O tym, jak tapeta sprzedała mi MacBooka. A raczej – nie sprzedała Windowsa

Felieton/Technologie 16.10.2017
O tym, jak tapeta sprzedała mi MacBooka. A raczej – nie sprzedała Windowsa

O tym, jak tapeta sprzedała mi MacBooka. A raczej – nie sprzedała Windowsa

Postanowiłem kupić sobie nowy komputer. Stary jest jeszcze w porządku, ale mam tak irytującą klawiaturę z wyskakującymi przyciskami (a przy tym brakuje mu już troszkę RAM-u), że po tym, jak musiałem zrobić dodatkową korektę tekstu pod kątem brakujących liter “k” oraz “n”, uznałem, że już czas udać się na zakupy. 

Stanąłem przed tym samym dylematem, co w 2012 roku. Wtedy też już byłem o krok od zakupu MacBooka, jednak w ostatniej chwili zdecydowałem się na urządzenie z podobnej półki cenowej z dobrze mi znanym Windowsem. Jeśli kupujesz laptopa z Windowsem za 5000 złotych to musisz wiedzieć, że działa on równie bezproblemowo, co Mac. Blue screen przez te lata pewnie się pojawił z raz czy dwa, ale generalnie wszystko działało, wszystko dodawało się, wszystko zapierdzielało. Dużo osób przerzuca się na Maki z Windowsów kosztujących 2000 zł i przypisują lepsze działanie systemowi operacyjnemu, pomijając, że kupili komputer o dwukrotnie lepszej konfiguracji i dwukrotnie wyższej cenie.

Jako więc generalnie zadowolony użytkownik Windowsa, byłem niemal pewien, że i tym razem moje oczy powędrują w tym kierunku.

Rozważałem albo ZenBooka od Asusa, albo Della XPS. Ktoś tam z redakcji podpowiadał, że HP jest idealnie skrojony na moje potrzeby. Dla mnie istotna była oczywiście wydajność, ale i – nauczony doświadczeniem – wykończenie. Przy czym przez wykończenie rozumiem nie tylko brak skrzypienia i ładny wygląd, ale i klawiaturę.

Jakoś tak wpadł mi w oko ZenBook, a konkretnie ten model z oferty sklepu X-Kom:

Już miałem go nawet w koszyku, gdy uświadomiłem sobie, że pierwszy raz od lat zakup elektroniki mnie nie cieszy, nie wzbudza żadnych emocji. Każdy nowy komputer, smartfon, głupia myszka, to było wyczekiwanie w oknie w dniu, w którym miał mnie odwiedzić kurier. I przyjemna nutka podniecenia. Tymczasem tutaj w ofercie sklepu zobaczyłem dokładnie tę samą tapetę, którą oglądam od lat na moim komputerze. Którą, zdaje się, że był on też zresztą promowany – albo jakąś bardzo, bardzo podobną.

I ostatecznie kupiłem tegorocznego MacBooka Pro, do którego mówiąc szczerze nie jestem jakoś przesadnie przekonany.

Koledzy ze Spider’s Web wprawdzie namawiali mnie na ten krok od lat, ale jakoś ich argumenty wcale do mnie nie przemawiały, ponieważ jestem zadowolonym uczestnikiem Windowsa. Jako gadżeciarz, miłośnik technologii, chciałem jednak przeżyć jakąś nową przygodę.

Nie jestem pewien, ile w tym umów z Microsoftem, a ile własnej pomysłowości, ale producenci laptopów marketingowo tracą na przedstawianiu w swoich materiałach promocyjnych systemu operacyjnego, na dodatek z wciąż tą jedną i na domiar złego niezbyt urodziwą tapetą z nowego Windowsa. Ktoś tam powinien to przemyśleć, bo fajne i ładne urządzenia wyglądają w rezultacie jak z jednego sierocińca. Doskonale rozumieją to producenci smartfonów, tymczasem windowsowa branża komputerowa popełnia moim z daniem poważny, wizerunkowy błąd, który na pewno kosztuje ich punkty – nawet jeśli nie w rywalizacji z Apple, to pomiędzy sobą.

Dołącz do dyskusji

Advertisement