Samochody to tylko część większego planu. Nissan chce zmienić sposób, w jaki korzystamy z elektryczności

Artykuł/Motoryzacja 05.10.2017
Samochody to tylko część większego planu. Nissan chce zmienić sposób, w jaki korzystamy z elektryczności

Samochody to tylko część większego planu. Nissan chce zmienić sposób, w jaki korzystamy z elektryczności

Bez stacji benzynowych samochody z napędem spalinowym byłyby bezużyteczne. Z autami elektrycznymi sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Same ładowarki nie wystarczą. Bez kompletnego ekosystemu energetycznego, masowa przesiadka do elektryków jest po prostu niemożliwa.

Deklaracje niektórych producentów samochodów, jeśli chodzi o modele z napędem elektrycznym, czasami bardziej przypominają obietnice wyborcze, niż realne strategie rozwoju. Do 2030 r. zrobimy 100 mln samochodów elektrycznych! A my ich zrobimy 300 mln! A my zrobimy ich dwa razy więcej, niż oni i nasze w dodatku będą latać! Na takim “tle” bardzo łatwo wyjść na nudziarza. Kiedy ostatni raz ekscytowaliście się marką Nissan? No właśnie.

A jednak to japońska firma zajmuje obecnie pierwsze miejsce, jeśli chodzi o sprzedaż samochodów elektrycznych. W ujęciu globalnym wygląda to tak, że co czwarty elektryk jeżdżący po świecie został wyprodukowany przez Nissana. Japończycy bardzo nie chcieliby oddawać swoje pozycji lidera, dlatego też zamiast czczych przechwałek i obietnic bez pokrycia zajmują się tym, co ważne. Rozwiązywaniem przyszłych problemów.

Dzisiejsza sieć energetyczna nie poradzi sobie z masową przesiadką do aut elektrycznych.

nissan v2g xstorage
W przyszłości takie domowe akumulatory będzie miał prawie każdy z nas.

Jeśli rzeczywiście chcemy masowo przesiąść się do samochodów z napędem elektrycznym, to musimy spojrzeć na to zagadnienie z o wiele szerszej perspektywy. Wyobraźcie sobie na przykład, że nagle wszystkie samochody w waszej miejscowości są elektryczne. I że duża część ich właścicieli nagle zaczyna ładować je w tym samym czasie. Bo na przykład mamy długi weekend i sporo ludzi chce gdzieś wyjechać.

Już teraz zdarzają się takie dni, kiedy nasza sieć energetyczna nie radzi sobie z nadmiernym obciążeniem. Dodatkowe kilka milionów samochodów elektrycznych na pewno nie poprawi tego stanu rzeczy. No chyba, że będą to samochody Nissana. Japończycy bowiem zaczęli przyglądać się tej szerszej perspektywie prawie dekadę temu. Idea jest bardzo prosta. Nissan zidentyfikował dwa największe problemy sieci energetycznej, z którymi wraz z rosnącą elektryfikacją ruchu samochodowego będziemy spotykać się coraz częściej.

Pierwszym problemem będą przeciążenia sieci, o których wspominałem wcześniej. Elektrownie działające na danym terenie nie będą po prostu w stanie zapewnić dostatecznej ilości prądu potrzebnego do zasilenia wszystkich urządzeń. Problem numer dwa wiąże się z odnawialnymi źródłami energii (OZE), które potrafią być dość nieprzewidywalne. Elektrownie wiatrowe, farmy solarne i inne rozwiązania tego typu miewają dni, w których produkują zbyt dużo prądu, który trzeba gdzieś zrzucić, albo produkują go zbyt mało, żeby zasilić wszystkie urządzenia podłączone do sieci. Co z tym zrobić?

V2G i XStorage to pożyteczne rozwiązania, na których można w dodatku zarobić.

nissan v2g xstorage
Zaparkowane samochody, wspomagane przez panele słoneczne zamontowane na dachu zasilają cały dom energią elektryczną, czyli ekosystem Nissana w pigułce.

Rozwiązania powyższych problemów proponowane przez Nissana to V2G (Vehicle-to-Grid) i XStorage. W zasadzie to jeden i ten sam pomysł, który sprowadza się do tego, że akumulatory Nissana potrafią zarówno pobierać prąd z sieci energetycznej, jak i go do niej oddawać. Jedyna różnica polega na tym, że V2G dotyczy akumulatorów samochodowych, a XStorage to ogniwa stacjonarne. Pomysł ten nie tylko stabilizuje sieć energetyczną. Użytkownicy obu tych rozwiązań będą mogli na nich zarabiać.

Rozwiązanie V2G testowane jest od roku w Danii. Klienci flotowi, którzy zdecydują się na zakup ładowarki V2G, umożliwiającej dwukierunkowy przesył energii elektrycznej, mogą sprzedawać jej nadmiar z powrotem do sieci. Stacjonarne moduły XStorage opracowane przy współpracy z firmą Eaton działają na tej samej zasadzie. Domowe akumulatory Nissana już teraz sprzedają się całkiem nieźle. W ciągu zaledwie trzech miesięcy, na terenie całej Europy, Japończycy sprzedali ponad 1000 egzemplarzy XStorage. Jeśli prognozy przygotowane na podstawie dotychczasowych wyników sprzedaży się sprawdzą, do końca marca 2018 r. sprzedaż przekroczy 5000 egzemplarzy.

W przyszłości może to wyglądać mniej więcej tak: kupujecie sobie taki domowy akumulator Nissana i instalujecie go u siebie w domu. W godzinach, w których prawie wszyscy w waszej okolicy potrzebują podłączyć się do gniazdka, odsprzedajecie zmagazynowaną w module XStorage energię waszemu zakładowi energetycznemu. Z zyskiem. Ze wstępnych wyliczeń Nissana wynika, że na takim wspomaganiu sieci można zarobić rocznie ok. 400 EUR rocznie. Niby niewiele, ale mieć 400 euro i nie mieć 400 euro to razem już 800. Zresztą pozwólcie, że na chwilę głos oddam Margot Robbie:

Elektryczna rewolucja nie skończy się na transporcie.

Dwukierunkowy przesył energii z ładowarek V2G i XStorage nie tylko przyczyni się do obniżenia naszych rachunków za prąd. Pomyślcie o tych wszystkich nieprzyjemnych sytuacjach, w których z jakiegoś powodu sieć energetyczna przestaje działać. Rozwiązania Nissana posłużą wtedy jako źródła zasilania awaryjnego. XStorage ma jeszcze jedną cechę. Akumulatory wykorzystywane do produkcji tych baterii domowych to używane moduły z aut elektrycznych. Świetny pomysł na recykling.

W przypadku dużych flot, które zdecydują się na zakup ładowarek V2G, zyski mogą okazać się jeszcze większe. Mówimy tu o sytuacji, w której współpraca klientów flotowych z dostawcami energii pozwoli tym pierwszym na bezpłatne ładowanie swojej floty. Wiąże się to oczywiście z pewnymi kompromisami, jeśli chodzi o korzystanie ze swoich pojazdów, ale podejrzewam, że i tak bardzo dużo firm zainteresuje się tą opcją. Rzadko kiedy ktoś proponuje wam pieniądze za to, że wasz samochód stoi zaparkowany i podłączony do ładowarki.

Najważniejszą kwestią jest jednak to, czy rozwiązania tego typu przekształcą się w międzynarodowy standard.

Taka decentralizacja, jeśli chodzi o magazynowanie i udostępnianie energii elektrycznej to moim zdaniem bardzo dobry pomysł, ale… przecież nie każdy będzie chciał jeździć samochodem Nissana. Tak samo jak nie każdy zdecyduje się na zakup XStorage. Niektórzy klienci wybiorą PowerWalla Tesli, czy rozwiązanie BMW, które Bawarczycy prezentowali w zeszłym roku podczas konferencji EVS29.

Dostawcy energii muszą zacząć powoli myśleć o zintegrowaniu tych wszystkich rozwiązań w ramach jednej, wielkiej i zdecentralizowanej sieci energetycznej. Podejrzewam też, że masowe wprowadzenie takich rozwiązań wymaga nowych regulacji prawnych, dotyczących handlu energią elektryczną. Niektórzy ludzie oprócz jej przechowywania zainteresowani są również jej produkcją, wykorzystując w tym celu chociażby solarne dachy.

Im szybciej uda nam się wprowadzić te rozwiązania na masową skalę, tym lepiej dla ekosystemu naszej planety. Cieszę się, że producenci samochodów również zdają sobie z tego sprawę.

Dołącz do dyskusji

Advertisement