MINI John Cooper Works. Rakieta stworzona do zabawy

MINI John Cooper Works. Rakieta stworzona do zabawy

MINI John Cooper Works. Rakieta stworzona do zabawy

Cztery dni spędzone z MINI John Cooper Works wystarczyły, żebym się w nim zakochał. Choć przyznam, że nie jest to samochód, który spodoba się każdemu.

MINI. Marka, o której każdy fan motoryzacji ma coś do powiedzenia. Jednym się marzy, inni twierdzą, że jest kompletnie niepraktyczna. Nikt o zdrowych zmysłach nie odmówiłby jednak niezobowiązującej przejażdżki MINI. Szczególnie najmocniejszą wersją tego samochodu – John Cooper Works, którą dane było mi jeździć przez cztery dni.

mini john cooper works test

Żadną tajemnicą nie jest, że najbardziej lubię jeździć małymi, zwinnymi samochodami. Możecie więc sobie wyobrazić mój uśmiech, kiedy odebrałem MINI. Jest mały? Jest. Jest zwinny? Mało powiedziane. To cholerna rakieta ze strzelającym wydechem, która w każdy możliwy sposób zachęca cię, żebyś wcisnął gaz do deski. No co ci szkodzi? Będzie fajnie!

Ale po kolei.

MINI z zewnątrz nadal potrafi wzbudzać emocje.

mini john cooper works test-2

Każdy wie, jak wygląda MINI. Pokażcie jego zdjęcie osobie, która zupełnie nie interesuje się motoryzacją i za nic w świecie nie jest w stanie odróżnić Audi od Volkswagena, a bez problemu powie wam, że to MINI. Co prawda zapewne nazwie go Mini Morrisem, ale to już mało znaczący detal.

mini john cooper works test-3

W zasadzie, to od 2001 r. kształt MINI zmienił się niewiele. I dobrze. Ten jego charakterystyczny wygląd to jedna z rzeczy, która sprawia, że ten samochód jest taki fajny. Wersja John Cooper Works, którą dostałem do testów, jak widzicie na zdjęciach miała bardzo ładne, czarno-pomarańczowe malowanie. Do tego mnóstwo (ale bez przesady) chromu, dwa czarne pasy na masce, ładne felgi, nieco szersze zderzaki i podwójny wydech i od razu wiadomo, że człowiek ma do czynienia z wersją sportową.

mini john cooper works test

MINI na pewno nie jest najbardziej praktycznym samochodem na świecie. Kanapa z tyłu montowana jest tam na przykład wyłącznie dla żartu. Bagażnik z kolei jest tylko po to, żeby po otworzeniu jego klapy, człowiek mógł docenić sprytnie wyprofilowany spojler, na środku którego znajduje się wgłębienie na antenę zamontowaną na dachu. No dobra, dobra, trochę przesadzam. Na weekendowy wypad za miasto, w 2 osoby, powinniście się w nim pomieścić.

Na szczęście ten samochód nie powstał po to, żeby być praktycznym. A już na pewno nie wersja JCW.

Czysta radość z jazdy

mini john cooper works test

 

BMW markę MINI reklamuje hasłem “Gokartowa radość z jazdy”, ale powiem wam, że całkiem sporo jeździłem gokartami i MINI jest po prostu fajniejsze. Szczególnie dla kogoś, kto jara się gadżetami. Bo tych w środku jest pełno. I za chwilę do nich wrócę. Ale co najfajniejsze: ktoś całkiem nieźle przemyślał ich działanie. Na przykład mój ulubiony smaczek: po usadowieniu się wygodnie w fotelu kierowcy, przełącznik odpowiedzialny za uruchomienie silnika zaczyna delikatnie pulsować.

mini john cooper works test

I gwarantuję wam, że nawet wsiadając do MINI po raz pierwszy w życiu, to pulsowanie sprawi, że od razu będziecie wiedzieli gdzie trzeba wcisnąć, żeby odpalił. Ale to nie koniec. Po wciśnięciu pedału hamulca (co jest potrzebne do uruchomienia silnika w wersji ze skrzynią automatyczną), ten przełącznik start/stop nagle zaczyna palić się odrobinę jaśniej. MINI po prostu nie może się doczekać kolejnej przejażdżki.

Co podczas jazdy oferuje wersja MINI John Cooper Works? Sporo. Konkretniej dwulitrowy silnik 2.0 TwinPower Turbo. Motor ten wbrew pozorom nie ma dwóch turbosprężarek (ma pojedynczą, z dwoma rzędami łopatek wirnika), za to udostępnia kierowcy maksymalny moment obrotowy, czyli 320 Nm, w przepięknym zakresie od 1250 do 4800 obr/min.

A jak już skończy nam się te sześć biegów, to przy 5200 obr/min. MINI osiąga swoją maksymalną moc 231 KM. Przy wadze 1290 kg, wersja JCW rozpędza się do setki w 6 sekund, co okazało się być niezwykle irytujące dla właścicieli tych wszystkich poważnych aut, którzy z jakiegoś powodu chcieli zostawić mnie w tyle po ruszeniu spod świateł.

Trzy tryby jazdy – uwaga na strzały z wydechu.

mini john cooper works test

MINI oferuje trzy tryby jazdy: sportowy, mieszany i ekonomiczny. I moim zdaniem informację tą najlepiej wykorzystać następująco: przetestować przez chwilę mieszany i ekonomiczny, po czym wrócić do sportowego. Chociażby po to, żeby zdziwić się naprawdę sporą różnicą w prowadzeniu, w zależności od wybranego trybu.

mini john cooper works test

No i to strzelanie z wydechu w trybie sportowym. Chociaż całkowicie zbędne, przez te cztery dni nieustannie sprawiało mi radość. Przyznam się zresztą, że momentami strzelałem z MINI specjalnie, zdejmując na przykład nogę z gazu przy wyższych obrotach. Pozwijcie mnie.

Właściwie to do ideału brakowało mi adaptacyjnego zawieszenia, bo to montowane standardowo w wersji JCW jest jednak odrobinę za twarde. No, ale za tę opinię w dużej mierze odpowiada stan polskich dróg. Gdyby dane mi było jeździć po nawierzchni równej, jak stół to ten akapit zapewne poświęciłbym na zachwycanie się tym, jak pewnie MINI prowadzi się nawet w bardzo ostrych zakrętach. Wrażenie pewnego prowadzenia się potęguje dodatkowo świetna kierownica. Jej mały rozmiar sprawia, że po ustawieniu rąk na za piętnaście trzecia, w zasadzie nie musimy zmieniać ich pozycji.

No i żałuję, że nie pojeździłem MINI na żadnym torze. Może następnym razem.

Środek pełen gadżetów

mini john cooper works test

Jak człowiekowi minie już trochę ten haj płynący z jazdy strzelającą z wydechu rakietą, zaczyna rozglądać się po jej wnętrzu. No i tutaj macie dwie opcje. Albo uśmiechniecie się od ucha do ucha, albo przewrócicie znacząco oczami. Wnętrze MINI jest bowiem lekko… zwariowane? Przypomina trochę zabawkę? Ale wiecie, taką fajną zabawkę, o której marzyliście przez cały okres swojego dzieciństwa i… w sumie to, gdyby tak głębiej się nad tym zastanowić, to marzy wam się ona nadal.

mini john cooper works test

Które z elementów najbardziej przykuły moją uwagę? Najfajniejszym elementem jest duży pierścień z chromowaną obwódką, w środku którego znajduje się centralny wyświetlacz. To diodowe podświetlenie jest bowiem interaktywne. Najczęściej pracuje jako przerośnięty obrotomierz. Reaguje też na zmianę głośności systemu audio, albo wyświetla powiadomienie o nadchodzącej rozmowie telefonicznej. Daje to niesamowity klimat.

mini john cooper works test

Prędkościomierz nie jest zbyt duży. Prędkość z jaką jedziemy da się jeszcze odczytać w miarę normalnie, za to doklejony po lewej stronie prędkościomierza obrotomierz przez swój mały rozmiar jest już ewidentnie nieczytelny. Nie jest to jednak jakiś ogromny problem. Automatyczna skrzynia w trybie sportowym radziła sobie ze zmianą biegów lepiej ode mnie. Założę się też, że po kilku tygodniach jazdy tą zabawką, większość kierowców będzie w stanie zmieniać biegi “na słuch”. Wydech w MINI JCW ma bowiem idealne brzmienie, którego słucha się z przyjemnością.

mini john cooper works test

Na górnym panelu deski rozdzielczej znajdziemy trzy dodatkowe wskaźniki pokazujące: ciśnienie oleju, ciśnienie turbodoładowania i dane chronometryczne (zegarek i stoper). Do tego większość przycisków zamontowanych w MINI wykonano w formie przełączników rodem z jakiegoś retrofuturystycznego statku kosmicznego. Tu nawet klamki nie wyglądają normalnie, za to na ich powierzchni znajdziemy przyciski do blokowania i odblokowania drzwi. Cudowne.

Podsumowując: przez chwilę zastanawiałem się, jak ukraść ten samochód

mini john cooper works test

Serio. Co prawda przez bardzo krótką chwilę, ale przyznaję, że sprawdziłem odległość do najbliższego kraju, który nie ma podpisanej umowy o ekstradycję z Polską. Potem jednak wrócił rozsądek i grzecznie odstawiłem MINI tam, gdzie mi go wypożyczono. A jak już ten rozsądek wrócił, to wzięło mi się na rozsądne kalkulowanie. Taki MINI kosztuje nieco ponad 130 tys. zł. Gdyby człowiek chciał spektakularnie zaszaleć z wyposażeniem dodatkowym, spokojnie przekroczyłby i 180 tys. Sporo.

mini john cooper works test

Ale z drugiej strony, myślę sobie: w zasadzie to takie Audi S1 jest jeszcze droższe. Moc ta sama, co prawda u Audi przeniesiona na obie osie. Wymiary i praktyczność też są zbliżone. Tyle, że z ręką na sercu to… no gdybym miał wydawać już te sto kilkadziesiąt tysięcy na zachciankę w postaci małej wyścigówki, to oczywiście, że wolałbym MINI. Ten samochód całym sobą krzyczy: SŁUŻĘ DO ZABAWY. NIE UDAJĘ NICZEGO INNEGO. ZABIERZ MNIE NA TOR. NIE POŻAŁUJESZ.

No i przez te cztery dni nie żałowałem. Teraz natomiast rozmyślam sobie, że w moim idealnym świecie MINI JCW nie byłby moim jedynym samochodem. I kupiłbym go sobie w wersji cabrio, żeby był jeszcze bardziej odjazdowy. Jak szaleć to szaleć.

 

 

Dołącz do dyskusji

Advertisement