Jedna rzecz, której nauczyła mnie konsola Nintendo Switch

Felieton/Gry 09.10.2017
Jedna rzecz, której nauczyła mnie konsola Nintendo Switch

Jedna rzecz, której nauczyła mnie konsola Nintendo Switch

Żaden logiczny argument nie przemawiał za kupnem tego urządzenia. Spodziewałem się po nim wszystkiego najgorszego. Byłem przekonany, że jego możliwości będą dla mnie za małe. Nie miałem jednak racji i… jestem nim zachwycony. Tak, zostałem posiadaczem Nintendo Switch.

Człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach, a niechęć do nowych rozwiązań zazwyczaj wynika ze zwykłej niewiedzy. Pierwszy raz przekonałem się o tym, gdy kupiłem PlayStation 4. Konsola ta była zdecydowanie słabsza od posiadanego przeze mnie komputera gamingowego.

Wybrałem ją wyłącznie z powodu świetnej promocji, w której kosztowała mnie zaledwie kilkadziesiąt złotych. Ostatecznie jednak to ona została moją ulubioną platformą do grania i sytuacja ta nie zmieniła się przez  kilka ostatnich lat. Wygoda korzystania z konsoli zauroczyła mnie bardziej niż ogromne możliwości peceta.

Uważałem, że to wypadek przy pracy. Że przecież grafika na PlayStation 4 nie jest taka zła, a optymalizacja deweloperów też robi swoje. Cały czas tłumaczyłem sobie, że grywalność grywalnością, ale oprawa wizualna musi stać na odpowiednio wysokim poziomie. Dlatego rok temu wymieniłem PlayStation 4 na model z dopiskiem Pro.

Spodziewałem się lepszej niż do tej pory grafiki i rzeczywiście ją dostałem. Nie sprawiła mi ona jednak ogromnej radości, czułem wyłącznie pustą satysfakcję z posiadania najmocniejszej konsoli na rynku. Potem rozważałem jeszcze zakup Xboksa One X, który pod względem możliwości bije PlayStation 4 Pro na głowę.

Mimo to co jakiś czas zwracałem wzrok w stronę Nintendo Switch.

Tej dziwnej konsoli, którą Szymon Radzewicz i Piotr Grabiec wychwalali pod niebiosa. Nie rozumiałem, jak można wydać niemal 1500 zł na przerośnięty smartfon z dwoma niewygodnymi padami. Na sprzęt, którego bebechy nawet nie stały obok PlayStation 4 oraz Xboksa One. Urządzenie to w moich oczach było upośledzone i nie miało szans na podbicie rynku. Jednak im dłużej słuchałem bajdurzeń Szymona i Piotrka, tym mocniej zastanawiałem się nad zakupem.

Ostatecznie nie kupiłem Switcha. Cebula była we mnie zbyt silna, zaś argumenty w głowie zbyt mocne. Za namową Piotrka zrobiła to jednak moja kobieta, która sprezentowała mi konsolę na urodziny. Uruchomiłem ją, wybrałem kilka gier i… przepadłem. Mój dotychczasowy światopogląd legł w gruzach, ponieważ przy Nintendo Switch bawiłem się zdecydowanie lepiej niż przy wszystkich innych sprzętach do grania razem wziętych.

Nie przeszkadzała mi mała moc obliczeniowa, tak samo jak niska rozdzielczość obrazu. Nie obchodził mnie nawet mały ekran otoczony ogromnymi ramkami ani pady, które nie leżą najlepiej w dłoniach dorosłej osoby. Przy tak wysokim stężeniu grywalności wszystkie wymienione wady stały się wyłącznie nieistotnymi szczegółami.

Przekonałem się, że Nintendo ma niesamowity talent do robienia sprzętów jedynych w swoim rodzaju. Urządzeń, które nie muszą mieć najlepszych podzespołów, by podbić rynek. Konsol na tyle innowacyjnych i pomysłowych, że nie powinny nas interesować takie drobnostki, jak ich specyfikacja. Nintendo nigdzie nie stara się uzyskać fotorealistycznej grafiki, a po prostu ładną animację.

I do tego bebechy Switcha są absolutnie wystarczające. Pokken podoba mi się zarówno na małym, jak też większym ekranie. Na 65-calowym telewizorze mógłbym dostrzec poszarpane krawędzie, ale podczas wyścigu w Mario Kart 8 Deluxe lub kolejnej potyczki w Mario + Kórliki: Bitwa o Królestwo zupełnie nie mam na to chęci i czasu. Nie muszę tego robić, ponieważ ja nie widzę świata gry, ja faktycznie w nim jestem.

Nintendo udało się zrobić sprzęt uniwersalny.

Urządzenie, które jest zarówno najlepszym handheldem na rynku, jak też bardzo dobrym modelem stacjonarnym. Konsolę, przy której dobrze bawię się samotnie, jak też z moją drugą połówką lub przyjaciółmi. Zabawkę, do której można usiąść zarówno na pięć minut, jak też na kilka godzin. Sprzęt ze skrajnie infatylnymi grami, przy których doskonale bawią się ludzie w każdym wieku. Grami, które są niedostępne na żadnej innej platformie i dzięki temu są wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, unikatowe.

Switch to idealny prezent na urodziny dorosłego mężczyzny, jak też wymarzony gadżet pod choinkę 7-letniej dziewczynki. Konsola absolutnie dla każdego. Być może to początkowa euforia, może to zaślepienie nieznanymi mi grami, nie wiem. Żałuję jednak, że nie kupiłem Switcha wcześniej. Ominęło mnie ponad pół roku bardzo dobrej zabawy. Sześć miesięcy nauki tego, że sprzętu do gier nie można oceniać wyłącznie po specyfikacji.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement