Tylko przypadek sprawił, że złapałem Mewtwo w Pokemon GO

News/Gry 20.10.2017
Tylko przypadek sprawił, że złapałem Mewtwo w Pokemon GO

Tylko przypadek sprawił, że złapałem Mewtwo w Pokemon GO

Gracze Pokemon GO wiedzą, że złapanie wszystkich stworków jest bardzo trudnym zadaniem. Wymaga nie tylko długotrwałej gry, ale również podróżowania po świecie oraz bycia w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Poza tym, tylko łut szczęścia pozwala na złapanie najpotężniejszego pokemona, czyli Mewtwo. Mi udało się go zdobyć.

Osobom niezaznajomionym z tematyką Pokemon GO wyjaśnię szybko pojęcie raidu. Jest to zadanie polegające na pokonaniu potężnego przeciwnika, w tym przypadku niezwykle mocnego stworka. Raidy dzielą się na pięć poziomów, przy czym wyższy poziom oznacza trudniejszego przeciwnika. Raid Bossa na pierwszym poziomie doświadczony gracz pokona w pojedynkę bez większego problemu. Z kolei do zdjęcia przeciwnika na piątym, najwyższym poziomie trzeba zebrać grupę kilku lub nawet kilkunastu osób.

Nieco ponad miesiąc temu oprócz zwykłych raidów pojawiły się też EX Raidy, czyli ekskluzywne raidy. Pojawiają się one stosunkowo rzadko i nie każdy gracz może wziąć w nich udział. By otrzymać zaproszenie uprawniające do udziału w EX Raidzie, musi on w kilku tygodniach poprzedzających wydarzenie zrobić zwykły raid w wybranej przez twórców gry lokacji. Ci jednak nie informują graczy, gdzie będzie przeprowadzany EX Raid, więc trzeba po prostu toczyć jak najwięcej walk w różnych miejscach i liczyć na otrzymanie zaproszenia.

Można też mieć sporo szczęścia. Tak jak ja.

Nie jestem najbardziej aktywnym graczem w Pokemon GO. W ciągu wakacji codziennie starałem się pokonać jakiegoś stworka, ale teraz po prostu nie mam na to czasu. Raz na jakiś czas robię raidy wyłącznie w dwóch miejscówkach znajdujących się dosłownie pod moim oknem. I właśnie na jednej z nich został przeprowadzony EX Raid, na który zostałem zaproszony.

Co tu dużo mówić – nie jest to uczciwy system. Okazało się, że zaproszenia na takie wydarzenie nie dostał do tej pory mój redakcyjny kolega Piotr Grabiec, jak też dwie wyjątkowo aktywne osoby z naszej ursynowskiej ekipy. Jedna z nich zresztą była z tego powodu na tyle wściekła, że opisała całą sprawę na Reddicie. Cóż, widocznie twórcy Pokemon GO doszli do wniosku, że skoro życie nie jest sprawiedliwe, oni też nie muszą. Ich gra, ich prawo.

W każdym razie kilkadziesiąt osób z naszej niebieskiej ekipy (Team Mystic) dostało EX Raid Pass, w tym ja. Jednak gracze żółci (Team Instinct) też otrzymali zaproszenia. Obu grupom zależało na zajęciu gymu, w którym rozpocznie się raid. Drużyna, która to zrobi, dostaje więcej Pokeballi, a co za tym idzie, ma większą szansę na zdobycie Mewtwo. Najlepsi gracze z ekipy zdobyli późnym wieczorem gym i wyznaczyli dyżury na dokarmianie pokemonów tak, by nie zostały pokonane przez następne kilkanaście godzin. W środku nocy kilka osób odwiedzało pole nadchodzącej bitwy, żeby uleczyć stworki kolegów.

Gym musiał pozostać niebieski do południa, aż EX Raid się rozpocznie.

Żółci widząc naszą przewagę szybko zaprzestali prób odbicia areny. Zaczęli ponowną walkę dopiero o 11:45. Wykorzystali błąd w grze. Do całkowitego zbicia pokemona trzeba trzy razy go pokonać, co teoretycznie daje czas na uleczenie go. Możliwe jest jednak zbijanie go przez trzech graczy osobno w ten sposób, że gra zaliczy trzy przegrane pokemona jedna po drugiej. Wtedy status stworka nie zdąży się odświeżyć, a ten zostanie automatycznie wyrzucony z gyma.

Staraliśmy się je uleczać, ale nie wiedzieliśmy, w którym momencie to robić, ponieważ gra nas o tym nie informowała. W końcu kilkadziesiąt osób rzucało lecznicze malinki na ślepo, jednak zazwyczaj nie przynosiło to żadnych rezultatów. Zółci zbili już trzy z sześciu stworków. Wtedy okazało się, że od pokonania pierwszego z nich minęło 10 minut, co oznaczało, że nasi gracze mogli dostawić do areny nowe stworki. Gym znowu był pełny, a do rozpoczęcia EX Raidu pozostały trzy minuty. Wiedzieliśmy, że już nic złego nie może się stać.

To nie były jedyne przygotowania. Żeby na miejscu nie było chaosu, jeden z graczy zorganizował grupy, w których mieliśmy bić Mewtwo. Do raidu może bowiem jednocześnie przystąpić zaledwie 20 osób, a nie chcieliśmy, by ktokolwiek z zaproszonych został sam. Dodatkowo im więcej osób atakuje pokemona, tym każda z nich zadaje mniejsze obrażenia i finalnie otrzymuje mniej kulek służących do łapania go. Mieliśmy kilka modeli walki obejmujących grupy po 6 i 10 osób. Ostatecznie wybraliśmy wariant drugi, bezpieczniejszy.

Okazało się, że niepotrzebnie. Tak duża grupa pokonywała Mewtwo w zaledwie kilkadziesiąt sekund. Jednak najtrudniejszym elementem raidu jest zawsze złapanie pokemona. W przypadku zwykłych raidów prawdopodobieństwo schwytania bardzo mocnego, legendarnego stworka przy każdym rzucie wynosi od 2 do 23 proc., zależnie od wybranych wspomagaczy i techniki rzutu. W przypadku Mewtwo jest ono większe i wynosi 6-47 proc. Jako że wszyscy gracze dostali po kilkanaście balli, praktycznie każdy złapał swojego Mewtwo.

Pokemon GO to szczególna gra.

Bardzo żałuję, że przez bardzo długi czas grałem w ten tytuł samotnie. Przez blisko rok od swojej premiery nie miała ona żadnych elementów społecznościowych, które zachęcałyby graczy do wspólnej zabawy. Po wprowadzeniu raidów i zmianie mechaniki gry sytuacja zmieniła się o 180 stopni. I bardzo dobrze.

Dzięki Pokemon GO poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi z mojego otoczenia, którzy są w wieku szkolnym, pracowniczym, jak też niemal emerytalnym. Osoby, które nie wstydzą się swojej dziecięcej strony i potrafią, w kilkanaście osób w grze na komórkę, łapać wymyślonego stworka. Ta gra naprawdę łączy sąsiadów, którzy dotychczas byli sobie zupełnie obcy i chociażby dlatego jest jedyna w swoim rodzaju. Śmiejcie się ze mnie, ale naprawdę lubię w nią grać.

PS. W końcu mam więcej pokemonów niż Piotr Grabiec, więc chyba teraz ja jestem naszym redakcyjnym Mistrzem Pokemon.

Dołącz do dyskusji

Advertisement