Razer poszedł w turbo-przycisk basu, od którego trzęsie głową. Razer Tiamat 2.2 v2 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Gry 19.09.2017
Razer poszedł w turbo-przycisk basu, od którego trzęsie głową. Razer Tiamat 2.2 v2 – recenzja Spider’s Web

Razer poszedł w turbo-przycisk basu, od którego trzęsie głową. Razer Tiamat 2.2 v2 – recenzja Spider’s Web

Razer Tiamat 2.2 v2 jest przedstawiany jako uniwersalny produkt dla PC oraz konsol, z silnym naciskiem na mobilną rozgrywkę. Jako fanatyk nowej konsoli Nintendo, nie mogłem przepuścić takiej okazji i sprawdziłem, na co stać ten zestaw słuchawkowy.

Razer Tiamat 2.2 v2 jest drugą edycją uniwersalnego stereofonicznego zestawu słuchawkowego, który stawia na potężne basy. W pierwszej odsłonie headsetu niskie tony były podkręcone tak mocno, że v2 wprowadza specjalny przycisk na obudowie muszli. Za jego pomocą możemy wyłączyć dodatkowe wzmocnienia basowych przetworników, które znajdują się zaraz obok sporych, 50-milimetrowych odpowiedników.

Dziki bas sprawił, że Razer Tiamat 2.2 v2 to pierwsze gamingowe słuchawki od lat, których używam do słuchania muzyki.

Oczywiście nie tej kulturalnej, płaskiej, pełnej różnorodnych instrumentów i tonów muzyki. Mam na myśli chamskie, perfidne woob woob woob przebijające się przez drżące szyby przejeżdżającego BMW. Trap, Drum and Base, Acid House – chciałem dać Razerowi łupnia na tych gatunkach, ale Tiamaty się obroniły. Zestaw słuchawkowy dosłownie wibrował na głowie, wywołując łaskotki zewnętrznego przewodu słuchowego. Drżenie było odczuwalne, a basy przywodziły na myśl najlepsze elektroniczne koncerty z czasów głupkowatej młodości.

Oczywiście Razer nie stworzył swojego produktu z myślą o muzyce. Słuchanie ulubionych rockowych, metalowych, nawet popowych kapel na tym zestawie nieco mija się z celem. Jeżeli jednak dzieci poszły do szkoły, żona jest u koleżanki, a wy macie ochotę wrócić na moment do The Prodigy, The Glitch Mob, Cyberpunkers czy The Quemists – ależ będziecie mieli zabawę! Razer Tiamat 2.2 v2 to jedne z tych słuchawek, w których zamyka się oczy, buja w krześle i całkowicie traci poczucie czasu. Koncert z rozsadzającym basem na zawołanie, bez mandatu za zakłócanie ciszy.

Bas jest nie tylko potężny, ale również wysokiej jakości. Dzięki parze przetworników przypadających na każdą muszlę Tiamaty radzą sobie z naprawdę, naprawdę niskimi częstotliwościami. Bez problemu poczujecie charakterystyczne „mruczenie” subwoofera nawet przy 25-30 Hz. To bardzo dobry wynik, którym Razer odcina się grubą linią od znacznie tańszych produktów oferowanych przez konkurencję.

Jeżeli chodzi o gry wideo, tutaj Razer Tiamat 2.2 v2 jest „tylko” bardzo dobry.

Jak zwykle będę narzekał na brak słuchawkowego dźwięku przestrzennego. W przeciwieństwie do dziesięciogłośnikowych Tiamatów 7.1, w edycji 2.2 mamy do czynienia wyłącznie ze stereofonicznym lewo-prawo. Oczywiście Razer nakłada na to symulację przestrzenną, ale rozpiętość sceny ani kierunkowa precyzja nie powala na kolana. Nie zrozumcie mnie źle. Tiamaty 2.2 v2 są kapitalne w swojej stereofonicznej lidze, ale Razer reklamuje je jako solidne doświadczenie przestrzenne. Tak nie jest.

Na pewno nie po tym, gdy ktoś miał na uszach modele 7.1 od SteelSeries czy Turle Beach. Tyle tylko, że te kosztują ponad 1000 zł od sztuki.

Grając w Destiny 2 (które samo w sobie ma kapitalną rozpiętość przestrzenną), Battlefield 1 oraz Rainbow Six: Siege, bez problemu czułem, czy wróg znajduje się na lewo lub prawo ode mnie. Byłem w stanie ocenić nie tylko boczny kierunek, ale również odległość zagrożenia. Gorzej z przodem i tyłem, który uwiera wszystkie zestawy stereofoniczne. Tutaj możemy wyczuć co najwyżej kierunek, ale już dystans, odległość, prędkość przybliżania/oddalania – będzie ciężko.

Oczywiście Razer Tiamat 2.2 v2 w dalszym ciągu będzie dawał realną przewagę nad graczami z tanimi zestawami stereo. Jeżeli jednak katujecie wyłącznie CS:GO czy Destiny 2, warto pomyśleć o dedykowanym rozwiązaniu 7.1 Dolby Digital lub DTX. Wtedy w waszej głowie powstanie dźwiękowa mapa całej lokacji. Tiamaty to jednak półka niżej adresowana do szerszej grupy odbiorców. Strzelaniny, gry wyścigowe, od biedy nawet cRPG – wszystko brzmi tutaj dobrze, a przeciętny gracz będzie bardziej niż zadowolony. E-sportowcy mogą już jednak kręcić nosem. Jednak to nie oni są grupą, do której Razer chce dotrzeć z tym produktem.

Poszedłem za przykładem reklam Razera i słuchawki sprawdziłem również na Nintendo Switchu.

Na konsoli Nintendo jedynie utwierdziłem się w przekonaniu, że Tiamaty kapitalnie rozdzielają niskie oraz średnie pasma. Do tego świetnie radzą sobie z podziałem L/R. Co ciekawe, po włączeniu przycisku odpowiedzialnego za wzmocniony bas, cała dźwiękowa scena nabiera dodatkowej przestrzeni, a tony ulegają rozwinięciu. Jak gdyby Razer zarezerwował najniższe częstotliwości wyłącznie dla tego trybu, spłycając odsłuch pozbawiony basowego doładowania. Jedynie wysokie tony wydają się częściowo niezależne od efektu przełączanego przyciskiem na obudowie.

Będąc przy Switchu i mobilności, Razer Tiamat 2.2 v2 to zestaw relatywnie lekki, a także dostosowany do długich posiedzeń. Wszystko dzięki mojej ulubionej konstrukcji szelkowego typu. Pałąk jest bardzo elastyczny. Nie dociska słuchawek do skroni, co docenią zwłaszcza migrenowcy. Szkoda tylko, że Razer zdecydował się wyłożyć jego wnętrze sportową siatką. Nie cierpię tego rozwiązania. O wiele bardziej preferuję piankę memory foam obleczoną w skórę, która na szczęście została zastosowana na obiciach nauszników.

W kontekście mobilności warto dodać, że podajnik mikrofonu można ustawić w pozycji pionowej. Dzięki temu dodatkowy element nie znajduje się w zasięgu wzroku, rozpraszając podczas rozgrywki. Niestety, wraz z ustawieniem podajnika w pionie, mikrofon nie przechodzi w tryb mute. Wielka szkoda. To powoli standard w zestawach z wyższej półki średniej, do której Tiamaty bez wątpienia należą. Na szczęście producent rekompensuje to naprawdę solidnym dźwiękiem z mikrofonu. Nie tak dobrym jak w Roccat Khan Pro, ale i tak jest bardzo dobrze.

Na osobną uwagę zasługuje pasywne tłumienie dźwięków otoczenia. Tiamaty świetnie odgradzają gracza od szumów.

Dosyć napisać, że słuchając kawałka Shut Em Up w wykonaniu The Prodigy nie byłem w stanie usłyszeć… suszarki, która wydmuchiwała ciepłe powietrze prosto w moją twarz. Mówię o normalnym, przeciętnym odsłuchu. Bez sztucznego, celowego podkręcenia głośności. Tiamaty pokryły całość moich wielkich uszu, skutecznie zamykając je w muszlach. Gwarantuję – robiąc odsłuch ulubionej płyty z mocną elektroniką nie będziecie mieli pojęcia, że osoba stojąca zaraz obok krzyczy w waszym kierunku. Jej pech.

Nie mam za to wyrobionego zdania co do samego wyglądu zestawu słuchawkowego. Nowe Tiamaty nie są ani przesadnie eleganckie, ani gamingowe. Proste kształty, nudne nauszniki, spójny kolor bez żadnych ozdobników… zazwyczaj uwielbiam sprzęty dla graczy, które nie rzucają się w oczy. Jednak w cenie 599 zł Razer mógł sobie pozwolić na nieco ekstrawaganckiej elegancji. Na jakiś element premium, wyrażony na przykład za pomocą szczotkowanego aluminium albo zestawu dodatków. Niestety, w pudełku znajduje się jedynie dodatkowy kabel z osobnymi złączami audio/mikrofon.

Największe zalety:

  • Mocne basy, świetne niskie tony
  • Mikrofon wyższej klasy
  • Słuchawki o wszechstronnym zastosowaniu
  • Jeden z niewielu gamingowych headsetów, które dobrze spisują się przy muzyce

Największe wady:

  • Nijaki wygląd
  • Mikrofon nie przechodzi w tryb mute po pionowym ustawieniu podajnika
  • Cena 599 zł

To chyba przez ten nudny i prosty wygląd mam z tyłu głowy, że w momencie premiery zestaw Razer Tiamat 2.2 v2 jest zbyt drogi. Na średniej półce cenowej trwa zacięta rywalizacja, a headset za 599 zł raczej nie zatrzęsie aktualnym układem sił. Jeżeli jednak poczekacie aż premierowy kurz opadnie, a v2 spadnie nieco z ceny, wtedy warto zastanowić się nad tą bestią od niskich tonów.

Naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio zestaw dla graczy pokazywał takiego pazura podczas słuchania muzyki.

Dołącz do dyskusji

Advertisement