Mam co najmniej 879 lepszych pomysłów na wydanie 879 zł. Logitech Craft – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Technologie 13.10.2017
Mam co najmniej 879 lepszych pomysłów na wydanie 879 zł. Logitech Craft – recenzja Spider’s Web

Mam co najmniej 879 lepszych pomysłów na wydanie 879 zł. Logitech Craft – recenzja Spider’s Web

Z reguły staram się, żeby moje recenzje miały w sobie jak najwięcej pozytywów, a jak najmniej narzekania. Z reguły też jestem wielkim fanem produktów marki Logitech. Po dwóch tygodniach z ich najnowszą klawiaturą muszę jednak spytać – serio?

Logitech Craft kosztuje – uwaga – 879 zł. Więcej, niż niejedna klawiatura gamingowa. Producent usprawiedliwia tę cenę częściowo aluminiową obudową i innowacyjnym pokrętłem Craft, które zależnie od aplikacji potrafi pełnić dodatkowe funkcje.

Przepraszam, ale ja przez dwa tygodnie nie znalazłem ani jednego powodu, dla którego ktoś miałby wydać tak niebotyczną sumę pieniędzy na tę klawiaturę.

Logitech Craft wyważa otwarte drzwi.

Nie dziwię się, że Logitech próbuje czegoś nowego. Trudno dziś być innowacyjnym w segmencie akcesoriów komputerowych, więc firma chwyta się czegokolwiek, by tylko wyróżnić się z tłumu. Jednak pokrętło wystające z obudowy… nie jest najszczęśliwszym pomysłem.

Zależnie od aplikacji, pokrętło Craft może pełnić różne funkcje. Np. regulować głośność, sterować wirtualnymi pulpitami Windowsa/macOS, przełączać karty w przeglądarce, zmieniać wartości narzędzi w Adobe Photoshop… teoretycznie użyteczne.

W praktyce o pokrętle łatwo jest zapomnieć, a sposób jego działania bywa zwyczajnie bezużyteczny. Przyjmijmy typowy scenariusz: pokrętło działa tak, by regulować głośność, ale po odpaleniu przeglądarki ma też przełączać karty. Jednocześnie mamy przypisaną opcję przełączania się między aplikacjami. I tym sposobem, siedząc w przeglądarce, nie możemy regulować głośności pokrętłem. Z czegoś musimy zrezygnować.

Pokrętło bywa też bardzo kapryśne jeśli chodzi o reakcję na bodźce. Można to usprawiedliwić wczesną wersją oprogramowania, ale fakt faktem, że gdybym sam wydał prawie 900 zł na klawiaturę, której największy „ficzer” jest tak zawodny, byłbym zdrowo wkurzony.

Byłbym też zdrowo wkurzony, gdybym wydał prawie 900 zł na klawiaturę o takiej jakości wykonania.

Po klawiaturze kosztującej takie pieniądze wymagamy bezwzględnie doskonałej jakości wykonania. Tutaj w ogóle nie ma miejsca na wątpliwości. I faktycznie, na pierwszy rzut oka Logitech Craft taka jest. Doskonale zrobiona. Aluminiowa ramka przydaje jej sztywności, tworzywo jest bardzo przyjemne w dotyku… same plusy.

A potem zaczynamy pisać. I nagle okazuje się, że w klawiaturze za prawie 900 zł… skrzypią klawisze. To przypadłość, którą znam doskonale z niemal każdej ostatnio wyprodukowanej klawiatury Logitecha, ale w Crafcie się jej nie spodziewałem. A jednak!

W moim egzemplarzu niemiłosiernie skrzypiała spacja i Enter. Ale tak naprawdę niemiłosiernie. Piszę na klawiaturze bardzo szybko, więc i spację wciskam bardzo szybko i bardzo często. I pisk klawisza jest ostatnim, co chcę wtedy słyszeć.

Byłbym zapomniał – owo doskonałe w dotyku tworzywo doskonałe jest, no właśnie, tylko w dotyku. Bo oprócz tego niesamowicie łatwo się brudzi i po kilku dniach zaczyna wyglądać po prostu nieestetycznie.

Nie do zaakceptowania jest też czas pracy na jednym ładowaniu.

Logitech Craft na jednym ładowaniu wytrzymuje, uwaga – jeden dzień. Jeden. Dzień. Co prawda moje dni są bardzo długie i obejmują często 10-16 godzin pracy, ale nadal… jeden dzień? Nic dziwnego, że producent nie chwali się czasem pracy tego urządzenia.

Ta dioda częściej świeci się na czerwono, niż na zielono…

Do tego naładowanie Crafta trwa 3-4 godziny. Bardzo, bardzo długo. I chociaż miło jest zobaczyć w klawiaturze port USB-C, to fakt, na jak długo trzeba do niego wtykać kabel, kompletnie ujmuje tej przyjemności.

Są też dobre strony. A nawet kilka wybitnych.

Zacznę od tych naprawdę doskonałych. Logitech Craft, mówię to z pełną stanowczością, ma najlepsze klawisze na rynku. Kropka. Nawet moja ulubiona klawiatura niskoprofilowa – Surface Keyboard – nie ma tak dobrych klawiszy.

Te w Logitech Craft są doskonale wyprofilowane, mają idealny skok i gdyby nie to nieszczęsne piszczenie pisałbym o nich w samych superlatywach. Niestety, nadal nie jest to jakość warta blisko 900 zł.

Wybitne jest też podświetlenie, choć to zapewne ono przyczynia się do beznadziejnego czasu pracy na jednym ładowaniu. Klawisze podświetlone są równomiernym, białym światłem, które zapala się dopiero wtedy, gdy zbliżymy dłonie do klawiatury. Wrażenie jest niesamowite, a pisanie na tej klawiaturze po ciemku to czysta przyjemność.

In plus należy też zaliczyć ogólną funkcjonalność Logitech Craft. Możemy ją podłączyć do 3 urządzeń i korzystać z nich jednocześnie, dzięki funkcji Logitech Flow. Układ klawiszy pasuje zarówno do Windowsa, jak i macOS. Jest na tyle responsywna, że niedzielni gracze mogą spokojnie używać jej nie tylko do pracy, ale i do rozrywki.

To niewątpliwe zalety. Tylko że za nic w świecie nie przyćmiewają one wad Logitech Craft i nie usprawiedliwiają ceny tej klawiatury.

Powiem tak – jeśli ktoś potrzebuje pokrętła, lepiej zrobi kupując Surface Dial. I jeszcze zostanie mu dość pieniędzy, by kupić naprawdę solidną klawiaturę, a nadal nie zbliży się do ceny Crafta.

Przykro mi tak ostro krytykować sprzęt firmy, którą naprawdę lubię i której sprzętów używam na co dzień, ale Logitech Craft w tej formie, w tej cenie i przy takich wadach po prostu nie ma racji bytu. I nie jest tak, że mogę polecić ją tylko komuś, kto ma dużo pieniędzy, z którymi nie ma co zrobić. Ja nie mogę jej polecić nikomu, bo to po prostu nie jest dobra klawiatura.

Dołącz do dyskusji

Advertisement