Przedstawiciel wymierającego gatunku. Logitech MX Ergo – recenzja Spider’s Web

Recenzja/SW Testuje 12.10.2017
Przedstawiciel wymierającego gatunku. Logitech MX Ergo – recenzja Spider’s Web

Przedstawiciel wymierającego gatunku. Logitech MX Ergo – recenzja Spider’s Web

Przed erą piksela łupanego, jeszcze zanim ktokolwiek wpadł na pomysł, by myszkę nazwać myszką, istniało urządzenie z klikalnymi przyciskami i wielką kulą pośrodku. Dziś to już wymierający gatunek, ale nie wszyscy producenci postawili na trackballach kreskę. Tak powstał Logitech MX Ergo.

Powszechnie uważa się, że trackballe powstały zanim jeszcze posiedliśmy komputery z wizualnym interfejsem. Pierwsze urządzenia z kulką jako manipulatorem powstały tuż po II Wojnie Światowej i przez lata służyły do wprowadzania danych przy obsłudze systemów radarowych.

W latach 80. i 90. Trackball stopniowo tracił popularność, w miarę jak popularniejsze stawały się tzw. myszki komputerowe, które zamiast wielkiej kulki u szczytu konstrukcji używały małej kulki u dołu, pozwalając na bardziej precyzyjną manipulację gryzoniem.

Kolejne lata to już znana historia. Myszki kulkowe zastąpiły urządzenia z sensorami optycznymi, a potem laserowymi, zaś trackballe pozostały reliktem dla większości, a narzędziem pracy dla garstki przyzwyczajonych do nich profesjonalistów.

Nic dziwnego, że od pięciu lat tylko dwie firmy wypuszczają na rynek nowe trackballe. Jedną z nich jest Kensington, drugą zaś – Logitech.

I ten ostatni pokazał właśnie trackball, który może sprawić, że te zapomniane urządzenia znów znajdą swoich wielbicieli i wrócą do łask.

Logitech MX Ergo, czyli… co to w zasadzie jest?

MX Ergo to – w dużym uproszczeniu – myszka Logitech MX Master 2s, którą ktoś umieścił na sztywnej podstawce i której z policzka wystaje wielka szara kulka. Od strony designu nie sposób nie dostrzec podobieństwa między tymi dwoma urządzeniami.

MX Master 2s to wzór myszkowej ergonomii i wygody pracy. Ale wierzcie lub nie, Logitech MX Ergo wynosi ten komfort na jeszcze wyższy poziom.

Kładąc dłoń na dużej, mięsistej obudowie trackballa mamy pełne podparcie całej kończyny, a dzięki metalowej podstawce, pozwalającej na dwustopniową regulację pochylenia trackballa, możemy dostosować MX Ergo do własnej pozycji przy komputerze.

A jak się to obsługuje?

Tutaj dla wielu zaczną się schody. Tak jak myszkę obsługujemy poruszając całym urządzeniem po powierzchni, tak pracując z trackballem nasza dłoń pozostaje statyczna. Kursor wprawiamy w ruch poruszając tą wielką szarą kulką przy pomocy kciuka, podczas gdy palec wskazujący i środkowy spoczywają wygodnie na prawym i lewym przycisku myszy.

Przyznaję, z początku było to dla mnie skrajnie nienaturalne i niekomfortowe. Jednak po kilku godzinach zacząłem posługiwać się trackballem równie sprawnie, co zwykłą myszką. Po kilku dniach trudno mi było chwycić zwykłego gryzonia, a wzorowy dotychczas MX Master 2s nagle wydał mi się jakiś taki… za mały i niewygodny.

Oprócz standardowych przycisków i kulki, MX Ergo ma też kilka dodatkowych przełączników. Przyciski zlokalizowane przy „lewokliku” służą domyślnie do cofania/ponawiania, a rolkę myszy możemy też przechylać w prawo i lewo, by zyskać dostęp do dodatkowych funkcji.

Oczywiście role poszczególnych guzików możemy dowolnie konfigurować wewnątrz oprogramowania Logitech Options.

Najważniejszy przycisk znajduje się przy samej kulce. Warto zostawić jego domyślne ustawienie i nie przypisywać do niego żadnej innej funkcji. To przełącznik trybu precyzyjnego.

O ile manipulacja trackballem jest szalenie wygodna, o tyle potrafi być bardzo nieprecyzyjna przy domyślnych ustawieniach CPI. Kiedy np. chcemy trafić kursorem w konkretne miejsce w tekście albo przesunąć suwaczek w Lightroomie o określoną wartość, bardzo trudno jest wycelować nadpobudliwą rolkę.

Wystarczy jednak wcisnąć przycisk trybu precyzyjnego, a trackball zwalnia i pozwala z chirurgiczną dokładnością trafić kursorem dokładnie tam, gdzie chcemy.

No dobrze, ale… komu to potrzebne?

To też jest ciekawe. W normalnych okolicznościach pewnie nikomu bym nie polecił MX Ergo, bo to skrajnie niszowy sprzęt dla fanatyków komputerowej ergonomii pracy. Do tego kosztuje niemało, bo aż 479 zł, czyli znacznie więcej, niż Logitech MX Master 2s.

Tym niemniej… to naprawdę fantastyczne urządzenie.

W czasach gdy spędzamy przy komputerze coraz więcej godzin, dbałość o ergonomię nie jest czymś, co można lekce sobie ważyć. A MX Ergo jest w tym aspekcie faktycznie niezrównany. Po całym dniu operowania tym urządzeniem nawet nie czułem zmęczenia. Bo i dlaczego miałbym je czuć, skoro dłoń cały czas pozostawała w niemal całkowitym bezruchu.

W tym miejscu muszę wspomnieć o jednej poważnej wadzie MX Ergo – materiale wykończeniowym. Miękkie tworzywo, którym pokryte jest urządzenie, zbiera kurz, brud i tłuszcz z niebywałą łatwością. Po całym dniu pracy wygląda to… dość obrzydliwie, gdy cały starty naskórek ląduje na urządzeniu wskazującym. Wolę nie myśleć, jak MX Ergo będzie wyglądać po kilku miesiącach codziennej pracy.

Niewątpliwym plusem MX Ergo jest za to fakt, że po postawieniu go na biurku… można o nim praktycznie zapomnieć. Ładować będziemy go nie częściej, jak raz na 3-4 miesiące (sic!). Do tego można podłączyć do niego dwa komputery jednocześnie i nie tylko przełączać się między nimi, co faktycznie w czasie rzeczywistym płynnie przechodzić kursorem między dwoma ekranami.

Wszystko to za sprawą technologii Logitech Flow, którą opisałem szczegółowo w recenzji MX Master 2s.

Sęk w tym, że najpierw trzeba takiego urządzenia spróbować.

I tu jest – kolokwialnie mówiąc – pies pogrzebany. Bo nikt nie wyda 479 zł, opierając decyzję zakupową na zdaniu blogera Spider’s Web (a jeśli tak, to bardzo dziękuję za zaufanie). Kupując tak drogi sprzęt, trzeba się samemu przekonać, że jest on odpowiedni. Pójść do sklepu. Położyć dłoń.

Kiedy zrobić to z MX Ergo… większość osób pewnie po prostu się zrazi. Bo trackballa naprawdę trzeba poużywać dłuższą chwilę, żeby zrozumieć, jakie są jego zalety i je docenić.

Do tego w tej cenie wiele osób oczekuje urządzenia uniwersalnego. Takiego, na którym można i pracować, i pograć. MX Master 2s taki jest. Z MX Ergo lepiej nie włączać żadnej gry.

Muszę więc uczciwie powiedzieć, że choć będę miło wspominał te tygodnie z MX Ergo i uważam, że jest to bardzo dobry sprzęt, sam dla siebie bym go nie kupił. I nie sądzę też, aby trafił on w gusta większości użytkowników.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement