Ja też, ja też… Seksafera z Weinsteinem zatacza coraz szersze kręgi

Artykuł/Media 18.10.2017
Ja też, ja też… Seksafera z Weinsteinem zatacza coraz szersze kręgi

Ja też, ja też… Seksafera z Weinsteinem zatacza coraz szersze kręgi

“Ja też” – piszą na całym świecie kobiety, które w swoim życiu spotkały się z molestowaniem seksualnym. Hollywoodzka afera ze znanym producentem w roli głównej dała początek dyskusji w portalach społecznościowych, którą śledzić można pod hasztagiem #metoo.

Tematem numer jeden w mediach jest aktualnie seksafera Harveya Weinsteina. Gigant Hollywood, odpowiadający za wiele głośnych filmów, takich jak choćby Pulp fiction czy Buntownik z wyboru, został oskarżony o gwałty i molestowanie seksualne. Kolejne gwiazdy związane z przemysłem filmowym wychodzą z cienia i rzucają go na znanego w branży producenta.

Pytanie, które najczęściej pojawia się w dyskusji o Weinsteinie brzmi “jak to możliwe, że nikt nie wiedział?”.

Odpowiedź na nie jest niestety brutalna i banalnie prosta. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można bowiem stwierdzić, że to nie jest możliwe przy tak ogromnej skali zjawiska. Ale nie od dziś wiemy przecież, czym jest tajemnica poliszynela. Ta sprawa zresztą staje się przyczynkiem do rozmowy nie tylko o tuszowaniu okrucieństw w show-biznesie, ale także o strachu, który paraliżuje kobiety. Pojawiają się głosy, że te milczały, ponieważ zależało im na karierze i nie chciały zrezygnować z jej rozwoju. Są to słowa o tyle krzywdzące, że próbuje się winą obarczyć ofiary przestępstwa, które swój finał ma przede wszystkim w psychice osoby doznającej krzywdy.

Trzeba pamiętać, że dyskurs rozmowy o gwałtach i molestowaniu seksualnym nie zmieni się nigdy, jeśli nie zmienimy też optyki. Winny jest ten, kto gwałci i molestuje, a nie ten, kto boi się mówić na głos o swoich krzywdach i paraliżuje go strach. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla takich zachowań. Argumentem nie jest ubiór, uśmiech czy zgoda na spotkanie. Tak jak zaproszeniem do kradzieży nie są uchylone drzwi mieszkania.

Problem Hollywood i Weinsteina, można powiedzieć, zatacza coraz szersze kręgi.

Bo to nie jest – tak naprawdę – problem Hollywood i gwiazd wielkich produkcji, ale taki, z którym kobiety borykają się na co dzień. Piszę “kobiety”, bo to one są ofiarami producenta i bohaterkami tego znacznie spóźnionego skandalu. To, co się wydarzyło w kuluarach przemysłu filmowego i ujrzało światło dzienne, wywołało olbrzymią dyskusję o tym, w jakiej sytuacji stawiane są kobiety i jak często są molestowane, a ich doznawane krzywdy bagatelizowane.

W mediach społecznościowych pojawił się hasztag #metoo (pol. ja też), którym głównie kobiety oznaczają swoje posty. Wyrażają w nich swoje opinie na temat molestowania, a także przytaczają historie z życia.

A są to historie straszne i smutne. Opowiadają o tym, że kobieta w społeczeństwie już od najmłodszych lat spotyka się z sytuacjami, które bez problemu można by określić jako prześladowanie na tle seksualnym. Wiele zwykłych, nieznanych kobiet, tak jak i gwiazdy skrzywdzone przez Weinsteina, po raz pierwszy mówią o swoich bolączkach. Bo wciąż nie ma na to społecznego przyzwolenia, bo wiele osób cały czas myśli, że granica żartów sięga daleko (o wiele za daleko), bo boją się zostać wyśmiane albo wzięte za współwinne całego zdarzenia.

Ważne jest to, że w akcji #metoo, która odbija się szerokim echem na całym świecie, również w Polsce, nie chodzi o żadną walkę płci. Wręcz przeciwnie. Chodzi o zrozumienie drugiego człowieka, właśnie niezależnie od płci. I szanowanie go. Ponownie – niezależnie od płci i atrakcyjności fizycznej.

Przerażające jest to, że wciąż jeszcze takie zachowania są tuszowane, a ludzie boją mówić się o nich głośno. I co więcej, oprawcy są chronieni.

Równie przygnębiający i szokujący jest fakt, że osób, które doznały takich krzywd jest tak wiele. I oczywiście, trzeba pamiętać – bo i taki głos pojawił się w tej dyskusji – nie chodzi tylko o kobiety. Mężczyźni również są molestowani i gwałceni, a przez stereotypizację płci im prawdopodobnie jeszcze trudniej o tym mówić.

Choć afera z Weinsteinem to rzecz, która w idealnym świecie nie powinna mieć miejsca, przyniosła jeden dobry skutek. Ostracyzm społeczny, który dotknął Weinsteina jest niewyobrażalny. I nawet jeśli jego źródło jest w dużej mierze zagraniem pijarowym, bo nikt nie chce być kojarzony z osobą oskarżoną o liczne gwałty, może odnieść szersze i pozytywne skutki. Już przynosi – rozpoczął dyskusję, w której kobiety chcą i powinny mówić. Bo ten problem jest obok mnie i ciebie. Dramat rozgrywa się nie tylko za hotelowymi drzwiami w apartamentach wielkich producentów.

Ja też, mówią kobiety, które są na wyciągnięcie ręki. Mówię i ja – ja też.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji