Microsofcie, gratuluję. Właśnie zraziłeś kolejnego użytkownika do Windowsa

Microsofcie, gratuluję. Właśnie zraziłeś kolejnego użytkownika do Windowsa

Microsofcie, gratuluję. Właśnie zraziłeś kolejnego użytkownika do Windowsa

Nie będę ukrywał – nie mam łatwego życia w redakcji Spider’s Web. Coraz więcej moich kolegów pracuje na MacBookach i Makach, a ja tkwię jak kołek przy tym Windowsie. Powoli trafia mnie szlag i czuję, że pożegnanie z Microsoftem jest bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Wczorajsza Jesienna aktualizacja Windows 10 Creators Update dolała tylko oliwy do ognia.

Zaktualizowałem Windowsa 10. W zasadzie to sam się zaktualizował. Niczego nie wymuszałem, pojawiła się aktualizacja, pobrała się i system zapytał, kiedy może ją zainstalować. Wybrałem odpowiednią godzinę i poszedłem spać.

Nowy Windows. Nowe problemy

Rano czekał na mnie gotowy do pracy system, choć w tym konkretnym przypadku słowo gotowy nie pasuje najlepiej. Bo myśląc o systemie operacyjnym w moim komputerze, który nadaje się do pracy, mam na myśli oprogramowanie skonfigurowane tak, że wszystko działa, jak sobie zaplanowałem.

Tymczasem po zainstalowaniu Fall Creators Update Microsoft postanowił namieszać w moim Windowsie tak, żebym teraz tracił czas na szukanie ustawień, które bez żadnego konkretnego powodu zostały zmienione.

Jesienna aktualizacja Creators Update skasowała moją tapetę i ustawiła tę paskudną domyślną z Windowsa 10, którą przecież już kiedyś Microsoft mi wepchnął i świadomie ją zmieniłem.

Jakby tego było mało, Windows postanowił zrobić się bardzo głośny i przestawił ustawienia dotyczące dźwięków. Zawsze mam je wyciszone. Zawsze. Ale Microsoft uznał, że jeśli mam zaktualizowany system, to powinienem mieć włączone dźwięki systemowe. I zmienił te parametry bez mojej wiedzy i zgody.

Po chwili odkryłem też, że zrzuty ekranu wykonywane Narzędziem Wycinania nie zapisują się tam, gdzie zapisywały się przed aktualizacją. Domyślne lądują one w katalogu Obrazy, ale ja wolę, gdy zapisują się w Pobranych. I tam zapisywały się do wczoraj. Microsoft uznał, że ma w nosie moje zdanie i może zmieniać w moim komputerze ustawienia, jak mu się tylko podoba.

To nie pierwszy raz

Przy okazji jednej z poprzednich aktualizacji, tej w której Microsoft dopracował nieco przeglądarkę Edge, system Windows postanowił, że zmieni domyślną przeglądarkę Chrome właśnie na Edge’a. Co więcej, przy próbie ręcznej zmiany domyślnej przeglądarki na tę, której świadomie używam, Windows za pomocą dodatkowych komunikatów zaczął nakłaniać mnie, abym dał jednak szansę Edge’owi.

Jak widać Microsoft nie potrafi się uczyć na własnych błędach. Już kiedyś przepraszał za nachalny program aktualizacji Windowsów do Windowsa 10. Teraz te same błędy popełnia przy przeglądarce Edge, której niemal nikt nie chce i która niemal nikomu nie jest potrzebna do szczęścia. Liczby nie kłamią.

Microsoft z uporem maniaka nie szanuje użytkowników i na siłę wpycha im swoje rozwiązania, zmienia ustawienia w komputerach, sabotuje ich pracę. To nie tyle niepoważne, co naganne.

Na Makach takich cyrków nie ma

Koledzy z redakcji śmieją, gdy mówię im, jak działa Windows i w odpowiedzi na moje opowieści podają przykłady, że gdy zaktualizowali macOS z wersji Sierra do High Sierra, to komputer uruchomił się ponownie z zapisanymi wszystkimi ustawieniami. Mało tego! Po ponownym uruchomieniu otwarte były wszystkie okna używane przed aktualizacją i wyświetlały dokładnie tę treść, którą ostatnio widział użytkownik. A przecież aktualizacja High Sierra zmieniała system plików w macOS, więc była dość poważna.

Tymczasem w ramach Jesiennej aktualizacji Creators Update straciłem w systemie Windows 10 swoją tapetę, ustawienia dźwięku, ustawienia aplikacji i Bóg wie co jeszcze.

Mam już tego dość. I powoli pytanie nie brzmi już “czy kupić Maka?”, a zaczyna brzmieć “MacBook czy jednak iMac?”.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji