Biedronka ma tani sposób na dodanie Bluetooth do twojego samochodu. Sprawdziłem, czy warto go kupić

Recenzja/Sprzęt 30.10.2017
Biedronka ma tani sposób na dodanie Bluetooth do twojego samochodu. Sprawdziłem, czy warto go kupić

Biedronka ma tani sposób na dodanie Bluetooth do twojego samochodu. Sprawdziłem, czy warto go kupić

Kosztuje grosze, ale może okazać się nieocenioną pomocą dla każdego kierowcy, który w swoim samochodzie nie posiada radia z Bluetooth. Sprawdziłem Hykker Wave, czyli tani transmiter FM, który właśnie trafił do sieci sklepów Biedronka. 

Czym jest w ogóle transmiter FM? Jeśli macie względnie nowe auto, które w standardzie albo za niewielką opłatą oferowało łączność Bluetooth, prawdopodobnie zdążyliście już zapomnieć o takich gadżetach. Tym jednak, którzy Bluetooth na wyposażeniu nie posiadają, transmiter FM pozwala w prosty i niedrogi sposób przesyłać na samochodowy zestaw audio dźwięk z telefonu… i nie tylko.

Za obecną bierdronkową cenę, czyli 39,99 zł, Hykker Wave wydaje się być więc dobrym zakupem. Tylko czy na pewno? Wybrałem kilka największych za i przeciw tego urządzenia.

Za: umie naprawdę dużo.

Hykker Wave, który wystarczy włożyć do gniazda zapalniczki w aucie, aby odblokować jego wszystkie możliwości, oferuje w zasadzie komplet funkcji, jakie może oferować transmiter FM. Możemy więc do niego podłączyć przez Bluetooth telefon, zyskując tym samym możliwość przesyłania na samochodowe głośniki muzyki z dowolnej aplikacji, a także prowadzenia rozmów – w obudowie znajduje się bowiem dedykowany temu mikrofon.

Nie tylko telefon może być źródłem dźwięku – urządzenie oferuje także wejście na karty pamięci (microSD do 32 GB), AUX oraz standardowe USB. Niezależnie więc na czym przenosimy naszą muzykę, bez problemu prześlemy ją przez Wave’a do samochodowego radia.

Gdyby tego było mało, przez złącze USB możemy oczywiście ładować inne sprzęty. Sporo, jak za niecałe 40 zł.

Za: prosta konfiguracja i obsługa.

Konfiguracja tego sprzętu praktycznie nie istnieje. Przeprowadzamy standardowe parowanie z urządzeniem Bluetooth, następnie wybieramy wolną częstotliwość radiową, ustawiamy ją na naszym samochodowym systemie audio i już – wszystko działa. Żeby było łatwiej, Wave dysponuje czytelnym (choć niezbyt pięknym) wyświetlaczem, który pokaże nam dokładnie, jaką częstotliwość wybraliśmy.

Jeśli natomiast chcemy przesłać muzykę nie z telefonu, a z innego źródła, wystarczy je podłączyć do Wave’a – tryb odtwarzania zostanie automatycznie zmieniony.

Późniejsza obsługa również nie jest przesadnie skomplikowana – przycisk ze słuchawką telefonu służby do obierania/odrzucania/inicjowania połączeń, a także zatrzymywania i wznawiania odtwarzania. Boczne przyciski pozwalają natomiast zmienić odtwarzany utwór lub – po wciśnięciu dodatkowego przycisku – zmienić częstotliwość.

Za: to gra. Po prostu gra.

Nie oczekujmy od sprzętu tego typu, kosztującego dodatkowo niewiele, że zapewni nam krystaliczną jakość dźwięku. Nie – do poziomu Bluetooth czy CD jest bardzo daleko, ale… to zawsze coś.

Tylko w “tym czymś” trzeba przyzwyczaić się jednak do sporej liczby szumów, niezależnie od tego, jak długo będziemy szukać wolnej częstotliwości. Mam nawet wrażenie, że jest ich więcej, niż w przypadku mojego poczciwego transmitera FM od BlackBerry, a do tego głośność muzyki przesyłanej z telefonu (iPhone SE/iOS 11) jest wyraźnie niższa. Trzeba więc podkręcać głośność radia, a co za tym idzie – potęgować szumy.

I o ile przy muzyce radiowej nie ma to większego znaczenia, o tyle w przypadku, kiedy chcemy nacieszyć ucho ścieżką instrumentalną danego utworu, staje się to już wyraźnie irytujące.

Za: problemy? Brak.

W trakcie testów Hykker Wave nie sprawiał żadnych problemów. Połączenie było stabilne, a łączenie z telefonem po uruchomieniu silnika – bardzo szybkie.

To skoro mamy zalety, czas na wady:

Przeciw: szukaj sobie samemu wolnego pasma.

Hykker Wave nie oferuje (a przynajmniej ja nie znalazłem i nie ma o tym wzmianki w instrukcji) trybu automatycznego wyszukiwania wolnego pasma radiowego (co oferuje mój transmiter od BlackBerry). W rezultacie musimy sami przeklikiwać się przez każdą z dostępnych częstotliwości, szukając takiej, na której szumów będzie najmniej.

I oczywiście, kiedy już nam się to uda, po czym nie będziemy odjeżdżać zbyt daleko od miejsca konfiguracji, o problemie zapomnimy. Ale wolałbym nawet tych kilku minut na takie ustawianie nie tracić.

Przeciw: wszystko zależy od tego, gdzie masz złącze zapalniczki.

Tak, na obudowie jest czytelny (o ile nie trafimy w pełne słońce) wyświetlacz i względnie wygodne przyciski. Tylko że korzystanie z tego wszystkiego jest komfortowe tylko wtedy, kiedy nasze gniazdo zapalniki znajduje się w rozsądnym miejscu.

W moim umieszczone jest tak, że ekranu Wave’a nie da się w żaden sensowny sposób ustawić, a przełączanie utworów wiąże się z sięganiem trochę za siebie i trochę w bok.

Przeciw: jakość połączeń… cóż.

O ile jeszcze muzyki da się (przy pewnym kompromisach) słuchać za pomocą tego transmitera, o tyle już prowadzenie rozmów może być rozwiązaniem wyłącznie dla bardzo zdeterminowanych. W moich testach głośność dźwięku przesyłanego na głośniki samochodu była jeszcze niższa niż w przypadku muzyki, natomiast nasz rozmówca ma ogromne problemy z tym, żeby zrozumieć, co do niego mówimy.

Nie bez znaczenia jest tutaj oczywiście lokalizacja transmitera. W moim samochodzie umieszczony był dość nisko i właściwie za mną – nie było szans, żeby sensownie wychwycił mój głos, nawet w trakcie wolniejszej jazdy. A skoro mam już krzyczeć w trakcie rozmowy, to wolę do telefonu w trybie głośnomówiącym.

Czy warto?

Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony sprzęt robi to, czego można po nim oczekiwać i robi to też na poziomie akceptowalnym, biorąc pod uwagę jego niską cenę. Faktycznie za niecałe 40 zł otrzymujemy transmiter FM obsługujący telefon, odtwarzacz audio, karty pamięci i pendrive’y, a do tego zestaw głośnomówiący (no, w pewnym sensie).

Z drugiej strony musimy niestety pogodzić się z tym, że jakość dźwięku nie będzie przesadnie wysoka (a przypomnę – korzystam z innego transmitera FM na co dzień, więc nie jest to porównanie CD vs FM). Tryb głośnomówiący jest natomiast – o ile nie mamy gniazda ładowania na wysokości twarzy – niemal bezużyteczny.

Do tego konkurencja w tym segmencie jest naprawdę spora. Chińskie transmitery możemy kupić już za kilka dolarów, a jeśli szukamy czegoś do 50-70 zł, to wybór staje się nagle naprawdę duży. Tyle tylko, że jeśli zdecydujemy się na zakupy w Azji, na paczkę będziemy czekać tygodniami…

Dołącz do dyskusji