla Swift to za mało.

Właśnie poznaliśmy The Swift Life, czyli prywatną aplikację społecznościową gwiazdy pop. Artystka będzie za jej pośrednictwem komunikować się z fanami poprzez zdjęcia, filmy i wiadomości. Aplikacja przypomina stream z Facebooka, z tą różnicą, że widzimy tam wyłącznie materiały związane z Taylor Swift.

W nowej apce pojawią się też dodatkowe materiały, które nie będą dostępne nigdzie indziej: tapety, emotikony, zdjęcia. Użytkownicy będą też mogli słuchać kawałków Taylor przy przewijaniu jej tablicy. W prawym górnym rogu widać też ikonę torby na zakupy, co sugeruje, że aplikacja będzie zawierać sklep. Widać też awatar z poziomem, a więc w aplikacji pojawi się jakaś forma grywalizacji.

The Swift Life zostanie upubliczniona pod koniec 2017 roku w wersji na Androida i iOS.

Największe gwiazdy być może poradzą sobie bez Facebooka i Instagrama. I ta wiadomość powinna zasmucić Marka Zuckerberga.

taylor swift aplikacja - the swift life

Taylor Swift nie jest pierwszą artystką, która stworzyła własną aplikację. Wcześniej swoich sił próbowały Kim Kardashian, Madonna, Katy Pery, Britney Spears, czy Nicki Minaj. Aplikacje odniosły umiarkowane sukcesy, ale jednocześnie nie stawiały w pełni na aspekt społecznościowy. Przykładowo, Nicki Minaj wypuściła grę mobilną. Tymczasem w The Swift Life głównym celem jest właśnie kontakt ze społecznością.

Z jednej strony nie wyobrażam sobie sytuacji, w której każdy artysta ma odrębną aplikację i kończy z komunikacją w ogólnodostępnych mediach społecznościowych. W przypadku publicystycznych serwisów internetowych taka strategia okazała się fiaskiem. Dziś nikt nie czyta serwisów w dedykowanych aplikacjach, bo wygrał dostęp z przeglądarki i agregatów treści.

taylor swift aplikacja - the swift life

Z drugiej strony, rząd duszyczek oddanych swoim ulubionym gwiazdom może być w dzisiejszych czasach tak zaangażowany, że aplikacje pokroju The Swift Life naprawdę mają szansę odnieść sukces. A jeśli gwiazdy zaczną odchodzić z Facebooka i Instagrama, może to być problemem dla tych usług.

A może to po prostu bańka, w której będą żyć fani?

Osobista aplikacja oznacza pełną kontrolę artysty nad treściami, które się w niej pokażą. To może oznaczać całkowite odcięcie się od krytyki i niewygodnych wpisów. Cóż, takie prawo artysty, ale życie w bańce raczej nie będzie niczym korzystnym dla nastoletnich fanek Taylor.

Dołącz do dyskusji

Advertisement